Z pewnością nie raz zastanawialiście się nad odpowiedzią na proste pytanie – czy Wasze działania podejmowane w Football Managerze mają faktyczne przełożenie na element gry, który oczekujecie poprawić? Nie raz zastanawiałem się nad tym, czy opcja, którą stosuje może poprawić osiągane przeze mnie rezultaty. Weźmy pod uwagę chociażby konferencje prasowe. Czy wysyłanie na nie asystenta sprawia, że ten wybierze zawsze najlepszą z możliwych odpowiedzi? Albo rzuty karne, kiedy to najlepszy snajper marnuje kluczową jedenastkę w konkursie decydującym o awansie. Kwestia super – bramkarzy, którzy wyłapują wszystko, co zmierza w światło bramki… Takie opowiastki z czasem urastają do rangi mitów i przekonań, w które skłonni jesteśmy wierzyć bez ich dokładnego zbadania. Spośród wielu legend, jakie zdążyła zrodzić ta gra, niektóre są szczególnie frapujące. Mnie najbardziej ciekawią te, które są stosowane w prawdziwym piłkarskim świecie, wszak wirtualny symulator piłki nożnej powinien przecież podążać za trendami obecnymi „realu”.
Każdy z Was z pewnością słyszał o obozie kondycyjnym, stosowanym przez niemal wszystkie kluby na całym świecie. W okresie letnim (a w przypadku niektórych ekip także i zimowym) drużyna zamyka się w ośrodku treningowym, by przez tydzień, dwa walczyć ze sztangami i w pocie czoła budować kondycję na zbliżający się sezon. Gdy już zawodnicy będą na tyle silni, by wytrzymać trudy całego spotkania, cała kadra wylatuje do cieplejszych rejonów świata, by rozegrać serię sparingów. Ich podstawowym celem jest zadbanie o kondycję zawodników, a ponadto mają wdrożyć zawodników w rytm meczowy i zgrać ich na nowo. Kiedy cała Europa z utęsknieniem wypatruje początków września, zespoły pokroju Manchesteru United obierają kurs azjatycki lub amerykański, by ucieszyć tamtejszych fanów. Tutaj pojawiają się względy marketingowe, których chciałbym jednak uniknąć, poświęcając się w całości zagadnieniu budowania kondycji.
Zanim jednak przejdziemy do sposobów budowania wytrzymałości, musimy sobie zadać pytanie – czy nasz trud jest opłacalny? Czy wierzycie w zasadność przeprowadzania takiego programu? Ja osobiście wierzę i dlatego pod tym względem moja rozgrywka w każdej kolejnej wersji Football Managera nie różni się niczym od poprzedniej. Pamiętam, że niegdyś zrodziła się ogromna dyskusja, która kwestionowała zasadność takich poczynań. Wielu graczy twierdziło bowiem, że zmiana trybu treningowego przed sezonem na ostrzejszy, nie ma znaczenia dla kondycji piłkarzy w trakcie rozgrywek. Nawet jeśli, to kamyczek do ogródka wrzucili sami panowie z SI Games umieszczając w „Hints and Tips” komunikat pokroju tego: „Trening siłowy najlepiej jest przeprowadzać przed sezonem”. Mało to precyzyjne, ale jakże wymowne.
Zanim zaczniesz, zadbaj o podstawy
Football Manager nie zna czegoś takiego jak obóz kondycyjny, ale do naszej dyspozycji oddano kilka narzędzi umożliwiających stworzenie czegoś na wzór obozu przygotowawczego. Pierwszą rzeczą, o jaką powinniśmy zadbać, są odpowiedni współpracownicy odpowiedzialni za trening. W grze mamy osobną kategorie trenerów fizycznych, którzy mogą być przypisani tylko i wyłącznie do dwóch kategorii treningowych – siły i aerobiku. Pierwsza z nich podnosi siłę i wytrzymałość zawodników, druga szybkość, zwinność i zmysł równowagi. U potencjalnych współpracowników należy zatem poszukiwać największego atrybutu kondycji (fitness), ale zgodnie z rewolucją przeprowadzoną jeszcze w Football Managerze 2009, znaczenie mają także determinacja (determination), dyscyplina (level of dyscypline) i motywacja (motivating). W oparciu o wartości tych atrybutów, w Football Managerze 2009 wykorzystywano następujący mnożnik:
Kondycja x 9 + (determinacja, dyscyplina, motywacja) x 2
Jeśli tak uzyskany wynik był większy lub równy 270 punktom, mieliśmy siedem gwiazdek w tej kategorii treningowej. I odpowiednio: 240 punktów to 6 gwiazdek; 210 to pięć. Jednak Football Manager 2010 przyniósł kolejną porcję zmian. Zmniejszono liczbę gwizdek i z pewnością zmieniono mnożniki, choć nigdzie nie doszukałem się tych kombinacji. Na szczęście niezbadane głębiny Internetu kryją cudeńka pokroju FM10 Coach Calculator, które obliczają za nas całą matematykę i przetwarzają to na magiczne gwiazdki. Co więcej, inni koledzy po fachu opracowali listę trenerów, którzy gwarantują określony poziom szkolenia (4-5 gwiazdek). Tak więc pozyskanie dobrego trenera nie powinno stanowić już dla Was żadnego problemu. Zaopatrzcie się w dwie sztuki takich fachowców i przypiszcie ich do osobnego treningu, wówczas dla każdej kategorii efektywność szkolenia będzie najwyższa.
Przeszkodą natomiast mogą być względy techniczne, bowiem podnoszeniu umiejętności zawodnika nie sprzyja kiepska baza treningowa, ale ten element odstawy na boczny tor i skupmy się na meritum, czyli cyklu treningowym.
Obóz kondycyjny na własną modłę
Nasz program musi oczywiście współgrać z terminarzem. Zasadniczo zaraz po objęciu funkcji menedżera w danym klubie nasi współpracownicy proponują rozegranie wewnętrznego sparingu pomiędzy pierwszą i drugą drużyną. Warto zgodzić się na taką gierkę, by lepiej poznać swoich zawodników i już na samym początku zmusić ich do ruchu. Oczywiście, przy poziomie kondycji ok. 80% żaden z piłkarzy nie będzie jeszcze zdolny udźwignąć pełnych 90 minut, dlatego też po pierwszym meczu trzeba dać sobie nieco czasu na zamknięcie zawodników w ośrodku treningowym.
W pierwszym tygodniu ustawiam poziomy obciążenia treningu siłowego i aerobiku na średni, dopełniając pasek innym treningiem, zwykle taktyką (mocno). Całość nie wykracza powyżej lekkiego treningu, przez co możemy zbudować podstawową kondycję niezbędną do udźwignięcia cięższego reżimu. Co więcej, unikamy kontuzji, jakie pojawiają się przy przygotowaniach do sezonu. Chodzi tu przede wszystkim o nadciągnięcie mięśnia grzbietu, nadwyrężony nadgarstek, przesunięty dysk, uraz barku albo uraz klatki piersiowej. W trakcie budowania szybkości możemy spotkać się m.in. z naciągnięciem ścięgna pachwiny, ścięgna podkolanowego, zerwaniem tego ścięgna, zerwaniem mięśnia łydki albo pachwiny. Tego typu kontuzje wykluczają naszego zawodnika przez okres od 5 dni nawet do 3 miesięcy. Nie warto zatem zbytnio szaleć z obciążeniami treningowymi już w pierwszym okresie przygotowań, bowiem wówczas ryzyko wydaje się być największe. Lekki rozruch przez pierwszy tydzień powinien zbudować minimum kondycji, niezbędnej do wspięcia się na wyższy szczebel. Rezultaty takiego zabiegu po tygodniowej zabawie prezentują się w następujący sposób:
W kolejnym okresie przygotowań, zaczynam już zwiększać obciążenia treningów siłowych o jedną jednostkę. Tym samym aerobik i siłę trenujemy już mocno, a całość obciążeń określana jest jako średnia. Na tym ostrzejszym treningu zwykle pozostaję już przez resztę sezonu przygotowawczego. Zwiększenie poszczególnych kategorii do intensywnego poziomu mogłoby narazić zawodników na te wszystkie kontuzje, a przecież kondycję będą mogli szlifować w trakcie spotkań kontrolnych. Na tym etapie należy jeszcze pamiętać o zagwarantowaniu sobie przerwy pomiędzy ostatnim meczem towarzyskim, a meczem otwarcia sezonu. Naturalne jest, że zawodnicy muszą mieć czas, by odpocząć po ostatnim spotkaniu i odbudować kondycję do wysokiego poziomu.
Przeddzień inauguracji sezonu, to moment, w którym kończymy obóz kondycyjny. W tym czasie każdego zawodnika przypisuję do kategorii treningowej właściwej dla jego pozycji. W tym konkretnym przypadku posłużę się bodaj najbardziej popularnym zestawem treningów autorstwa Tuga.
Mit czy nie mit?
Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, trzeba najpierw obrać kryteria, które będą decydowały o takim, a nie innym wniosku końcowym. W tym celu obrałem sobie cztery punkty, w których będę mierzył poziomy kondycji zawodników. Pierwszy, na tydzień po objęciu zespołu, wtedy to właśnie następuje zmiana reżimu na ostrzejszy. Drugi, dokładnie w przeddzień otwarcia sezonu, czyli 14 sierpnia 2009. Trzeci, na półmetku sezonu (1 stycznia 2010) oraz czwarty po zakończeniu wszystkich zmagań (10 maja 2010).
Rozpatrzmy najpierw kwestie poziomów kondycji sprzed sezonu zasadniczego. Koncentracja uwagi na atrybutach stricte fizycznych rzeczywiście pozwala podnieść poziom kondycji szybciej aniżeli ogólny trening zawodników. Może to dziwić, zwłaszcza, że w tym okresie obciążenia schematu ogólnego w dwóch kategoriach fizycznych były wyższe od obciążeń ustalonych w obozie kondycyjnym. Ogólny wskaźnik kondycji w przeliczeniu na jednego zawodnika wynosił odpowiednio 82,70% w przypadku obozu kondycyjnego i 78,11 % w przypadku zwykłego treningu. Już w pierwszym tygodniu kondycja budowana za pomocą specjalnego reżimu dawała przewagę w postaci od 1 nawet do 12 punktów procentowych. To dużo jak na stosunkowo niewielki okres jednego tygodnia. Co więcej, spośród 27 zawodników w pierwszej kadrze, aż dziewiętnastu z nich odnotowało lepsze rezultaty jeśli chodzi o kondycję. Czterech zawodników osiągało lepsze efekty w przypadku zwykłego treningu i taki sam odsetek piłkarzy nie zanotował różnicy.
Zestawienie kondycyjne po tygodniu treningów. Po lewej stronie - trening z obozem kondycyjnym, po prawej - trening jednolity.
Po całym okresie przygotowawczym, różnice te zostały mocno zatarte, ale i tak w większości przypadków statystyki przemawiają za efektywnością obozu przygotowawczego. Właśnie w przypadku obozu ogólny wskaźnik kondycji w przeliczeniu na jednego zawodnika sięgnął 89,55%. Okres przygotowawczy bez specjalnego reżimu ustabilizował przeciętną wartość wskaźnika na poziomie 89,04%. Jedenastu zawodników biorących udział w obozie kondycyjnym zanotowało lepsze rezultaty treningowe, co przełożyło się na ich ogólną kondycję. Dziesięciu nie zrobiło to różnicy, a sześciu z nich lepiej spisywało się w ogólnym treningu, dzięki czemu podnieśli swoją wydolność.
Zestawienie kondycyjne po meczach kontrolnych. Po lewej stronie - trening z obozem kondycyjnym, po prawej - trening jednolity.
Po okresie przygotowawczym różnice te już mocno się wyrównywały, co było następstwem wprowadzenia identycznego reżimu treningowego w obydwu przypadkach. Dziesięciu piłkarzy podnosiło swą wydolność dzięki obozowi kondycyjnemu, o jeden mniej niż w przypadku stosowania jednolitego reżimu od samego początku rozgrywki. Sześciu zawodników nie odnotowało różnicy. Średnia w przypadku jednolitego treningu okazała się wyższa (90,77%) od poziomów kondycyjnych osiąganych poprzez połączenie obozu kondycyjnego i ogólnego treningu (88,25%). Na takie a nie inne zestawienie miały wpływ kontuzje niektórych zawodników – Gibbsa, Rosickiego i Arshavina (odniesione 26 grudnia w meczu z Fulham) oraz Nasriego, Walcotta i Vermalena (odniesione trzy dni wcześniej w spotkaniu z Wolves).
Zestawienie kondycyjne w połowie sezonu. Po lewej stronie - trening z obozem kondycyjnym, po prawej - trening jednolity.
Na sam koniec sezonu kondycja zawodników była już na tyle ustabilizowana, że kwestia obozu treningowego sprzed sezonu nie miała już zbytniego wpływu na stopień kondycji poszczególnych zawodników. W porównaniu jednak obydwu systemów, jedenastu zawodników odnosiło lepsze rezultaty w przypadku mieszanego systemu. Taka sama liczba polepszyła swą wydolność korzystając z jednolitego reżimu przez cały sezon, w przypadku pięciu zawodników nie odnotowano różnicy. Mimo to ogólny współczynnik kondycji w przeliczeniu na jednego zawodnika wyniósł odpowiednio 91,22% (trening z obozem przygotowawczym) i 90,92% (trening jednolity). W pierwszym przypadku, sezon - w trakcie którego rozegrano 55 spotkań - z kontuzjami zakończyli Vermalen i Gallas. Rozgrywka jednolita trwała o jedno spotkanie mniej, a mimo to ciężkiej kontuzji nabawił się Rosicky (zerwany mięsień łydki w trakcie treningu), a Denilson i Eduardo lekkiego urazu w trakcie meczu.
Zestawienie kondycyjne po sezonie. Po lewej stronie - trening z obozem kondycyjnym, po prawej - trening jednolity.
Kondycyjnie zawodnicy wypadli w następujący sposób:
Informacje na temat zawodników po sezonie. Po lewej stronie - trening z obozem kondycyjnym, po prawej - trening jednolity.
Ze wszystkich przytoczonych tutaj danych, a zwłaszcza tych sprzed sezonu zasadniczego, można wysnuć wniosek, iż postawienie na specyficzny rodzaj treningu przynosi pewne efekty. Argumentu świadczącego za taką opinią dostarcza pierwsze zestawienie, w którym to w przeciągu jednego tygodnia zawodnicy wypadali znacznie lepiej niż w przypadku jednolitego treningu. Długofalowo obydwa treningi prezentują się dość podobnie, dlatego przy ostatecznej ocenie efektywności tych rozwiązań trzeba sobie zadać pytanie – czego oczekiwaliśmy po takim obozie kondycyjnym? Zbudowania kondycji na cały sezon, czy tylko rozbiegania zawodników na tyle, by byli w stanie przetrwać początki sezonu? Jeśli chodzi o pierwsze oczekiwania, to obóz kondycyjny raczej oblał egzamin. Rezultaty treningu owszem okazywały się lepsze, ale różnice nie były drastyczne. W drugim przypadku wygląda to już znacznie lepiej. Zawodnicy szybko zbudowali podstawową kondycję, niezbędną do udźwignięcia meczów towarzyskich i początku sezonu. W dalszym przypadku zadecydowała kwestia ogrania zawodników w tych spotkaniach. Trzeba pamiętać, że regularne sadzanie zawodnika na ławce rezerwowych powoduje w końcu pojawienie się komunikatu o „poważnych brakach kondycyjnych”, mimo iż piłkarz trenuje motorykę codziennie w obiektach treningowych.
W świetle powyższych ustaleń, całość mitu o obozie kondycyjnym należy potwierdzić, gdyż całość prezentuje się co najmniej prawdopodobnie. Obóz treningowy daje efekty, które jednak w perspektywie czasowej zostają rozmyte przez inne czynniki mające wpływ na kondycję zawodników – ogranie, kontuzje, zmieniony w trakcie sezonu reżim treningowy, który w głównej mierze niweczy przewagę kondycyjną uzyskaną przed sezonem. I w tym momencie należałoby postawić kropkę.