Wraz z początkiem nowego sezonu zarząd jasno określił swoje oczekiwania. Pan Malcolm McPherson - prezes klubu stwierdził, że miejsce Hibernianu jest w czubie ligowej tabeli i ma nadzieje, że drużyna zrobi wszystko, aby powtórzyć tegoroczny sukces.
Okres przygotowawczy do sezonu rozpocząłem od prawdziwego transferowego hitu. Na zasadzie wolnego transferu nasze szeregi wzmocnił doświadczony francuski napastnik - Steve Marlet, który wraz z Viorelem Moldovanem miał stworzyć niebywale groźny duet napastników. Oprócz Rumuna, pierwszego lipca naszą kadrę zasili piłkarze zakontraktowani wcześniej: Marco Vorbeck , Andrius Skerla, Daniel Jensen oraz Mathias Abel. Anulowany został jedynie transfer Mohammeda Gargo, który nie otrzymał pozwolenia na pracę. Z nią problemów nie miał kolejny zawodnik, który wzmocnił naszą ekipę - Saliou Lassissi. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej posiada również francuski paszport i były obrońca AS Romy powinien być dla nas bezcenny. Jak się później okazało, był to ostatni transfer, który udało nam się przeprowadzić przed rozpoczęciem ligowego sezonu. Tuż przed meczem otwarcia z Dundee postanowiłem rozegrać trzy mecze sparingowe, które miały na celu umożliwić naszym piłkarzom odpowiednie zgranie. W trzech spotkaniach odnieśliśmy trzy zwycięstwa, lecz to było niemal pewne już przed ich rozegraniem. Nasi rywale byli bardzo słabi i trzy razy ulegli moim podopiecznym bez walki. Przed sezonem nie chciałem za bardzo forsować swoich piłkarzy, a łatwi rywale sparingowi mieli ułatwić nam wejście w trudny sezon.
Sezon 2003/2004 zainaugurowaliśmy na Dens Park Stadium, gdzie podjęliśmy Dundee FC. Oczekiwania przed pierwszym meczem były dość duże, lecz mała rewolucja w składzie Hibernianu, która miała miejsce w przerwie międzysezonowej sprawiła, iż nie wiedziałem, czego się spodziewać. W całkowicie zmienionym bloku defensywnym i z inną parą napastników od początku meczu zaczęliśmy dominować. Już w 4. minucie Steve Marlet świetnie zachował się w polu karnym i zdobył swoją pierwszą oficjalną bramkę w barwach Hibernianu. Chwilę później poprawił Jarkko Wiss, a w 20. minucie Daniel Jensen ustalił wynik spotkania. Przekonujące zwycięstwo na początku sezonu dodało nam wiary we własne umiejętności i miałem nadzieję, że będzie to dla nas świetny start w bardzo udany sezon. Do Edynburga wróciliśmy z uśmiechem na ustach.
Tydzień później niesieni chóralnym dopingiem naszych kibiców przywitaliśmy na Easter Road Stadium drużynę Dundee United. Mimo fanatycznego zachowania fanów Hibs, moi podopieczni nie stanęli na wysokości zadania i zaledwie zremisowali z naszymi rywalami. Fatalnie zagraliśmy w defensywie i mecz zakończył się remisem 2:2. W następnym meczu zaprezentowaliśmy się jednak już dużo lepiej. W spotkaniu rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA na własnym boisku podjęliśmy cypryjski AEL Limassol i zafundowaliśmy egzotycznym gościom solidne lanie. Wygraliśmy 5:0, a głównymi bohaterami znów byli Daniel Jensen i Steve Marlet. Nie było jednak czasu na odpoczynek, gdyż już trzy dni później na Celtic Park mieliśmy zmierzyć się z obrońcą tytułu. Przez cały mecz obie drużyny walczyły na całej przestrzeni boiska, lecz szczęście tym razem było po stronie The Bhoys, którzy zwycięską bramkę strzelili w 90. minucie meczu. Zagraliśmy jednak bardzo dobre spotkanie i miałem nadzieję, że w nadchodzącym meczu z Dunfermline uda nam się zgarnąć komplet oczek. Niestety, po raz kolejny na własnym boisku fatalnie zagraliśmy w defensywie i znów zaledwie zremisowaliśmy. Po niezbyt udanej serii meczów w lidze, rezerwowym składem zjawiliśmy się w Limassol, aby dokonać formalności i oficjalnie zaklepać sobie miejsce w pierwszej rundzie Pucharu UEFA. Drugi garnitur Hibernianu bezbramkowo zremisował z defensywnie grającymi gospodarzami i pozostało nam czekać na łaskawe losowanie par kolejnej rundy. Kiedy wróciliśmy do Edynburga, czekała tam na nas fatalna nowina. Otóż Daniel Jensen na treningu doznał pęknięcia czaszki i nasz ofensywny pomocnik będzie musiał pauzować aż przez siedem miesięcy. Nienajlepsze humory poprawiły się nieco po bardzo dobrym występie w Inverness, gdzie po świetnym meczu wygraliśmy 5:0 i z powrotem zawitaliśmy w czołówce ekstraklasy.
Podczas przerwy reprezentacyjnej mogliśmy nieco wypocząć i w spokoju przygotować się do meczu z Motherwell. Wcześniej poznaliśmy jednak swojego rywala w pierwszej rundzie Pucharu UEFA i muszę przyznać, iż nie trafiliśmy najlepiej - naszymi przeciwnikami będzie zespół Zenita St.Petersburg. Przed pojedynkiem z Rosjanami zmierzyliśmy się z siódmym w tabeli Motherwell. Po doskonałym spotkaniu wygraliśmy 5:0 i przed meczem pucharowym czuliśmy się naprawdę mocni. Wyjazdowe spotkanie w Rosji było dla nas prawdziwym wyzwaniem i próbą sił. W St.Petersburgu zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i po bramce Abela wygraliśmy skromnie 1:0. Nasza forma ligowa znowu była jednak bardzo chwiejna. Po dwóch pięciobramkowych zwycięstwach wszyscy spodziewali się kolejnej wygranej - tym razem nad przeciętnym Kilmarnock, lecz nasi rywale, ku zaskoczeniu wszystkich, gładko ograli nas 1:3 i po raz kolejny musieliśmy opuszczać mecz z nosami spuszczonymi na kwintę. Sinusoidalną formę potwierdziliśmy w kolejnym ligowym pojedynku, kiedy 4:0 na własnym boisku rozgromiliśmy Falkirk. Dużo ważniejszym dla nas spotkaniem był jednak rewanżowy mecz z Zenitem, który podjęliśmy na Easter Road Stadium. Przez całe dziewięćdziesiąt minut graliśmy dużo lepiej od naszych rywali i spokojnie wygraliśmy 2:0, co dało nam pewny awans do kolejnej rundy, w której przypadnie nam zmierzyć się z białoruskim BATE Borysów. Prawdziwą eksplozję radości w Edynburgu mogliśmy zaobserwować cztery dni później, kiedy na własnym boisku podjęliśmy Glasgow Rangers. Od samego początku meczu absolutnie zdominowaliśmy naszych rywali i spotkanie zakończyło się prawdziwym pogromem.
Tuż przed przerwą reprezentacyjną rozegraliśmy jeszcze jedno spotkanie. Tym razem w ramach Pucharu Ligi na własnym boisku podjęliśmy Falkirk i po jednej jedynej bramce autorstwa Viorela Moldovana mogliśmy cieszyć się z awansu do ćwierćfinału, który rozegramy na Ibrox Park z gospodarzami tego obiektu - Glasgow Rangers. Dziesięciodniowa przerwa nieco wybiła nas z rytmu i po powrocie na boiska zaledwie zremisowaliśmy na własnym terenie z Aberdeen. Co prawda zagraliśmy całkiem nieźle, lecz w 55. minucie z boiska wyleciał Hutchison i goście grający w przewadze liczebnej doprowadzili do wyrównania. Październikowy maraton spotkań można było uznać za rozpoczęty i dwa dni po remisie z Aberdeen pojechaliśmy do Livigston, aby zmierzyć się z miejscową drużyną. Tym razem lepiej wystartowali gospodarze, lecz świetna w naszym wykonaniu druga połowa sprawiła, iż do Edynburga udało nam się wrócić z kompletem punktów. Czasu na odpoczynek jednak nie było, gdyż już za trzy dni czekał nas mecz w ramach Pucharu UEFA z BATE Borysów. Podróż na Białoruś była wyczerpująca, lecz mimo zmęczenia do domu wracaliśmy w bardzo dobrych humorach. Zwycięstwo 2:1 dało nam przekonujący zapas przed rewanżem, który odbędzie się za dwa tygodnie przed własną publicznością. Na prawdziwe emocje kibice Hibernianu nie musieli jednak długo czekać. Po trzech dniach odpoczynku przyszedł czas na prestiżowy pojedynek z Celticiem. Mecz z obrońcami tytułu rozpoczął się dla nas fatalnie. W piątej minucie meczu Lassissi brutalnie powalił na murawę zawodnika gości i sędzia bez wahania usunął reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej z boiska. Mimo że przez prawie całe spotkanie graliśmy w osłabieniu, udało nam się pokonać The Bhoys i dzięki temu awansowaliśmy na pierwsze miejsce w ligowej tabeli! Świętowanie triumfu na Easter Road Stadium trwało jeszcze kilka godzin po zakończeniu meczu. Dla fanów Hibs był to niezapomniany wieczór.
Ze spektakularnego zwycięstwa nad Celtami mogliśmy się trochę pocieszyć, gdyż do kolejnego meczu mieliśmy aż siedem dni. Tydzień minął dość szybko i na Tannadice Park w Dundee przyszło nam się zmierzyć z popularnymi The Terrors. Spotkanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy już w 6. minucie meczu objęli prowadzenie, lecz nie zdołali utrzymać go do końca meczu. Bramki Hurtado i Hutchisona sprawiły, że udało nam się kontynuować przekonującą serię zwycięstw i zachować pozycję lidera przed kolejnym ligowym spotkaniem. Doskonałą formą błysnęliśmy również w Pucharze UEFA. Rewanżowe spotkanie z BATE okazało się dla nas łatwą przebieżką - wygraliśmy go 4:1 i spokojnie mogliśmy myśleć o ligowym pojedynku z Dundee FC.
Październik rozpoczął się dla nas niedobrze. Z Dundee zagraliśmy bardzo przeciętnie i zasłużenie przegraliśmy 1:2. Szansę na rehabilitację mieliśmy tydzień później, lecz zamiast upragnionego zwycięstwa, musieliśmy zadowolić się remisem i to na dodatek remisem uratowanym dopiero w ostatniej minucie meczu. Serię kiepskich wyników przerwaliśmy dopiero tydzień później, kiedy na Easter Road Stadium spokojnie rozprawiliśmy się z Inverness i dzięki niespodziewanej stracie punktów przez Celtów (remis z Livingston) udało nam się awansować na pozycję lidera. Prawdziwy popis futbolu zaprezentowaliśmy w kolejnym spotkaniu, kiedy w Salonikach zmierzyliśmy się z miejscowym Arisem i roznieśliśmy gospodarzy pięcioma bramkami. Dzięki temu pogromowi Grecy na mecz rewanżowy przyjadą raczej w roli turystów niż profesjonalnych piłkarzy. Dzień przed wyjazdowym pojedynkiem z Falkirk dowiedzieliśmy się o wpadce Celticu, który na własnym boisku uległ Dunfermline. Mieliśmy więc olbrzymią szansę, aby umocnić się na pozycji lidera i po bardzo ciężkim boju, sztuka ta powiodła się. Co prawda, wygraną zapewniliśmy sobie dopiero w samej końcówce, lecz kolejnych trzech punktów nikt nam nie mógł już odebrać. Zwycięskiej serii nie udało nam się przedłużyć trzy dni później na Easter Road Stadium. Po raz kolejny na naszej drodze stanęła ekipa Kilmarnock, z którą kompletnie nam nie szło. Tym razem, przez cały mecz dominowaliśmy, lecz piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki gości. Oni uczynili to dwukrotnie i na naszym koncie pojawiła się kolejna porażka. Wpadka z Kilmarnock okazała się tylko wypadkiem przy pracy. W następnym meczu - z Motherwell na Fir Park zaprezentowaliśmy się już znacznie lepiej i pokonaliśmy dzielnie walczących gospodarzy 3:2. Następnie rezerwowym składem dopełniliśmy formalności remisując bezbramkowo z Arisem Saloniki i zagwarantowaliśmy sobie udział w Pucharze UEFA na wiosnę. Formalnością miał być też nasz ligowy pojedynek z Livingston. Niestety, napieraliśmy przez cały mecz, lecz bramkarz gości bronił jak w transie (ocena 9) i musieliśmy zadowolić się bezbramkowym remisem. Po wpadce z Livingstonem spojrzałem w terminarz i osłupiałem. Na rozkładzie mieliśmy cztery wyjazdowe pojedynki: dwukrotnie z Glasgow Rangers, raz z Celticiem i raz z Aberdeen. Już wtedy wiedziałem, że grudzień zapowiada się niezwykle ciekawie.
Serię arcytrudnych spotkań rozpoczęliśmy od pojedynku z Glasgow Rangers w ramach ćwierćfinału Pucharu Ligi. Bardzo dobre dziewięćdziesiąt minut w naszym wykonaniu sprawiło, iż po końcowym gwizdku sędziego mogliśmy cieszyć się z nie lada sensacji. Na ziemię zostaliśmy sprowadzeni już podczas kolejnej potyczki. Na Celtic Park już po czterech minutach graliśmy w osłabieniu - dwie żółte kartki obejrzał Kevin Nicol, a potem zaprezentowaliśmy się jak dzieci we mgle. The Bhoys natychmiast wykorzystali naszą ospałość i ponieśliśmy sromotną klęskę - 1:6. Dużo więcej emocji przyniósł ze sobą wyjazdowy pojedynek z Glasgow Rangers. Gospodarze od początku zaczęli dominować, lecz czerwona kartka dla Shunsuke Nakamury w 24. minucie wyraźnie podcięła im skrzydła. Tuż przed przerwą bramkę na 1:0 strzelił Hurtado i wydawało się, że kolejny triumf nad The Gers jest tylko kwestią czasu. W drugiej części meczu nasi rywale totalnie przejęli inicjatywę, lecz mieli dużo pecha. W 57. minucie Arveladze doprowadził do remisu, lecz w samej końcówce Abel strzałem głową przechylił szalę zwycięstwa na naszą korzyść i przy porażce Celticu (2:3 z Aberdeen) znów znaleźliśmy się na samym szczycie ligowej układanki. Rozłąkę z Easter Road Stadium zakończyliśmy minimalnym zwycięstwem 2:1 nad Aberdeen. Dużo mniej okazale wypadło nasze pożegnanie roku 2003. Słaby początek meczu oraz czerwona kartka dla absolutnego lidera drużyny - Steve'a Marleta sprawiły, że zaledwie zremisowaliśmy z Dundee United i spadliśmy na trzecie miejsce w ligowej tabeli, w której panował prawdziwy ścisk.
Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z faktu, iż cały czas liczymy się w walce o mistrza, lecz śmiem twierdzić, że jest to bardziej spowodowane nierówną formą drużyn z Glasgow niż naszą kapitalną dyspozycją. Zbyt często przydarzają nam się głupie wpadki i musimy nad tym popracować w drugiej części sezonu.