Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Tworząc niezapomnianą historię (cz.4)

Dwutygodniową przerwę w rozgrywkach tradycyjnie spędziłem przeszukując rynek transferowy w pogoni za potencjalnymi wzmocnieniami. Tym razem nie chciałem jednak przeprowadzać zimowej rewolucji i zdecydowałem się na zakontraktowanie dwóch ciekawych zawodników, do których zakupu przymierzałem się już od pewnego czasu. Pierwszym graczem, który podpisał umowę z Hibernianem był napastnik Aston Villi - Darius Vassell. Piekielnie szybki snajper przejdzie do nas dopiero podczas letniego okienka transferowego. Na zasadzie wolnego transferu w lipcu dołączy do nas również Said Boutahar, którego zadaniem będzie wzmocnienie środka pola Hibernianu. Negocjacje kontraktów trwały jeszcze z dwoma zawodnikami, lecz niestety, stanęły one w miejscu i na kolejne podejście będę musiał trochę poczekać.

Bez dwóch bardzo ważnych zawodników - Steve'a Marleta (zawieszenie) oraz Eduardo Hurtado (niegroźna kontuzja) przystąpiliśmy do meczu z Inverness, który bardzo chcieliśmy wygrać. Kibice na Caledonian Stadium przywitali nas niezbyt życzliwie, lecz spokojnie poradziliśmy sobie z dodatkową presją i po bramkach Hutchisona i O'Neila wywieźliśmy z trudnego terenu trzy punkty. Punkty w Aberdeen stracili Rangersi (remis 1:1) i w czołówce tabeli trzy pierwsze drużyny miały taki sam bilans punktowy. Kompletu oczek nie udało nam się zdobyć w kolejnym meczu. Czwarte w ligowej tabeli Dunfermline postawiło nam trudne warunki i na Easter Road Stadium zaledwie zremisowaliśmy 1:1. Tydzień później mieliśmy trochę odpoczynku od ligowych zmagań, gdyż przyszedł czas na inaugurację rozgrywek Pucharu Szkocji. W trzeciej rundzie tych prestiżowych rozgrywek na własnym boisku podjęliśmy trzecioligowe Brechin City. Mimo że zagraliśmy mocno rezerwowym składem, nie przeszkodziło to nam w rozbiciu naszych rywali aż 5:1 - awans do kolejnej rundy był formalnością. Popis katastrofalnej gry w obronie spowodował, iż w kolejnym ligowym meczu znów nie udało nam się zgarnąć kompletu punktów. Co prawda, w Dundee strzeliliśmy naszym rywalom aż trzy bramki, lecz nasza defensywa osłabiona brakiem Skerli (zawieszenie) i Lassissiego (wyjazd na Puchar Narodów Afryki) myślami była chyba gdzie indziej i musieliśmy zadowolić się podziałem punktów. Nieco lepiej zaprezentowaliśmy się w tym fragmencie gry podczas kolejnego meczu i ku uciesze naszych fanów, udało nam się przerwać złą passę. Wygrana 3:1 była zasłużona, a prawdziwą gwiazdą meczu był Viorel Moldovan, który w nowym roku zaczął spisywać się naprawdę dobrze.

Po jedenastu dniach przerwy w rozgrywkach zjawiliśmy się na stadionie naszych odwiecznych wrogów, na Tynecastle Park w Edynburgu, aby rozpocząć batalię o finał Pucharu Ligi. Trybuny wypełnione były po brzegi, a zdecydowanie głośniej zachowywali się ubrani na zielono fani Hibernianu. Mecz nie rozpoczął się dla nas dobrze. W 15. minucie Sheerin przedarł się przez defensorów The Hibs i wyprowadził naszych rywali na prowadzenie. Nasza odpowiedź była natychmiastowa - po 60. sekundach było już 1:1, a po pięciu minutach i bramce Viorela Moldovana już prowadziliśmy. Dunfermline wyrównało stan meczu w 77. minucie i kibice na Tynecastle Park byli świadkami emocjonującej dogrywki. W niej nieco lepsi okazali się moi podopieczni, którzy za sprawą bramki z rzutu karnego autorstwa Marco Vorbecka zapewnili sobie awans do finału tych rozgrywek. Trzy dni później czekały na nas kolejne pucharowe emocje. Tym razem pojechaliśmy do Morton, aby w ramach czwartej rundy Pucharu Szkocji podjąć miejscowy, czwartoligowy klub. Na spotkanie delegowałem do gry zawodników rezerwowych, którzy nie wykonali swojego zadania poprawnie. Bezbramkowy remis oznaczał dodatkowy mecz na Easter Road Stadium. Cztery dni później wszystko było jasne - spokojnie wygraliśmy 4:1 i w kolejnej rundzie zagramy wyjazdowy mecz z Dunfermline. W Edynburgu wszyscy jednak czekali na zbliżający się wielkimi krokami dwumecz w ramach czwartej rundy Pucharu UEFA - na Easter Road Stadium mieliśmy gościć wielkie Lazio.

