Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Diabelska przygoda cz.4

- Masz tremę?- zapytał Mikael, który zszedł do szatni na kwadrans przed rozpoczęciem meczu.
- A pewnie, ze mam - nie owijałem w bawełnę.
Z resztą na inaugurację ligi graliśmy z niezwykle mocną ekipą Grasshopper. Na pięć minut przed gwizdkiem stadion w Zurychu w całości wypełnił się kibicami, a także gośćmi ze szwajcarskiej telewizji i prasy. Nasza ekipa nie będzie mile wspominać tego popołudnia. Już w 23 minucie prostopadłe podanie na gola zamienia Ricardo Cabanas. Nie byliśmy w stanie skutecznie odpowiedzieć, choć okazji nie brakowało. W 35 minucie dokładnego podania „w uliczkę” nie wykorzystał Figoli. Po pierwszej połowie schodziliśmy lekko zdołowani, a żeby nie pogrążać ich całkowicie w szatni powiedziałem kilka słów otuchy. Berisha oznajmił, że nie będzie mógł grać po tym jak Leandro skosił go równo z trawą. Szykowały się, zatem zmiany, na plac gry wszedł Bieli, jednak na nic się to zdało i po wznowieniu gry szybki kontratak wykończył Demba Tourè. Nie byliśmy w stanie odpowiedzieć żadną składną akcją, a wszelkie próby kasował Stepanovs wraz z Mitreskim już w okolicach strefy środkowej. Dodatkowo w 68 minucie kontuzji nabawił się Vardanyan i musiał zejść z boiska. Spotkanie zakończyło się spodziewaną porażką 2-0, a jedynym zawodnikiem, który zagrał dobrze był Malek Aït- Alia.
Sobota, 23 lipiec 2005 r.- 1 kolejka: Grasshopper- Aarau 2-0 (1-0)
Grasshopper: R. Cabanas 23’, D. Tourè 48’
Widownia: 7 233


Pół godziny po zakończeniu naszego meczu rozgrywano pozostałe spotkania. Schaffhausen dostało lekcję pokory od ekipy Zurychu (0-4), St. Gallen pokonało Thun 1-0, a Yverdon przegrał z Young Boys 1-3. Następnego dnia rozegrano ostatnie spotkanie kolejki, w którym to Bazylea przegrała u siebie z Neuhâtel Xamax 0-1.

30 lipca o godzinie 16:30 graliśmy kolejny mecz, a na kilka minut przed jego rozpoczęciem udzieliłem swego pierwszego wywiadu dla lokalnego radia.
- Jaki pan obstawia wynik?
- Niestety, nie mogę obstawiać meczów z ligi, w której pracuję. Chociaż gdybym miał taką możliwość nieskromnie postawiłbym na Aarau.
- To zrozumiałe, a jak pan ocenia poprzedni mecz?
- Wynik odzwierciedla w pełni naszą postawę na boisku. Nie stworzyliśmy sobie w zasadzie żadnej dogodnej sytuacji no i oczywiście musiało się to skończyć klęską.
- Co zawiodło?
- Zespół jako całość, wydaje mi się, że wpływ na taki przebieg meczu mogła mieć klasa przeciwnika. Pamiętajmy jednak, że dopiero stajemy się zespołem, a pierwsze miesiące naszej współpracy to w zasadzie ciągła nauka. Miejmy nadzieję, że kiedyś to zaprocentuje.

Spojrzałem na zegarek i delikatnie dałem do zrozumienia, że na mnie już czas.
Wreszcie gwizdek, pierwsze 20 minut to walka o narzucenie swojego stylu gry i kilka ataków na rozpoznanie defensywy przeciwnika. Mecz nabrał rumieńców na 10 minut przed końcem pierwszej połowy. Wtedy to szybko przerwany kontratak gospodarzy dał możliwość szybkiej akcji z naszej strony. Ta oczywiście rozpoczęła się od Malka, który prostopadłym podaniem uruchomił Bieliego, ale ten strzelił ponad bramką. Kilka razy próbowaliśmy grać atakiem pozycyjnym, ale sytuacje strzeleckie do jakich dochodziliśmy nie pozwalały zmienić bezbramkowego rezultatu. W trakcie przerwy zdjąłem słabiutkiego Gorawskiego, szansę gry dostał żywszy Menezes. Zaowocowało to szybszymi akcjami z lewej strony, gdzie grał Simo i bliżej środka pola, gdzie grał właśnie Menezes. Niestety, ten drugi tak zaabsorbował się grą do przodu, że zapomniał o swoich zadaniach w defensywie i w 50 minucie odpuścił Bernabię. Ten rozegrał piłkę „o ściankę” z Quizem i zakończył precyzyjnym strzałem. Nasza odpowiedź przyszła zaledwie 7 minut później. Vardanyan wygrał pojedynek w powietrzu, zagrał piłkę na prawo, gdzie szalał Bekiri. Macedończyk zagrał na dobieg do włączającego się Schmidta, precyzyjne dośrodkowanie i Bieli wpisuje się na listę strzelców. W 79 minucie nadszedł czas zmian, zeszli Figoli i Simo, a za nich weszli kolejno Giallanza - napastnik drużyny rezerw zastępujący Bierishę, oraz Menezes. Niestety, ich wejście nie przyczyniło się w żadnym stopniu do poprawy jakości naszych akcji ofensywnych i mecz zakończył się podziałem punktów.
30 lipiec 2005 r.- 2 kolejka: Schaffhausen- Aarau 1-1 (0-0)
Schaffhausen: A. Bernabia 50’
Aarau: R. Bieli 57’
Widownia: 2 821


W pozostałych konfrontacjach padały podobne wyniki: 1-1 w meczu na szczycie Basel- Young Boys, 0-0 Grasshopper- Thun, 1-1 Xamax- Zurych, jedynym rozstrzygniętym spotkaniem był mecz Yverdon z St. Gallen 0-4.
Równo dzień po meczu z Schaffhausen do klubu dołączył Toni- prawy obrońca, który dobrze gra głową, kryje i odbiera piłki. Zgodnie z nowymi założeniami boczny defensor często zapuszcza się pod pole karne rywali i w tej kwestii Portugalczyk wykazuje się niebywałymi umiejętnościami. Cena oczywiście nie była wygórowana, bo 100 tys. € za zawodnika Servette F.C. zadowalała zarówno mnie jak i „sprzedających”.
Lipiec kończyliśmy pod kreską, bo jeśli ogranie Grasshopper graniczyło z cudem, to następny mecz z Schaffhausen powinien dać nam pierwsze zwycięstwo. Inna sprawa, że o trzy punkty na wyjazdach zawsze jest ciężko.

Sierpień przyniósł mecz na własnym stadionie z outsiderami z Yverdonu. Miałem nadzieję na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, ale niestety wciąż nie było mi dane świętować z nową ekipą. Widzowie na trybunach spodziewali się zwycięstwa i nie kryli zażenowania po pierwszych 45 minutach, które były niezwykle nudne. Grało się ciężko, akcje nie były płynne, a raczej wynikały z błędów obydwu zespołów. W 36 minucie boisko musiał opuścić Simo, który po faulu Jaqueta nie mógł kontynuować gry. Na boisku pojawił się rekonwalescent Berisha, który zajął pozycję napastnika, a na lewą flankę zszedł Figoli. W 45 minucie konieczność zmiany sygnalizuje Bekiri, z gry wypada kolejny ofensywny pomocnik, a na jego miejsce wchodzi Bättig- zawodnik znacznie bardziej defensywny. Po wznowieniu gry główną arena zmagań był środek pola, ale żadna z drużyn nie opanowała go do końca i stąd po jednej i po drugiej stronie sporo fauli i żółtych kartek, a akcji jak na lekarstwo. Nie pomogła nawet zmiana systemu na 4-3-3 wraz z wejściem Giallanzy. Mecz zakończył się podziałem punktów, szkoda bo nie zaprezentowaliśmy się godnie przed naszymi kibicami.
6 sierpień 2005 r.- 3 kolejka Aarau- Yverdon 0-0
Widownia: 6 535

W innych meczach: Thun zremisował bezbramkowo z Xamax, Young Boys wygrali z Schaffhausen 2-1 po golu w doliczonym czasie gry. Cała Szwajcaria pasjonowała się pojedynkiem Zurych- Basel, który zakończył się wynikiem 2-2. Następnego dnia St. Gallen zremisowało bezbramkowo z Grasshopper.

Nigdy nie byłem zbytnio przesądny, zatem 13 traktowałem obojętnie. Po cichu liczyłem za zatarcie złego wrażenia z pierwszego meczu z Yverdon. Tym razem jednak na Brügglifield goście prezentowali się solidnie. Pierwsze 20 minut to zmasowany atak gości i nasza zaciekła obrona, granicząca z desperackimi zagraniami typu „byle dalej od własnej bramki”. Kolejne dziesięć minut zeszło się na stabilizacji w ofensywnych poczynaniach. Na pierwszą okazję, która mogła otworzyć wynik czekaliśmy do 34 minuty. Schenker doszedł do prostopadłego podania ze środka, ale strzelił wprost w bramkarza przyjezdnych i na trybunach dało się słyszeć wyraźny jęk zawodu. W kolejnych akcjach znowu niezwykle aktywny był Schenker, który wypracowywał sobie i kolegom kilka ciekawych sytuacji, ale goście kilkakrotnie skutecznie ustawiali spalonego, a poza tym napastnicy mieli mocno rozregulowane celowniki. Wszystko to powodowało, że kibice Aarau coraz częściej myślami powracali do spotkania sprzed tygodnia. Na szczęście drugie 45 minut przyniosło bramkę. W 54 minucie rzut rożny precyzyjnie wykonał Gorawski, a dzieło skończył Opango, który wszedł w połowie meczu. Przejaw umiejętności, czy raczej zwykły łut szczęścia? W każdym bądź razie ten gol ustawił nieco spotkanie, bo przyjezdni z czasem dopiero się przebudzili, ale nie zostało im wiele czasu na zmianę wyniku. Praktycznie na ostatnie pięć minut plus trzy doliczone byliśmy skupieni jedynie na defensywie i na grze na czas. Na szczęście w formie był Colomba i Vardanyan i na naszym koncie pojawiło się pierwsze zwycięstwo. Zawodnikiem meczu mianowano Vardanyana, a jego dotychczasowa forma mile mnie zaskoczyła.
13 sierpień 2005 r.- 4 kolejka: Aarau- St. Gallen 1-0 (0-0)
Aarau: D. Opango 54’
Widownia: 7 182


W innych spotkaniach: Xamax zremisowało z Schaffhausen 0-0, Thun uległo Basel 0-2, Young Boys pokonali Grasshopper 1-0, a Zurych zremisował bezbramkowo z Yverdonem.

Kolejny mecz graliśmy z typowym średniakiem- F.C. Thun. W 13 minucie po dośrodkowaniu Gorawskiego i główce Bieliego piłka ląduje w siatce. Goście zdołali odpowiedzieć tylko jednym, niecelnym strzałem na bramkę Colomby. My nie ograniczaliśmy się do minimum, widząc w jakiej dyspozycji jest przeciwnik decydowaliśmy się na coraz śmielsze akcję, ale wynik nie ulegał zmianie. W szatni zasugerowałem chłopakom, że mecz trwa 90 minut, oraz że nie mogą odpuścić drugiej części. Moje słowa poskutkowały, kilka akcji lewym skrzydłem omal nie doprowadziły do powiększenia naszego skromnego prowadzenia. W 76 minucie na listę strzelców wpisał się Figoli, który wykorzystał podanie wzdłuż linii bramkowej i wślizgiem wykończył akcję. Sześć minut później, uczestniczący w akcji ofensywnej, Schmidt nie wrócił na swoje miejsce. Lukę w naszym bloku defensywnym skrzętnie wykorzystał Fabio Grosso. To właśnie on, wraz z Gálvezem, wyprowadził szybki kontratak zakończony golem. Reakcja była natychmiastowa, już trzy minuty później Simo precyzyjnie wykonał rzut wolny i zaskoczył bramkarza przyjezdnych. Zawodnikiem meczu wybrany został Vardanyan i jest to już drugi z kolei tytuł.
17 sierpień 2005 r.- 5 kolejka: Aarau- Thun 3-1 (1-0)
Aarau: R. Bieli 13’, M. Figoli 70’, A. Simo 79’
Thun: F. Grosso 76’
Widownia: 7 124


Wygrywając mecz kontynuowaliśmy serię dwóch zwycięstw u siebie, oraz czterech spotkań bez porażki. W innych meczach St. Gallen uległo na własnym stadionie ekipie Young Boys, a Yverdon przegrał z Xamax. Część meczy została przełożona na termin 31 lipca i w tych meczach zwycięstwo odnosili Zurych (z Grasshopper 0-1) i Schaffhausen 1-0 z Basel!

Kalendarz rozgrywek był niezwykle napięty. Praktycznie co 3/4 dni mieliśmy zaplanowane jakieś mecze. 20 sierpnia wybraliśmy się do Berna. Spekulacje na temat wyniku tego spotkania były jednoznaczne, ale przyzwyczailiśmy się już do roli kopciuszka. Miałem cichą nadzieję, że po serii dobrych występów zespół pokarze na co go stać w tym meczu i tanio skóry nie sprzeda. Już w 13 minucie Francesco Neri wpakował piłkę do siatki, może warto być jednak przesądnym? Kolejne minuty upływały pod wyraźną dominacją gospodarzy, a my ograniczaliśmy się tylko i wyłącznie do kontrataków. Na nasze nieszczęście tego dnia doskonale dysponowany był bramkarz gospodarzy- Wölfli. Na sześć minut przed końcem połowy pogrążył nas Shi Jun, który wykorzystał prostopadłe podanie z głębi pola. W drugiej części spotkania z biegiem czasu poczynaliśmy sobie coraz lepiej, ale niezwykle ciężko było dojść do jakiejkolwiek sytuacji strzeleckiej, która zmieniłaby losy spotkania. Mecz toczył się w głównej mierze w środkowej strefie boiska. W poczynania gości wdarło się zmęczenie i świadomość wygranego spotkania, natomiast u nas dominowała bezsilność wobec mocniejszych rywali. Mecz zakończył się naszą drugą porażką, a passa meczów bez przegranej, zainaugurowana 30 lipca, również została przerwana.
20 sierpień 2005 r.- 5 kolejka: Young Boys- Aarau 2-0 (2-0)
Young Boys: F. Neri 13’, Shi Jun 39’
Widzów: 7 561


Na tym etapie rozgrywek tydzień przerwy był na prawdę czymś wyjątkowym. Postanowiłem, że ten okres czasu spędzimy na szlifowaniu ostatnich braków treningowych. Zawodnicy intensywnie trenowali taktykę, technikę, oraz stałe fragmenty. Od następnego tygodnia wszyscy byli przypisywani do systemów odpowiednich do ich pozycji na boisku.
Na dzień przed meczem z Zurychem zawodnicy dostali taryfę ulgową na treningach, tak aby nabrali świeżości i nieco odpoczęli. Na sam mecz również szykowałem małą niespodziankę rywalom. W przeciągu tygodnia wolnego zawodnicy oswajali się z nową taktyką 4-5-1, która była znacznie bardziej defensywna od klasycznego 4-4-2.
Wieczorem, w przeddzień meczu z Zurychem, Valerio Pizzo powiedział mi, że ktoś mnie szuka. Szczerze mówiąc nikogo się nie spodziewałem, zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy wiedzieli, że jutro jest ważne spotkanie. Pizzo zaprowadził mnie przed budynek klubowy, gdzie czekał na mnie przysadzisty facet z naciągniętym na twarz czarnym beretem.
- Luca?- spytał. Jego głos wydawał się dziwnie znajomy, nagle przypomniałem sobie do kogo należał.
- Tadzik? Co Ty tutaj robisz?
- Mam sprawę. Posłuchaj mnie uważnie. Ostatnio sprawy przybrały dziwny obrót.
- Jakie sprawy?
- No wiesz chodzi mi o Lucka. Od pewnego czasu mam wrażenie, że nie zajmuje się swoimi interesami. Co gorsze, jedyne zlecenia jakie ostatnio dostaje to jeżdżenie po wszystkich dystrybutorniach alkoholów w Polsce i kupowanie wódki.
- No to dziwne…- lekko się zmieszałem. Pomimo tego, że wiedziałem co się święci postanowiłem nie wspominać o pewnych incydentach.
- Posłuchaj mnie. Jako, że mi osobie publicznej, nie przystoi pozwalać sobie na wszelkie takie niedorzeczności. Co tydzień jest mail: czekamy na dostawę. Ja pakuje się w samochód jeżdżę jak kretyn po największych dziurach, żeby ludzie mnie nie znali i kupuję alkohol. To nie wszystko, ostatnio sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót. Dwa dni temu do mojego radia wpadł inspektor i zażądał ode mnie pełnej dokumentacji wydatków związanych z działalnością „Radia M- Aria”.
- To nieźle. Swoją drogą co to za radio bo nigdy o nim nie słyszałem?
- A tam takie konstruktywne pogaduszki, do tego muzyka. Oczywiście żadnych bulwersujących i niemoralnych zespołów, tylko same arie operetkowe i ogólnie muzyka poważna. Zostawmy to radio, musisz mi pomóc.
- Ja, ale niby jak?
- No myślałem, że to Ty mógłbyś przejąć te zlecenia.
- O nie, nie ma o tym mowy. Na mnie jest jeszcze większa nagonka mediów, poza tym jak ja bym wyglądał? Trener, który lubi sobie wypić?
- No faktycznie.
- Wiem! Trzeba jechać do Wujka Gonzalo. On jako przedsiębiorca będzie się do tej roboty nadawał.
- Wujek Gonzalo, a kto to niby jest?
- No siedzi w San Remo, zaraz znajdę jego adres.
- Tylko wiesz, pełna dyskrecja. W razie czego to Ty mnie nie widziałeś, ja nie widziałem Ciebie. W ogóle muszę na kilka dni gdzieś się zaszyć, żeby to wszystko ucichło.
Chwilę jeszcze omówiliśmy pewne kwestie i w nocy Tadzik udał się swoim czarnym Cadillackem w stronę San Remo.

Następnego dnia czekał mnie mecz. Tuż przed wyjściem na odprawę do drzwi mojego pokoju zadzwonił dzwonek. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem starszą panią w filetowej, wełnianej jesionce i różowym berecie na głowie.
- Przepraszam, czy pan Luca Di Natale?- zapytała łamaną angielszczyzną.
- Tak, zgadza się, to ja.
- Może mi pan powiedzieć, gdzie jest Tadeusz?- wybałuszyłem oczy, nie wiedziałem co robić. Postanowiłem zgrywać głupa.
- Słucham, jaki Tadeusz?
- No ten z radia.
- Nie wiem o kim pani mówi, przepraszam, ale bardzo mi się spieszy.- szybko urwałem rozmowę, zamknąłem drzwi i udałem się w stronę stadionu.

Tam zgromadziła się spora liczba kibiców, którzy mieli nadzieję na dobre spotkanie w naszym wykonaniu. Realnym celem było pozostawienie jednego punktu na Brügglifield, a przy dobrych wiatrach nawet walka o zwycięstwo. W pierwszym etapie meczu stworzyliśmy sobie kilka dogodnych sytuacji, głownie za sprawą podwojonego ataku ze skrzydeł. W tej roli znakomicie sprawdzali się Christ i nasz nowy nabytek - Toni. W drugiej części spotkania oddaliśmy nieco inicjatywę i w zasadzie poza strzałem Gorawskiego nic ciekawego naszym fanom nie zaserwowaliśmy. W 82 minucie z boiska zszedł utykający Gorawski, a w jego miejsce wszedł Figoli, ale nie wykazał się niczym konkretnym. Mecz przyniósł nam jednopunktową zdobycz.
28 sierpień 2005 r.- 6 kolejka: Aarau- Zurych 0-0
Widzów: 12 488


Mecz u siebie z Zurychem kończył nasze spotkania w sierpniu. W sumie w dwóch z pięciu rozegranych spotkań to my byliśmy górą, dwa razy remisowaliśmy i raz tylko raz zostaliśmy pogrążeni. W tym miesiącu wyraźne słowa pochwały należą się naszemu obrońcy Vardanyanowi, który wiele razy ratował zespól z poważnych opresji. Swą pewnością w defensywie dawał poczucie stabilności i możliwość skupienia się na akcjach do przodu. Blado wypadła druga linia, a jedynym do którego nie mam większych pretensji jest Simo. Widząc niezdarność pomocy postanowiłem, że pierwszym zawodnikiem, który zasili nasz klub będzie właśnie ofensywny pomocnik, najlepiej wszechstronny. Atak - tutaj jest zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń, bo na cztery strzelone gole tylko jednego z nich wbił napastnik - Bieli. Światełkiem w tunelu być może jest Figoli, który na skrzydle w roli zmiennika Simo, radzi sobie bardzo dobrze. Czas więc wypróbować go jako partnera dla Bieliego. Poza wyjściową jedenastką pozostaje na razie Berisha, który po drobnej kontuzji nie może wrócić do formy strzeleckiej.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 29.02.2008

Liczba wyświetleń: 1040

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu