Każdy człowiek uważa, że to życie na Ziemi jest skomplikowane, trudne i bez sensu. Każdy, tylko nie on. Może nie tylko on, lecz nie wiadomo o innych jemu podobnych przypadkach. Tak więc, tylko on czuł się na Ziemi wspaniale. Cenił życie nade wszystko, do tego stopnia, że nie dbał o nie. Spowodowane to było tym, że korzystał ze wszystkiego, co dawało mu radość i szczęście. Oprócz tego hołubił niezwykle prostym, w jego mniemaniu, zasadom. Gdy chciał coś mieć, to miał to. Gdy nie chciał czegoś zrobić, to tego nie robił. Nie lubił tych, których rzeczywiście nie lubił. Znał tylko tych, których warto było znać. Czasami droga dochodzenia do tych prostych stanów była nieco długa i kręta, ale uważał, że cel był tego wart. Na Ziemi był Panem. Nie królem, nie Prezydentem – ale Panem własnego życia. Dodatkowo niezwykle niezwykłym menadżerem, ale to w tej chwili nie ma znaczenia, bo mógł tylko o tym wspominać i nie miał szansy tego odzyskać. Zależało mu tylko na pozostaniu Panem samego siebie. Chciał odzyskać władzę nad tym, co robi, chciał wiedzieć, jakie zasady go dotyczą. Jednak będąc tak blisko Pana Wszystkiego, nie mógł się uwolnić od kontroli. Nawet nie dane mu było zatrzymać namiastkę tych prostych reguł. Do tej pory spotykał się tylko z Nim i rozmawiał. Teraz On zmienił i to.
— Bogu, myślałem że lubisz nasze spotkania sam na sam. Chociaż małą orgietką też nie pogardzę. Szczególnie, gdy takie kociaki się tu znajdują – powiedział, rozglądając się po towarzystwie, ten, który za życia był znanym trenerem piłkarskim.
— Wy go chyba nie znacie, chociaż z nim to nic nie wiadomo - rzekł Bóg, niektórym znany jako Bogu.
— Ja go nie znam, ale jeśli byś go przedstawił, to by się zmieniło - powiedziała swym aksamitnym głosikiem Maria Magdalena, trzepocząc rzęsami.
— Maksymilian Alfons, czyli arogant, cynik i prostak - przedstawił polskiego trenera.
— Tak, to ja. Nie obrażę się, jeśli będzie się pani zwracać do mnie po nazwisku - zaproponował Marii Magdalenie.
— Nie chcę wracać do przeszłości. Choć, trzeba przyznać, nazwisko idealnie do pana pasuje – odrzuciła propozycję.
— Ba, zostało stworzone specjalnie dla mnie! Imię już mniej, bo jakiś tam Święty Maksymilian to patron abstynentów. Wystarczy jeśli będziesz mówiła do mnie po prostu „kochanie” albo „ byłeś cudowny tej nocy”.
— Ja proponuję: Pan i Pani. Z resztą nie wydaje mi się, byśmy mieli się często spotykać.
— Jak to, kotku? Bogu, czy nie uważasz, że ona ma wielki wpływ na mnie i mogłaby znacznie się przyczynić do mojego nawrócenia? - zauważył ex-menadżer.
— Zacna myśl, przyznaję. Warto wprowadzić ją w życie wieczne - odpowiedział Pan.
— Boże, Panie mój! W życie wieczne? Może nieco krócej? – Maria Magdalena padła na kolana i zaczęła błagać.
— Mówisz, że nie chcesz ze mną zbyt długo przebywać, ale twoje gesty świadczą co innego. Swoją drogą, niezły tyłeczek. Tylko czemu jesteś ubrana? Widziałem wiele niewiast bez ubrań, a ty...
— Widziałeś i nie byłeś w stanie tego widoku wytrzymać. Od teraz, specjalnie dla Ciebie, każdy będzie ubrany - wyjaśnił Bóg.
— Raj w piekło mi zmieniasz – zarzucił patetycznym tonem Alfons.
— Niedawno twierdziłeś, że ten przysłowiowy Raj jest Piekłem dla ciebie - przypomniał Bóg.
— Pan trener często zmienia zdanie. Tam, na Ziemi, nie było to chyba dobrze przyjmowane – wtrąciła Maria Magdalena.
— Gdy coś mi się podoba, to mi się podoba. Gdy coś przestaje mi się podobać, to już mi się nie podoba.
— Nie wierzę! Mistrzu, to Ty! - wykrzyczał mężczyzna, który dopiero co pojawił się wśród nich.
— Zazwyczaj do mnie się tak zwracają, ale nie tym razem - zasmucił się Bóg
— Do mnie? Dawno tego nie słyszałem.
— Mistrzu! Nie wierzę! To naprawdę ty?
— Tomasz?
— Tak. Święty Tomasz. Skąd wiesz?
— Niezawodna intuicja. Nie chcesz mi nigdzie palca włożyć?
— Nie.
— Szkoda.
— Słucham?! - zdziwił się Tomasz.
— Nic. Skąd ty mnie znasz? Gdybyś żył wtedy, co ja, czyli całkiem niedawno, to bym sądził, że Cię gnoiłem w szkole albo wziąłem Twoją żonę na warsztat. Ale w tej sytuacji...
— Może ja wyjaśnię – zaproponował Bóg. – Tomasz oglądał stąd twoje poczynania. Musiałem mu udowodnić, że coś naprawdę istnieje i pokazałem mu, możliwość podglądania tego, co się dzieje na Ziemi. I pierwsze, co zobaczył, to jakiś mecz twojej drużyny i zakochał się. Potem żadnego waszego meczu już nie przegapił.
— Nie wiedziałem, że nienormalny może być Świętym - zdziwił się trener
— Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz. Ale za to Święty Tomasz wie wszystko o twoim zespole. Wciągniemy go do naszych rozmów – zaproponował Bóg.
— Więc omówmy jakiś mecz! – Gorączkował się Święty Tomasz.
— A damy nie zauważacie? – żaliła się Maria Magdalena.
— Damy? Przecież tylko ty tu jesteś... – rzekł Alfons.
— Och! – oburzyła się.
— W takiej sytuacji używa się liczby pojedynczej, czyli dam. Pozostaje tylko pytanie: gdzie? - dokończył poprzednią myśl.
— Przestań – skarcił go Bóg.
— Ja w takim razie odejdę - rzekła obrażona kobieta.
— Czekaj, Mario Magdaleno. Myślę, że kobiece oko też nam się przyda - powiedział Najwyższy.
— Oko? Ja byłbym zainteresowany innym narządem.
— Nie zaczynaj. Wbrew pogłoskom, moja cierpliwość również ma granice - ponownie skarcił go Bóg.
— Zaczynajmy, zaczynajmy! – odezwał się zniecierpliwiony Święty Tomasz.
— Los Angeles, 13 czerwca, mecz między miejscowymi Galaxy a Salt Lake – przybliżył sytuację Bóg.
— Niech więc tą dyskusję rozpocznie moje kobiece oko - powiedziała Maria Magdalena i chciała kontynuować, lecz jej przerwano.
— Nie! - stanowczo zaprzeczył Tomasz i bez zapowiedzi rozpoczął swój wywód: – Niezwykle emocjonujący mecz. Nie było kompletu widzów na trybunach, ale zawodnikom najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo grali wspaniale. Emocje sięgnęły zenitu już w....
— Stop! A co z prawem pierwszeństwa kobiet?! – kipiała ze złości Maria Magdalena.
— To żadne prawo, tylko jeden z pierwszych frajerów ustąpił jednej z pierwszych damulek. Jak to z kobietami bywa, spodobało jej się i uznała, że tak powinno być już na zawsze. Rozpowiedziała pomysł wśród swoich psiapsiółek i wiadomo, co z tego wynikło - wyjaśnił Alfons
— Phi, cóż za pomysły. Boże, przecież wcale tak nie było! - broniła się
— Jakoś musiało się zacząć – dyplomatycznie wybrnął Bóg. – Nie da już się tego zmienić, więc mów, Mario Magdaleno.
— Nie wierzę! A ja? - zdziwił się i jednocześnie zasmucił Święty Tomasz.
— Cicho. Później – zbył go Bóg.
— Tego wieczoru Los Angeles było piękne jak zawsze. Ale jeszcze piękniejsze oblicze prezentowało w ciągu dnia. Galerie handlowe, a w nich mnóstwo promocji na wspaniałe ubrania. W tych galeriach można było również spotkać gwiazdy kina rodem z Hollywood. Musiało być tam cudownie. Szkoda, że nigdy tam nie byłam ciałem.
— Lepsze ciała tam były – stwierdził Alfons.
— Czy aby on tu pasuje? - wątpiła Maria Magdalena.
— Piłka nożna – to jest COŚ, a nie jakieś panie w ciuchach albo i bez - wciąż niecierpliwił się Tomasz.
— Ty jesteś Niewierny czy Niecierpliwy? – zapytał polski trener.
— Jak widzisz, nawet po śmierci można nabyć nowe wady - wyjaśnił Bóg.
— Super – odparł trener. – A tak w ogóle nudzę się. Pozwólcie mówić Niecierpliwemu.
— Tomaszu, mów! – rozkazał Bóg.
— Tylko przerwijcie mu, kiedy zacznie pleść od rzeczy – dodał były menadżer.
— Jak już wspomniałem, ten mecz był niesamowity, z resztą jak wiele innych w wykonaniu drużyn Mistrza. Zabójczy początek, fatalny koniec - opowiadał Niewierny.
— Tak samo jak u ciebie. Najpierw połechtałeś moje ego, a potem cios w samo serce - zauważył Alfons.
— A jak się czuliśmy, my, kibice, gdy drużyna grała wspaniale, prowadziła, żeby ostatecznie tylko zremisować? To nie był jednorazowy przypadek, ot, choćby kolejny mecz, którym była konfrontacja z San Jose w Pucharze USA. Przez to spotkanie Święty Piotr przyjął kilka nowych duszyczek. Ja się im nie dziwię. Gdybym już nie żył, to bym pewnie też umarł. A to była dopiero druga runda. Podczas tego jednego spotkania ludzie kilkakrotnie zmieniali uczucia do ciebie. Raz Cię kochali, by za chwilę cię znienawidzić - przeżywał Tomasz.
— Moje maniery nie pozwalają mi zostawiać ludzi obojętnymi - wyjaśnił ex-menadżer.
— Tomaszu, może byś coś więcej powiedział o tym podobno emocjonującym spotkaniu. Nie wszyscy wpatrywali się w Ziemię non stop - zaproponowała jedyna kobieta w tym gronie.
— Przypomnę ci, Mario Magdaleno, że akurat wtedy też się wpatrywałaś, tylko że w pośladki Leonardo Di Caprio – zawstydził ją Bóg.
— Mnie nie obchodzą pośladki, chyba że należą do Smolarka, który strzelił pierwszą bramkę. Ty widziałeś jego nagie pośladki? - Tomasz powrócił do tematu.
— Miałem nadzieję, że stąd można bez problem oglądać nagie pośladki kogokolwiek - wyraził swoją opinię Polak.
— Można, ale nie praktykuje się tego – wyjaśnił Bóg kolejną niejasność w świecie jasności.
— Właśnie odnalazłem cel mojego pobytu. Nawrócę was! Powiadam wam, nawrócę was! Nie lękajcie się, nie umrzecie od tego - powiedział Maksymilian Alfons majestatycznie unosząc ręce.
— Nie pajacuj! – skarcił go Bóg. – Omawiajmy dalej, bo zaczynasz mnie drażnić. I nie zapominaj, że nie jesteśmy tu sami.
— Nie zapominam, bo to niemożliwe. Cały czas wpatruję się w tyłek gorącej świętoszki. I próbuję też unikać pełnego uwielbienia wzroku Niecierpliwego Tomasza – odpowiedział.
— Bokiem się do Pana odwrócę – rzekła zawstydzona Maria Magdalena.
— Gdybyś tak miała siostrę bliźniaczkę, to by oddziały SS powróciły.
— Spokój! – krzyknął Bóg.
— On zaczął – broniła się Maria Magdalena.
— Ona zaczęła – bronił się Alfons.
— Najlepsze ustawienie, by skutecznie się bronić i kontratakować, to 4-5-1 — ocknął się Tomasz.
— Spokój! – ponownie krzyknął Bóg.
— Bogu, nie unoś się – zaapelował Alfons.
— Czemu zwracasz się do mnie per „Bogu”?
— A jak mam mówić? Panie Wszechwiedzący? Kiedyś podczas jakiegoś meczu komentator powiedział: ”strzelił Panu Bogu w okno”. Pozwoliłem sobie pominąć „Panu”.
— I to jest rozmowa o twoich poczynaniach w świecie piłkarskim. Jak wychodziłeś z domu na piwo, to by dotrzeć do celu, przechodziłeś przez wszystkie stany USA.
— W kilku byłem ścigany przez lokalne prawo, więc nie przez wszystkie – kulturalnie odpowiedział pytany.
— Znowu o nas zapominacie — mruknęła Maria Magdalena. — Właściwie, to o mnie, bo Tomasz zasnął.
— Nie rób tego. Daj mu spać – Bóg zabronił Alfonsowi, zrobić to, co chciał zrobić Tomaszowi.
— Wy tu śpicie!? - zdziwił się były menadżer. – Dobra. Mówmy o piłce. Tylko mam jedno pytanie.
— Później, później - zaproponował Bóg. – Po dramatycznej konfrontacji w Pucharze USA ponownie spotkaliście się z San Jose, w MLS.
— Było mniej nerwów, wśród kibiców oczywiście, ja zawsze byłem spokojny i miałem to w…
— Kolega chciał powiedzieć „między pośladkami” – ubiegła go Maria Magdalena.
— Teraz to: „kolega”?! Nieważne. Może być i „między pośladkami”, a dokładniej trochę głębiej. Ponownie dobrze zaczęliśmy mecz. To było fantastyczne spotkanie! Prawda, Tomek?
— Oczywiście, niezwykły, emocjonujący mecz – powiedział wyrwany ze snu.
— Idź znowu spać, bo teraz będzie o tym, jak straciliśmy bramkę na początku drugiej połowy i tylko udało nam się zremisować.
— Mistrzu, jestem w stanie Ci wszystko wybaczyć, tylko czemu mnie budzisz? - wymamrotał Tomasz.
— Ot tak. Chłopie! W raju jesteś, a ty śpisz – apelował Alfons.
— W raju będę, jak zasnę – błyskotliwie odpowiedział
— I tacy są właśnie fani, tylko wypiąć się potrafią.
— Nie filozofuj - rzekł Bóg.
— Gdyby fanki się wypięły, nie miałbyś obiekcji? – zalotnie zapytała Maria Magdalena.
— Wiem, co myślisz, więc lepiej nie odpowiadaj… – zapobiegł Bóg temu, co miało się wydarzyć.– Tyle jeszcze meczów przed nami .
— To ja może sobie pójdę… – zaproponował menadżer.
— Nigdzie nie idziesz. Ja jednego dnia stworzyłem takiego marnego człowieka jak Ty, każdy popełnia błędy, więc i takie proste zadanie możemy wykonać.
— Houston, Houston, mamy problem.
— Wreszcie zaczynasz konkretnie mówić. Ale z Houston wygraliście 2:1, więc co za problem?
— Taki, że jestem tu, w Raju, a nie na przykład w…
— Centrum handlowym? - dokończyła Maria Magdalena.
— Nie, chociażby powrócić na Home Deport Center. Abo na inny stadion.
— To wróć myślami na stadion Minnesoty, z którą to mierzyliście się w 3. rundzie Pucharu USA – dodał Bóg.
— Nie wkurzałeś mnie, kiedy byłem tam na dole. A teraz cały czas mnie wkurzasz.
— Nie lubisz wspominać swoich sukcesów? – dziwiła się Maria Magdalena.
— A co mi po przeszłości! Było, nie wróci. Każdy morderca był kiedyś słodkim dzieciakiem, a każda dziwka – dziewicą.
— Nakazuję ci, abyś się uspokoił. I skończmy to.
— Jeśli taka jest twoja wola, Panie.
— Nie kazałem ci tego powiedzieć.
— Wiem, że źle czyniłem. Panie, wybacz mi.
— Myślisz, że się nabiorę?
— Tak myślałem. No, dobra. O czym mówiliśmy? Wygraliśmy z tą Minnesotą 1: 0, takim samym stosunkiem zakończył się ligowy mecz z New England.
— Czyli też wygraliście? - dopytywała w kobiecy sposób Maria Magdalena.
— Tak, zgadła pani i wygrała tysiąc dolarów. Kibice byli szczęśliwi. Nie tylko wygrana w Dzień Niepodległości, ale jeszcze nad zespołem, który w nazwie ma słowo Anglia - opowiedział Alfons.
— Też mi to się nie podoba. Zamiast udać się do kościoła, ludzie organizują jakieś parady i oglądają głupie mecze - zagrzmiał Bóg.
— Głupie? - tym razem oburzył się Tomasz.
— Głupie to są panny na imprezach. Przynajmniej oporu nie stawiają. To znaczy nie stawiały. Teraz już wszystko jedno - wspominał ex-Polak.
— Sami jesteś głupi! – oburzenie przeszło na Marię Magdalenę.
— Błędem było sprowadzenie tutaj waszej trójki. Miałem nadzieję, że wy, Święci, pomożecie mi ujarzmić tego grzesznika. Ale teraz widzę, że zło się wkrada między was. Możecie odejść. - ogłosił Bóg.
— Cieszę się – powiedział uradowany Alfons.
— Ty zostajesz – rzekł Bóg. – Tę, jeszcze świętą, dwójkę miałem na myśli. Z tobą muszę jeszcze porozmawiać.
— Żegnaj, Mistrzu. Ty, Boże, również – pożegnał się Tomasz.
— A Maria odeszła beż pożegnania – zasmucił się ex-menadżer. – Jak ją będę mógł odnaleźć?
— Ona nie chce, byś jej szukał. Chociaż ty i tak będziesz, gdy już wszystkiego się nauczysz – rzekł tajemniczo Pan Najwyższy.
— Jak to: wszystkiego się nauczę? - zdziwił się. – To w niebie nie jest tak pusto, jak mi się wydaje? Jest tu jakiś byt pośród niebytu?
— Jest, ale na razie jesteś ślepy. A jesteś ślepy, bo masz być takim. W tamtym życiu nie zrobiłeś nic, by otrzymać tę Łaskę. Teraz, mimo że otrzymałeś wyjątkową szansę, też nic nie robisz, by na nią zasłużyć. Jesteś sobą, tym udawanym sobą - podsumował Bóg.
— Mam być grzeczniutki? – dopytywał się
— Tak jak na chrześcijanina przystało.
— Tak jest, Panie – podporządkował się.
— Możemy więc dokończyć wspominać miesiąc lipiec?
— Twoja, nie moja, wola niech się stanie – odrzekł.
— Dobrze, tylko nie pajacuj. Po zwycięskiej konfrontacji z New England przyszła pora na podróż do Nowego Jorku.
— Miejscowa drużyna nie okazała się gościnna.
— Sprecyzuj – polecił Bóg.
— Pozwolili nam tylko na strzelenie jednej bramki, sztuka ta udała się Smolarkowi. Znaczy się, on się nie zapytał, czy może strzelać. Wiem, że źle zrobił, ale ciągle ma problemy z angielskim. Naprawiliśmy swój błąd w kolejnym meczu, który także rozgrywaliśmy z New York. Oddaliśmy im tę jedną bramkę.
— Sami strzeliliście zaś dwie - zauważył Bóg.
— Tym razem zawinił Buddle. To był przypadek. Raz piłka odbiła się od jego głowy i wpadła do bramki. Drugi jego gol to dobry uczynek. Nie chciał nadepnąć na małego robaczka, który znalazł się w polu karnym. Podniósł nogę i akurat trafił w piłkę, strzelając gola – powiadał menedżer.
— Rzeczywiście, mieliście dużo szczęścia. Niestety, zabrakło go w spotkaniu z Toronto.
— To było wyjazdowe spotkanie, więc stadion był pełen szczęścia. Prawie pełen, bo jakaś grupa naszych, nieszczęśliwych wówczas fanów nie mogła się cieszyć po końcowym gwizdku sędziego.
— Przegraliście 0:1 i wasza wspaniała seria się skończyła.
— Dokładnie. Moje wspaniałe życie też się skończyło.
— Taka uwaga. Byłeś menadżerem Los Angeles Galaxy, więc miałeś prawo, a nawet obowiązek uszczęśliwiać kibiców.
— Ale kibicom rywali się smutno robiło - powiedział z przygnębioną miną.
— Nawet ja nie potrafię wszystkich zadowolić – pocieszał go Bóg.- A ty zwycięstwem z Kansas City uszczęśliwiłeś dość pokaźną grupę swoich kibiców.
— Dobrze zagraliśmy. Nieco niepewnie w obronie, przez co straciliśmy dwie bramki. Nadrobiliśmy w ataku pokonując ich bramkarza czterokrotnie.
— Dwukrotnie Smolarek i po razie Donovan z Gonzalezem – dodał Wszechwiedzący.
— Ebi grał fenomenalnie. Nawet, gdy nie strzelał, odwalał na boisku genialną robotę - zachwycał się ex-menadżer.
— Ale w prestiżowym pojedynku z Chivas strzelił.
— Strzelił, strzelił. Zresztą nie tylko on. Zrobili to także Kovalenko i Gordon oraz jakiś Murzyn z Chivas, ale ta bramka została zaliczona na ich konto.
— Maksymilianie, nie powinieneś się tak wyrażać o bliźnim. Powinieneś się cieszyć z wygranej 3-1 i dobrego zakończenia miesiąca.
— Tak, Panie, źle zrobiłem – menedżer okazał skruchę.
— Cieszę się, że rozumiesz - oświadczył Bóg. – Za chwilę pozwolę ci odejść, lecz chciałbym, żebyś wysłuchał mnie jeszcze przez chwilę.
— Spoko, mamy dużo czasu.
— Czuję, że to co w tej chwili pokazujesz, nie jest w pełni szczere i prawdziwe. Jednakże sądzę, że to może się zmienić. Tak więc idź i czyń dobro, a zobaczysz ten świat takim, jakim jest.
— Do zobaczenia, Bogu.
I stało się. Musiał w tamtym świecie, pełnym dobra, czystości i nieskazitelności, być taki jak wszyscy wokół. Nie tak bardzo przeszkadzało mu to, że musiał zachowywać się dobrze, ale to, że miał przestać się wyróżniać. Taki był od pierwszych sekund jego życia. Bycie innym niż wszyscy było dla niego najważniejsze. Nawet pod tym względem się wyróżniał, bo zazwyczaj ludzie próbują wtopić się w tłum. Ale on już taki był. Jeśliby będąc na Ziemi uznawałby istnienie Boga, pomyślałby, że takim go właśnie stworzył. A teraz miał się stać grzecznym chłopcem. Jednym z wielu grzecznych dziewczynek i chłopców…