Stadion pękał w szwach. Europejskie puchary zawsze budziły wielkie emocje wśród kibiców Hibernianu, lecz tak klasowego przeciwnika nie mieli przyjemności gościć już dobrych kilka lat. Do składu The Hibs po siedmiu (!) miesiącach przerwy wrócił Daniel Jensen i wszyscy mieli nadzieję, że Duńczyk zaprezentuje się na poziomie, którym zachwycał na początku sezonu (pięć meczów i pięć goli). Niestety, rekonwalescent bramki nie strzelił, a cała drużyna nie dała rady wyżej notowanemu rywalowi. Przegraliśmy 1:3 i na Stadionie Olimpijskim w Rzymie mogliśmy liczyć tylko na cud. Czas na rehabilitację przyszedł cztery dni później. Na własnym stadionie podjęliśmy Falkirk i bez problemów ograliśmy gości 4:1. Na dwa tygodnie straciliśmy jednak Viorela Moldovana i Saliou Lassissi - ich występ w finale Pucharu Ligi z Celtic stanął pod dużym znakiem zapytania. Rewanżowe spotkanie z Lazio potraktowaliśmy poważnie, licząc że fortuna będzie tego dnia po naszej stronie. Zagraliśmy bardzo ofensywnie i przez moment nawet mieliśmy nadzieję na sprawienie nie lada sensacji, lecz mecz zakończył się wynikiem 3:3 i nie dość, że odpadliśmy z Pucharu UEFA, to jeszcze na dziesięć dni straciliśmy Andriusa Skerlę.

Gorzką pigułkę porażki przełknęliśmy z honorem. Walczyliśmy dzielnie, lecz Lazio to było po prostu o klasę za wysoko. Terminarz był jednak niezwykle napięty i już dwa dni po remisie w Rzymie wybraliśmy się do Dunfermline, aby na East End Road zmierzyć się z miejscowym klubem w ramach ćwierćfinału Pucharu Szkocji. Spotkanie rozpoczęliśmy doskonale. W 3. minucie prowadziliśmy już 2:0, a na listę strzelców wpisywali się kolejno: Daniel Jensen i Steve Marlet. Później było już nieco gorzej. Najpierw gospodarze strzelili kontaktową bramkę, a chwilę później czerwoną kartkę złapał Fenwick i do końca meczu musieliśmy bronić się w dziesięciu. Na całe szczęście, sztuka ta powiodła się i o finał będziemy bić się... z Glasgow Rangers. Biorąc pod uwagę, że mogliśmy trafić na Inverness czy Livingstone, musiałem przyznać, że szczęście nie było tym razem naszym sprzymierzeńcem.

W ostatnich siedmiu meczach, aż sześciokrotnie mierzyliśmy się z naszymi rywalami w ramach rozgrywek pucharowych i powrót na boiska ekstraklasy był dla nas pewnego typu odmianą. Wyjazdowy mecz z wybierającym się do drugiej ligi Livingstonem miał być dla nas łatwą przebieżką i tak faktycznie się stało. Szybka bramka O'Neila ustawiła spotkanie, a w 27. minucie wynik meczu ustalił Daniel Jensen. Finałowy mecz Pucharu Ligi miał być wielkim pojedynkiem między Celticiem Glasgow a Hibernianem Edynburg. Nie był. Nasi rywale zmietli nas z powierzchni ziemi i o tytule mogliśmy zapomnieć. Pucharowe rozczarowanie zabolało nas i niestety bardzo słabo zagraliśmy również w kolejnym meczu, kiedy przyszło nam zmierzyć się z siódmym w tabeli Kilmarnock. Przez większą część spotkania przegrywaliśmy, lecz fantastyczna indywidualna akcja Daniela Jensena sprawiła, iż do Edynburga udało nam się przywieźć jeden punkt. Komplet oczek zgarnęliśmy dopiero po dziesięciodniowej przerwie związanej z meczami reprezentacji. Dwie bramki Daniela Jensena i trafienie Moldova pozwoliły nam wygrać 3:1 z Aberdeen i był to świetny prognostyk przed półfinałem Pucharu Szkocji, w którym na Celtic Park mieliśmy zmierzyć się z Glasgow Rangers. Pojedynek z trzecią drużyną ligowej tabeli od początku był niezwykle wyrównany i końcowy remis był wynikiem absolutnie zasłużonym. Podział punktów oznaczał, że mecz zostanie powtórzony za cztery dni - ponownie na Celtic Park. Wcześniej jednak z Rangersami (już po dwóch dniach!) zmierzyliśmy się w ramach rozgrywek szkockiej ekstraklasy. Mimo że zaczęliśmy świetnie i po 30. minutach wygrywaliśmy 2:0, kompletnie pogubiliśmy się w drugiej części meczu, pozwalając gościom wygrać to spotkanie. Pragnienie rewanżu było bardzo wysokie. Czarę goryczy przelał powtórzony mecz w ramach półfinału Pucharu Szkocji. Wygrywaliśmy, walczyliśmy dzielnie, lecz w ostatniej minucie dogrywki zostaliśmy pokonani. Nie chciałem tego komentować.

Rozczarowanie spowodowane przebiegiem ostatnich dni chcieliśmy przełożyć na sportową złość, która miała pomóc nam w walce o najwyższe cele. Ścisk w czołówce tabeli był niesamowity i ostatnia, trzecia faza sezonu, gdzie drużyny podzielono na dwie grupy, miała być decydująca. Cały czas zachowywaliśmy szanse na mistrzostwo Szkocji, lecz przewaga nad czwartym Dundee i piątym Dunfermline również nie była super-bezpieczna. Kluczowy mógł okazać się pierwszy mecz. Wyjazdowe spotkanie z Aberdeen rozegraliśmy już trzy dni po fatalnej klęsce w Glasgow i wszyscy liczyli na szybką rehabilitację. Zaczęliśmy świetnie. W 3. minucie Jarkko Wiss strzelił bramkę otwierającą wynik meczu, a chwilę później Daniel Jensen podwyższył wynik meczu. Później nieco spuściliśmy z tonu i wynik meczu przez moment był zagrożony. Kiedy do głosu zaczęli dochodzić gospodarze i wydawało się, że znów w głupi sposób stracimy trzy punkty, Grant Bebner pokonał golkipera naszych rywali i było po meczu.

Nastroje przed arcyważnym pojedynkiem z Celticiem były bardzo bojowe. Na Easter Road Stadium goście zameldowali się w najsilniejszym składzie, aby walczyć z nami o... mistrzostwo Szkocji. Wygrana The Bhoys oddaliłaby ich od moich podopiecznych na sześć punktów i byłoby po zawodach. Fanatyczny doping fanów z Easter Road Stadium poniósł moich podopiecznych już od początku spotkania. W 15. minucie Jarkko Wiss kapitalnie przymierzył z dystansu i pokonał bezradnego Hedmana. Odpowiedź gości była natychmiastowa. Henrik Larsson po raz kolejny udowodnił, że jest snajperem doskonałym i w sytuacji sam na sam z Colganem nie dał najmniejszych szans naszemu golkiperowi. Poszliśmy na wymianę ciosów. Trzy minuty później po bramce Jensena znów prowadziliśmy, żeby po stu dwudziestu sekundach remisować. Kluczowy moment spotkania miał miejsce w 34. minucie, kiedy Gennaro Gattuso powalił w polu karnym Steve'a Marleta i został usunięty z boiska. Rzut karny na bramkę bez problemu zamienił Daniel Jensen i Edynburg znów świętował. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie i kolejne trzy punkty zawitały na nasze konto.

Zwycięstwo nad popularnymi The Bhoys pozwoliło nam zrównać się punktami z obrońcami tytułu i w Edynburgu coraz głośniej mówiło się o naszych szansach zdobycia mistrzostwa Szkocji. Kolejnym ligowym rywalem moich podopiecznych była ekipa Dunfermline, którą podjęliśmy przed własną publicznością. Równoległe Celtic Glasgow w Old Firm Derby podejmowało Rangersów i wynik tego spotkania był dla nas równie ważny, co naszej batalii. Jak się dość szybko okazało, oba spotkania były bardzo jednostronne. My wygraliśmy swój mecz 4:0, a po raz kolejny bohaterem meczu okrzyknięto Viorela Moldovana, który pod koniec sezonu zaczął grać naprawdę wybornie. Celtowie wygrali swój mecz 3:0 i sytuacja przed dwiema ostatnimi kolejkami w lidze była niezwykle ciekawa. Prowadził Celtic, który miał nad nami... pięć bramek przewagi. Niżej byli Rangersi, którzy tracili do nas aż pięć punktów. Drugie miejsce było więc na wyciągnięcie ręki, lecz nasi kibice żądali od nas walki o najwyższe cele. Zadanie to nie było łatwe, gdyż tydzień po spokojnym triumfie nad Dunfermline musieliśmy wybrać się na Ibrox Park, aby zmierzyć się z Glasgow Rangers.

Żądni rewanżu za upokorzenie w Pucharze Szkocji wyszliśmy na boisko bardzo zmotywowani. Kibice gospodarzy głośno dopingowali swoją drużynę wierząc, iż ta wejdzie na wyżyny swoich umiejętności i będzie w stanie wyrwać nam miejsce w elitarnej Lidze Mistrzów. My nie chcieliśmy grać na remis. Liczył się dla nas tylko komplet punktów i od razu przystąpiliśmy do szturmu. W 11. minucie Don Hutchison świetnie podłączył się do akcji ofensywnej, otrzymał piłkę od młodziutkiego Freda Wilsona, któremu zaufałem pod koniec sezonu i uciszył kibiców na Ibrox Park. Prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi nagle zamilkło. Obudzili się kwadrans później, kiedy Barry Ferguson doprowadził do wyrównania. Bramka dająca gospodarzom remis sprawiła, iż nasi rywale zaczęli poruszać się po boisku znacznie żwawiej i gdyby nie Colgan, do przerwy przegrywalibyśmy kilkoma bramkami. W drugiej części meczu wszystko się odmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przejęliśmy inicjatywę i z każdą minutą pod bramką Klosa było coraz groźniej. W 74. minucie kapitalną indywidualną akcją popisał się Don Hutchison i wyprowadził nas na prowadzenie. Nasi kibice zgromadzeni w sektorze gości oszaleli z radości. Kiedy arbiter zagwizdał po raz ostatni, słychać było tylko naszych fanów skandujących pochwalne pieśni. Wygraliśmy na Ibrox, a na dodatek Celtic przegrał 2:0 z Dundee i remis w ostatnim ligowym meczu dawał nam... tytuł mistrza Szkocji.

Bilety na ostatni mecz sezonu sprzedały się w kilka godzin. Na trybunach nie było wolnego miejsca. To miał być wyjątkowy wieczór dla fanów Hibernianu. Na Easter Road Stadium zawitała trzecia ekipa ekstraklasy - Dundee (w przedostatniej kolejce wyprzedziła Rangersów), dzięki której nasze szanse na mistrzostwo bardzo wzrosły. Wiedzieliśmy jednak, że w piłce nożnej nie ma nic za darmo i remis w spotkaniu z pogromcami Celtów będziemy musieli wywalczyć ciężką pracą. Zaczęliśmy bojaźliwie, lecz szczęście tego dnia było po naszej stronie. W 16. minucie Fred Wilson - genialny osiemnastolatek uderzył z dystansu i wprowadził w prawdziwy szał kibiców zgromadzonych na trybunach. Strzelona bramka nie pozwoliła nam rozwinąć skrzydeł. Do głosu doszli goście, którzy za wszelką cenę chcieli uratować miejsce na podium i w 32. minucie po bramce Lahitiego zrobiło się nerwowo. Remis dawał nam mistrzostwo nawet przy zwycięstwie Celticu (cały czas remisował z Aberdeen 0:0), lecz nie chcieliśmy grać zachowawczo, gdyż każda, mocno przypadkowa nawet bramka dla gości oznaczała nie lada problemy. Drugą część meczu zaczęliśmy nijako. Po boisku poruszaliśmy się w zwolnionym tempie, lecz kiedy w 71. minucie Daniel Jensen wyprowadził nas na prowadzenie, cały stadion odleciał na orbitę okołoziemską. Duńczyk, który przez niemalże cały sezon leczył poważny uraz fantastycznie przedarł się przez obronę rywali, położył na ziemię bramkarza i spokojnie wtoczył piłkę do bramki, a chwilę później zniknął w uściskach kolegów. Cztery minuty później gości dobił Jarkko Wiss i wszystko już było jasne - sensacyjny triumf Hibernianu stał się faktem. Kiedy sędzia zagwizdał koniec spotkania, rozradowani kibice wtargnęli na murawę, lecz nikt nie robił z tego problemu. Świętowali wszyscy. Odzyskaliśmy tytuł po pięćdziesięciu dwóch latach oczekiwań. Była to dla nas noc magiczna, noc pełna niesamowitych wrażeń. Za rok mieliśmy zagrać w elitarnej Lidze Mistrzów, gdzie jako mistrzowie Szkocji będziemy mierzyć się z najlepszymi klubami Europy. Na razie należało nam się trochę odpoczynku. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty i chcemy iść po prostu się upić. Na podsumowania przyjdzie jeszcze pora.

Szaleństwo związane ze świętowaniem mistrzostwa Szkocji trwało dość długo, lecz wiedziałem, iż dla mnie był to tylko pierwszy przystanek na drodze do chwały. Tytuł najlepszej drużyny szkockiej ekstraklasy cieszył, lecz pomijając olbrzymie emocje związane z ligowym triumfem, musieliśmy spojrzeć prawdzie w oczy. Sezon 2003/2004 był dla nas przełomowy, lecz uważam, że musimy jeszcze wiele rzeczy poprawić. W naszej postawie szczególnie irytowała mnie nasza nierówna forma. Jednego dnia potrafiliśmy ograć 5:0 Rangersów, żeby za tydzień zremisować z przeciętnym Livingston. Jeśli chcemy poważnie myśleć o obronie tytułu, musimy wygrywać ze słabeuszami, gdyż tak słaby sezon w wykonaniu naszych największych rywali może już się nie powtórzyć. Zdobywając mistrzostwo mieliśmy dużo szczęścia. Zarówno Celtic Glasgow jak i ich rywale zza miedzy - Rangers kilka razy dołowali formą i to raczej słaba dyspozycja naszych przeciwników niż genialna forma moich podopiecznych sprawiła, że osiągnęliśmy imponujący i zaskakujący sukces. Na potwierdzenie mojej tezy pragnę stwierdzić, iż w zeszłym sezonie dorobek 78 punktów dawałby nam zaledwie trzecie miejsce w ligowej tabeli.

Sukces w lidze zdecydowanie poprawił nasze nastroje po pucharowych rozczarowaniach. W Pucharze UEFA co prawda zaszliśmy najdalej jak mogliśmy (Lazio było dla nas przeciwnikiem z innej planety), lecz z Pucharem Szkocji i Pucharem Ligi nie mieliśmy dobrych wspomnień - dwukrotnie byliśmy blisko triumfu, lecz na ostatniej prostej trofeum wymknęło nam się z rąk. Ogólne podsumowania chciałbym na tym zakończyć i przejść do ocen indywidualnych. Na samym początku sezonu świetnie prezentowali się nasi nowo zakupieni piłkarze - Steve Marlet oraz Daniel Jensen. Niestety, ten drugi już po siedmiu rozegranych meczach odniósł poważną kontuzję i musiał pauzować przez kolejne siedem miesięcy. Ciężar odpowiedzialności za grę ofensywną The Hibs wziął jednak na siebie Steve Marlet i świetnie sobie z tym poradził. W drugiej części sezonu do głosu doszedł inny zakontraktowany w letnim okienku transferowym zawodnik - Viorel Moldovan. Rumun na początku sezonu zawodził, lecz fantastyczny finisz sprawił, iż stał się on najlepszym strzelcem Hibernianu w sezonie 2003/2004. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się także Daniel Jensen i młodziutki Fred Wilson, który pod koniec sezonu zanotował prawdziwe wejście smoka. Nieco lepiej, w porównaniu do poprzedniego sezonu, było także z naszymi zawodnikami defensywnymi. Jedynie Andrius Skerla odstawał trochę poziomem od swoich kolegów i w okienku transferowym pomyślimy nad zakupem nowego obrońcy.

Na europejskich boiskach również już wszystko było jasne. Angielską Premiership po raz kolejny wygrał Manchester United, który o jedenaście punktów wyprzedził drugi w tabeli Liverpool. We Francji, Włoszech i Hiszpanii również bez zmian - mistrzowie (Lyon, Roma, Barcelona) obronili mistrzowskie tytuł i nadal pozostawali poza zasięgiem rywali. W Bundeslidze po trzech latach przerwy na fotel lidera wskoczył monachijski Bayern, natomiast w Polsce odrodziła się Wisła Kraków, która również na kolejny tytuł mistrz Polski musiała czekać trzy lata. Holenderską Eredevisie tym razem spokojnie wygrało PSV, zostawiając w tyle Feyenoord i Ajax Amsterdam. Rozgrywki Pucharu UEFA, w których miałem przyjemność brać udział, wygrał Arsenal, a w prestiżowym finale Ligi Mistrzów AS Roma okazała się minimalnie lepsza od Manchesteru United. Teraz przyszedł czas na upragnione wakacje... do zobaczenia!

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 29.04.2010

Liczba wyświetleń: 1059

Średnia ocen: 6.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu