Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Jedyny wybór cz.2

22 lipca

- Coś pustawo na trybunach. – zauważyłem tuż po wyjściu z szatni.
- Wiesz, piątek, ciepło…
- Trudno. Ich strata. Jestem już po pierwszym pakiecie kursu korespondencyjnego i powoli wprowadzam nowinki do taktyki. Ciekawe ile zrozumieją i zapamiętają, a ile będą wykonywać.
- Eksperymentuj, eksperymentuj. Masz z dzisiejszym jeszcze cztery mecze do 3 rundy Pucharu.

Odrobinę zmieniona jedenastka z prawdziwym animuszem wybiegła na boisko przeciw KFC Lille. Przeciwnicy byli chyba troszkę przestraszeni naszymi groźnymi minami, bo od początku oddali pole i cofnęli się do defensywy. Nie na wiele się to zdało, bo już w 5 minucie znakomite dośrodkowani Beytullaha na bramkę zamienił Huet. Emocje po tym golu jeszcze nie opadły, kiedy w 9 minucie do piłki dopadł Issankoy i atomowym strzałem z 30 metrów pokonał Boonsa. W 34 minucie Beytullah dołożył jeszcze gola z rzutu wolnego i ze spokojem mogliśmy schodzić do szatni.
Kiedy chwaliłem chłopaków za znakomitą grę w pierwszej połowie, zauważyłem że gdzieś zniknął Staszek. Odnalazł się dopiero pięć minut po gwizdku na drugą połowę, ale trzymał się z daleka, więc nie było jak sprawdzić co się stało.
A w drugiej części w dalszym ciągu trwał spektakl. W 54 minucie, po dośrodkowaniu Issankoya, rehabilituje się Borrey, kolejne trafienia dokładają Ismailovski i Galeri i jest po meczu.

WS Woluwè – KFC Lille 6 – 0
5’ Huet
9’ Issankoy
34’ Beytullah
54’ Borrey
58’ Ismailovski
73’ Galeri

Widzów: 79

Zaraz po końcowym gwizdku podbiegłem w kierunku Staszka. Ciekawość podobno pierwszy stopień do piekła, ale nie mogłem się opanować.
- Gdzieś zniknął? – zapytałem z wyrzutem
- Mecz się układał. A ja patrząc na tablicę wyników strasznie głodny się zrobiłem. Skoczyłem za róg, ale nie chciałem pokazywać, bo by mnie zlinczowali.- w tym momencie pokazał pusty już prawie kubełek z charakterystycznym nadrukiem Pułkownika Sandersa na boku.

Kolejny tydzień mijał pod znakiem wytężonej pracy. Dwa ostatnie sparingi w domowych pieleszach i coraz większa presja wyniku, spędzały sen z powiek zarówno mnie jak i Staszkowi. Co prawda na nim nie ciążyła taka odpowiedzialność jak na mnie, ale na zasadzie empatii męczył się podobnie.


Ku ogólnemu zaskoczeniu obserwatorów zespół nie zwalniał tempa. W meczu z Berekenbos wynik, jak zwykle na raty, otworzył Sakanoko, a kilka minut później do piłki odbitej przez bramkarza dopadł Galeri, ustalając wynik do przerwy na 2 – 0. Po przerwie, znudzony arbiter zaspał, uznając bramkę zdobytą z kilometrowego spalonego, przez Ismailovskiego. Zespół gości dobili w ostatnich minutach Borrey i Huet i po raz kolejny schodziliśmy niepokonani.

WS Woluwè – Berkenbos 5 – 0
19’ Sakanoko
26’ Galeri
56’ Ismailovski
84’ Borrey
87’ Huet
Widzów: 77

Ostatni mecz towarzyski przed własną publicznością po raz kolejny zakończył się istną masakrą gości. Królem pierwszej połowy został Galeri kompletując hat-tricka, a czwartego gola przed gwizdkiem na przerwę dołożył Sakanoko. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie i całe spotkanie skończyło się wynikiem 6 – 0.

WS Woluwè – SK Lebbeke 6 – 0
10’ Galeri
20’ Sakanoko
29’ Galeri
43’ Galeri
74’ Borrey
80’ Monnier

Widzów: 78

- Źle się dzieje w państwie duńskim. – powiedziałem do Staszka kiedy spokojnie regenerowaliśmy akumulatory w pobliskim barze.
- Co ty gadasz? – zdziwił się – Lepiej już chyba być nie może. Lejemy wszystkich i to wysoko. Już nawet ja, urodzony pesymista, pozbyłem się czarnych myśli.
- No właśnie te wyniki mnie martwią… Czy zdajesz sobie sprawę ile nas kosztują te premie bramkowe i za zachowanie czystego konta?? Jak tak dalej pójdzie to wietrzę bankructwo. A przecież co by był za problem puścić po jednej bramce w meczu? Wilk by był syty i owca cała.
- No tak, właściwie mogłem się tego po tobie spodziewać. Zawsze byłeś sknerą.
- Wypraszam sobie! Nie sknerą, tylko człowiekiem rozsądnie obracającym posiadanymi zasobami pieniężnymi.
Staszek zakrztusił się piwem.
- Pamiętaj, kto płaci za piwo, którym plujesz!
- Ok, ok. – uśmiechnął się.
- Poza tym dochodzi jeszcze aspekt sportowy. Skoro nie tracimy bramek to nie ma jak sprawdzić w boju bramkarzy. A obrona też w ostatnich meczach niewiele miała do roboty.
- Tu masz rację, ale nic straconego. Ostatni sparing na wyjeździe. Tam tak lekko nie pójdzie.
- Mam nadzieję.


Staszek miał rację. Niestety tylko częściowo… Chłopcy wybiegli na boisko troszkę usztywnieni i dość długo trwała bezładna kopanina. Dopiero po trzydziestu minutach gra się uspokoiła, a tuż przed końcowym gwizdkiem sam na sam z bramkarzem znalazł się Sakanoko i swoją szansę wykorzystał. Po przerwie już zdecydowanie dominowaliśmy. Najpierw Beersaert wykorzystał dalekie wyjście bramkarza i z 30 metrów wcelował w bramkę, a niespełna dziesięć minut później wynik spotkania ustalił pięknym strzałem głową Galeri.

Leopoldsburg - WS Woluwè 0 – 3
44’ Sakanoko
55’ Beersaert
61’ Galeri

Widzów: 91

- Miało być trudniej! – Powiedziałem z wyrzutem do Staszka.
- A co ja poradzę? Sam miałem wejść i im pomóc? Zresztą może dobrze się stało. Morale w drużynie jest bardzo wysokie, a w najbliższym meczu faworytami nie jesteśmy.
- Żeby tylko nie okazało się za wysokie. Jak zlekceważą rywala będzie niewesoło.
- To raczej nie grozi. Widziałeś notowania?
- Nie. Ile dają? Może warto postawić?
- 12-1.
- Poczekamy, aż będzie 20-1...
- Koniec zabawy. Teraz przekonamy się ile naprawdę warta jest drużyna amatorów trenowana przez laika.
- Bądź dobrej myśli i pamiętaj, że jedna porażka niczego nie przekreśla. To tylko trzecia runda pucharu. Ważniejsze będzie utrzymanie w lidze. – Próbował pocieszyć mnie Staszek.
- Dokładaj mi jeszcze zmartwień…


Gdy zobaczyłem ilość kibiców na stadionie Georges Claes Stadion w Mole zakręciło mi się w głowie. Oni mają dla kogo grać, pomyślałem przypominając sobie ilu przychodzi na nasz stadion. Przyszli obejrzeć widowisko, więc będą je mieli!
Zaczęliśmy od naprawdę mocnego uderzenia. Już w siódmej minucie po faulu w polu karnym, Issankoy stanął przed szansą pokonania Beekena. Strzelił mocno i kibice na stadionie zamilkli. Cisza zbyt długo nie trwała, bo już w 14 minucie Catgiu urwał się naszym obrońcom i doprowadził do wyrównania. W 34 minucie na trybunach znowu zrobiło się jak makiem zasiał. Sędzia podyktował drugą jedenastkę. Do piłki zdecydował się podejść Schauwers i chyba niesiony myślą o zwiększeniu dramatyzmu strzelił prosto w bramkarza. Nasze nerwy uratował w 38 minucie Sakanoko, piękną główką wykańczając koronkową akcję całego zespołu. Do szatni schodziliśmy w szampańskich humorach. Nieco zbyt szampańskich jak się wkrótce okazało. Na szczęście zimny prysznic, jaki nam zafundował w 53 minucie Nijs doprowadzając do wyrównania, okazał się nad wyraz skuteczny. Do akcji najpierw włączył się Huet, a następnie Sakanoko postawił kropkę nad i strzelając dwie przepiękne bramki.

RC Mol-Wezel - WS Woluwè 2 – 5
7’ Issankoy kar.
14’ Catgiu
34’ Schauwers n.s.k.
38’ Sakanoko
53’ Nijs
60’ Huet
72’ Sakanoko
80’ Sakanoko

Widzów: 768

- Cholera, cholera, cholera,
- Co jest? – Zapytałem zdziwiony.
- A miałem postawić…
- Będziesz miał jeszcze okazję. – Pocieszyłem Staszka
- To chyba koniec przygody z pucharem, nie sądzisz? – Zrezygnowany zagaiłem
- Prędzej czy później i tak byśmy trafili na kogoś z drugiej ligi. A tak przynajmniej nie będzie wstyd odpaść.
- Niby tak, ale już mi się spodobało wygrywanie…
- No!!! Taką frekwencję to ja rozumiem!!! Wystarczy wygrać parę meczy i przychodzą!
- Co ty? Myślisz, że oni przyszli na ciebie? Taka gratka jak zobaczenie drugoligowca na tym stadionie może się już nie zdarzyć przez najbliższą dekadę. – Zgasił mnie Staszek
- Nie ma co… Umiesz dodać otuchy.
- Za to mnie tak lubisz. – Dodał klepiąc mnie przyjacielsko w ramię. – A tak na marginesie, wolałbym żebyś się sprężył i zmobilizował chłopaków na ten mecz.
- Dlaczego?
- Widzisz. Po ostatnim meczu tak się rozochociłem, że postawiłem moją dwutygodniową pensję na ciebie. Płacą 50 – 1. Jak wygrasz, rok leżę do góry brzuchem.
- Oszalałeś.


Czego się nie robi dla przyjaciela. W szatni zresztą atmosfera była tak naładowana, że dodatkowych zachęt nie było potrzeba. Zmotywowani jak nigdy wybiegliśmy na płytę boiska zmierzyć się z KVSK. Data nieszczególna, bo 13 sierpnia, ale kto mógł przypuszczać, że okaże się to tak brzemienne w skutkach.
Dokładnie w 13 minucie (omen jakiś czy co?) Issankoy urywa się obrońcom i wyskakuje do niewiarygodnie dokładnego dośrodkowania Beersaerta. Teraz precyzyjny strzał głową i ponad 1700 kibiców wpada w szał radości. Do końca pierwszej połowy trwa niesamowicie wyrównana gra ze wskazaniem na nas, ale dalsze bramki nie padają. Kiedy schodziliśmy do szatni zobaczyłem tylko Staszka żegnającego nas uniesionymi w górę kciukami. Aż ciężko było uspokoić chłopaków. Nic do nich nie docierało. Dałem więc sobie spokój z odprawą i pozwoliłem im cieszyć się z prowadzenia.
Drugą połowę zaczęliśmy od bardzo mocnego uderzenia. Piłkarze KVSK zupełnie nie mogli sobie poradzić z kolejnymi atakami naszej drużyny. W 53 minucie zaowocowało to strasznym błędem ich obrony. Sanakoko znalazł się niepilnowany w polu karnym, dostał precyzyjne podanie na dobieg od Hueta i nie zmarnował okazji. Na tablicy wyników figurowało niesamowite 2 – 0. Ta bramka wyraźnie osłabiła koncentrację. Siedem minut później Heymans bardzo przypadkowym strzałem pokonał Gèrarda i było już tylko 2 – 1. Chłopcy się nie poddawali. Raz za razem próbowali pokonać bramkarza gości, ale ten bronił jak natchniony. Po jednej z takich akcji KVSK niestety skontrowało. I to zabójczo. Mbemba znalazł się sam na sam z Gèrardem i nie dał mu żadnych szans. Tak blisko sukcesu… Wyraźnie zeszło z nas powietrze i modliłem się tylko o gwizdek sędziego i dogrywkę.
Ciężkie zadanie mnie czekało w szatni, oj ciężkie. Zmęczeni i wyraźnie podenerwowani wymykającym się z rąk sensacyjnym zwycięstwem zawodnicy, prawie nie słuchali moich wskazówek.
Pierwsza część dogrywki minęła pod znakiem odpierania kolejnych ataków KVSK. Widać było, że goście wyraźnie złapali wiatr w żagle. Obraz drugiej połówki był identyczny, aż do 109 minuty. W tym właśnie momencie na murawę padł Haagdoren. Rzut karny. Kątem oka zauważyłem tylko Staszka ciężko siadającego na ławeczce. Piłkę ustawił Bloemen. Rozbieg, strzał, odwróciłem głowę. Nagle usłyszałem prawdziwy ryk na trybunach. Obronił! Obronił! Gèrard obronił karnego! Nie mogłem w to uwierzyć. W KVSK coś pękło. Poddali się. Aż do końca dogrywki tylko się bronili przed coraz śmielszymi atakami moich piłkarzy. Wreszcie zabrzmiał końcowy gwizdek. Mecz rozstrzygną karne, powoli przesączało się do mojej świadomości.
Pierwszy do piłki podszedł Schauwers. Lekki rozbieg i… pudło.
Z drużyny gości serię rozpoczął Machiels. Spokojnie ustawił piłkę, strzelił i 0 – 1
Już w duchu żegnałem się z wygraną, ale wciąż jeszcze gdzieś kiełkowała nadzieja.
Issankoy 1 – 1
Haagdoreen - Gèrard broni!!!
Omonga 2 – 1
Hensen 2 – 2
Rusabana – obok bramki…
Delande – nad bramka!
Ostatni w serii był Serville, a od KVSK - Bloemen. Obaj wykorzystali swoje jedenastki i zaczęła się prawdziwa nerwówka. Każdy błąd oznaczał koniec.
N’Goh 3 – 2
Plessers 3 – 3
Huet 4 – 3
Őcal 4 – 4
Ismailovski – Boyen broni!
Mbemba – Gèrard broni!
Na stadionie pojawiły się karetki odwożąc pierwszych kibiców, którzy nie wytrzymali emocji.
Beytullah 6 – 5
Luyten 6 – 6
Gèrard – Boyen broni!
Heymans – nad bramką!
Jeszcze wszystko możliwe…
Sakanoko 7 – 6
Po raz drugi naprzeciw siebie stają dwaj bramkarze. Boyen spokojnie przygotowuje się, strzela i Gèrard broni!!!

W ogólnej wrzawie usłyszałem tylko jęknięcie Staszka.
- To nie na moje nerwy…
A potem utonąłem, wraz z drużyną, w ramionach kibiców.


WS Woluwè – KVSK 2 – 2 (7 – 6 kar.)

13’ Issankoy
53’ Sakanoko
60’ Heymans
82’ Mbemba

Widzów: 1775

Piąta runda rozgrywek pucharowych skojarzyła nas z ekipą z równoległej klasy rozgrywkowej. Co prawda Couillet było w dalszym ciągu uznawane z faworyta, ale za nasze zwycięstwo płacono już tylko 10 – 1.

- No i miałeś rację. Olewają nas. Wierzyć w wierność kibica… Jak ten klub ma funkcjonować skoro na mecze przychodzi kilkaset osób?
- Takie realia trzeciej ligi. Czego się spodziewałeś? Tłumów błagających o twój autograf?
- No bez przesady, ale chociaż odrobina wsparcia by się przydała.
- Widać uznali, że wygrywasz w lepszym stylu jak ci nie patrzą na ręce. – Dodał z przekąsem Staszek.


Mecz, jak już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić rozpoczął się od oblężenia bramki Couillet. Goście trzymali się dzielnie, ale przy strzale Galeriego i dobitce Sakanoko nie mieli szans. Ta bramka zbytnio rozluźniła nasze linie obronne i tuż przed gwizdkiem na przerwę Yurdakul przechwycił piłkę, znalazł się sam na sam z bramkarzem i strzelił nie do obrony.
W przerwie kilka zdecydowanych słów na nowo zmotywowało chłopaków i już w 54 minucie Galeri wyprowadził nas na prowadzenie. Dwie minuty później było już właściwie po meczu. Issankoy, po podaniu Beytullaha, silnie strzelił głową po raz trzeci zmuszając bramkarza gości do wyjmowania piłki z siatki.
Do 84 minuty obie strony wydawały się pogodzone z wynikiem, ale właśnie wtedy Alex wykorzystał kolejny błąd naszych obrońców i strzelił kontaktowego gola. Na szczęście był to tylko gol na pocieszenie. W 92 minucie Galeri udowodnił naszą wyższość ustalając wynik spotkania na 4 – 2.

WS Woluwè – Couillet 4 – 2
30’ Sakanoko
45’ Yurdakul
54’ Galeri
56’ Issankoy
84’ Alex
90’ Galeri

Widzów: 858

Nadeszła pora debiutu ligowego. Pierwszy mecz przypadł nam na wyjeździe z dość silną ekipą Bornem. O samej klasie rywala świadczyły po raz kolejny notowania bukmacherskie. Za każde postawione na nas euro zyskiwało się czterdzieści.

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, Bornem przycisnęło od samego początku. Mieli przewagę w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, co już w piątej minucie przyniosło im prowadzenie. Jednego tylko nie docenili. Naszej ambicji! Podrażniona duma zaowocowała potrojeniem wysiłków przez wszystkie formacje. Aż miło było zobaczyć jak dają z siebie wszystko. Na efekty nie trzeba było długo czekać. 10 minuta, zamieszanie w polu karnym i Sakanoko mówią wszystko. Od tej chwili nie pozwoliliśmy rywalom nawet na moment oddechu. Bronili się dzielnie, ale w 44 minucie Galeri okazał się szybszy w wychodzeniu do piłki niż bramkarz gospodarzy i strzałem do pustej bramki dał nam prowadzenie.
Po przerwie kibice zebrani na stadionie Breeven przecierali oczy ze zdumienia. Nie takiego wyniku oczekiwano. Najpierw Sakanoko, a później Galeri dokończyli dzieła zniszczenia solidarnie strzelając po jeszcze jednej bramce.

Bornem - WS Woluwè 1 – 4
5’ Brouwers
10’ Sakanoko
44’ Galeri
58’ Sakanoko
70’ Galeri

Widzów: 318

- Nooo. Debiucik jak się patrzy! – Powitał mnie po meczu Staszek – Słuchałem w radiu. Dobra robota.
- Dzięki. A właściwie dlaczego nie pojechałeś?
- Tajemnica, ale nie martw się. Wkrótce się dowiesz. – Odparł z zagadkową miną.
- Wiesz, że nienawidzę niespodzianek.
- Ciiii. Ani słowa więcej.
- Staszek ja już nie mogę. Ta presja mnie wykańcza. Po nocach śni mi się, że przegrywamy.
- No i co by się takiego strasznego stało?
- Nic, ale sam fakt, że lada chwila przegram jest nie do zniesienia. Na każdym kroku wszyscy się uśmiechają, poklepują. Farin za każdym razem jak mnie widzi wygląda jakby trafił szóstkę w totolotka.
- Hmmm. Wygląda na to, że jednak muszę ci powiedzieć.
- Wal, byle szybko. Cokolwiek byle uspokoić umysł.
- Widzisz. Nie musisz już traktować tego jako pracę.
- Jak to?
- Niezbyt często sprawdzasz stan konta?
- A po co mam sprawdzać? Mieszkanie i żarcie jest darmo, a na nic innego nie mam czasu.
- Z tego samego założenia wyszedłem. Pamiętasz tę wygraną 50 – 1 z meczu pucharowego?
- Trudno zapomnieć. Tyle kasy w życiu nie widziałem.
- Za długo wytrzymać nie mogłem. Postanowiłem wykorzystać to że jesteś na fali i stawiać dalej. Tyle, że mało mi było emocji, więc użyłem również pieniędzy z twojego konta.
- Żartujesz??? Jak mogłeś?
- Mogłem czy nie, zrobiłem. Możesz się na mnie za to wściekać, wykląć, co tam jeszcze chcesz. W każdym razie po ostatnim meczu nasz wspólny stan konta grubo przekracza pół miliona euro…Może lepiej usiądź. Coś dziwnie wyglądasz. – Dodał widząc moją minę.


Kolejny mecz ligowy graliśmy na własnym stadionie. Ekipa Nieuwkerken przyjechała mocno przestraszona naszymi ostatnimi sukcesami. Na ich nieszczęście WS Woluwè pod moją wodzą nie zwykło dawać szansy na opanowanie nerwów. W 13 minucie Beytullah z rzutu wolnego dał nam prowadzenie. Niemrawe ataki gości były błyskawicznie rozbijane i spokojnie doczekaliśmy przerwy. Po zmianie stron najpierw Beersaert, a następnie Ismailovski ustawili dalszy przebieg meczu. Na deser Beytullah popisał się jeszcze jednym znakomitym strzałem z rzutu wolnego i spotkanie zakończyliśmy wynikiem 4 – 0.

WS Woluwè – Nieuwkerken 4 – 0
13’ Beytullah
52’ Beersaert
58’ Ismailovski (kar.)
63’ Beytullah

Widzów: 268

18 września przyniósł nam wyjazd do Harelbeke na arcytrudny pojedynek z miejscową drużyną. W meczu tym nie dawano nam dużych szans, ale tym razem miało to faktyczne odzwierciedlenie w klasie przeciwnika. Gospodarze byli fantastycznie przygotowani zarówno pod względem taktycznym, jak i technicznym, czy szybkościowym. Przez cały mecz zdecydowanie dominowali. Już w 15 minucie Aminu Sani nie dał absolutnie żadnych szans naszemu bramkarzowi, umieszczając piłkę w siatce niezwykle precyzyjnym strzałem. Tej niezwykłej machinie Harelbeke , staraliśmy przeciwstawić naszą nieustępliwość i wolę walki. Nie na wiele się to zdało, a kiedy w 55 minucie Issankoy nie wykorzystał jedynej szansy pudłując rzut karny, wiedzieliśmy, że nadszedł czas pierwszej porażki.

SW Harelbeke - WS Woluwè 1 – 0
15’ Sani
55’ Issankoy n.s.k

Widzów: 773

Tabela po 3 kolejkach:
Poz Inf Zespół M Z R P ZdG StG R.B. Pkt
1. Aalst 3 3 0 0 6 1 +5 9
2. RC Waregem 3 3 0 0 6 1 +5 9
3. RC Mechelen 3 2 1 0 5 2 +3 7
4. WS Woluwé 3 2 0 1 8 2 +6 6
5. Turnhout 3 2 0 1 5 2 +3 6

- Jak widzę porażki dobrze ci robią. – zauważył Staszek.
- Żebyś wiedział. Tego mi właśnie było trzeba! Wreszcie mogę spokojnie zająć się swoją pracą.
- Naprawdę będziesz to ciągnął? Teraz kiedy już nie musimy się martwić o pieniądze?
- Oczywiście. Nawet z większą motywacją niż dotąd. To już nie jest sprawa przetrwania, jak sam słusznie zauważyłeś – teraz dobry wynik Woluwè stał się sprawą honoru!
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 01.03.2008

Liczba wyświetleń: 1087

Średnia ocen: 6.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu