Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Tworząc niezapomnianą historię (cz.6)

Ferie zimowe w Szkocji zostały w tym roku rozbite na dwie części i nie mogłem w pełni skupić się na dokonywaniu zakupów, gdyż już dziewięć dni po zwycięstwie nad Dunfermline musieliśmy rozegrać wyjazdowe spotkanie z Inverness. Pojedynek z przedostatnią drużyną ligowej tabeli był dla nas łatwą przechadzką. Spokojnie wygraliśmy 3:0 i mogliśmy znów odpoczywać. Tym razem do kolejnego meczu mieliśmy osiemnaście dni, więc po raz kolejny mogłem zagłębić się w poszukiwaniu nowych wzmocnień. Łowy w roku 2005 nie były obfite. Udało nam się tylko zakontraktować wzrastającą gwiazdę austriackiej piłki - Rolanda Linza i to by było na tyle jeśli chodzi o zimową karuzelę transferową.

Brak emocji związanych z okienkiem transferowym udało nam się zrekompensować wygraną z Falkirk. Przy okazji swoje mecze zremisowały drużyny z Glasgow i początek roku 2005 mogliśmy uznać za całkiem udany. Tydzień później w meczu w ramach Pucharu Szkocji zmierzyliśmy się na Easter Road Stadium z drugoligową ekipą Ayr. W tym spotkaniu postanowiłem desygnować do gry rezerwową jedenastkę i nie zawiodłem się. Spokojnie wygraliśmy 4:1 i miejsce w kolejnej rundzie tych prestiżowych rozgrywek było nasze. Nieco trudniej miało być cztery dni później, kiedy na Fir Park mieliśmy zmierzyć się z Motherwell. Faktycznie, gospodarze zawiesili poprzeczkę wysoko, lecz moi podopieczni spokojnie dali sobie radę i z tą przeszkodą, pewnie wygrywając 2:0. Zwycięstwo nad Motherwell dodało nam pewności siebie przed niezwykle ważnym pojedynkiem z Celticiem Glasgow. Na Easter Road Stadium kibice Hibernianu utworzyli zielono-białą mozaikę, lecz niestety, wygranej swoich ulubieńców się nie doczekali. Remis 2:2 oznaczał, że w czołówce nadal panował niebywały ścisk i wszystko wskazywało na to, iż o mistrzostwie Szkocji zadecydują ostatnie mecze. Tydzień czasu pozwolił nam zregenerować siły i w najlepszej dyspozycji wyjść na boisko ostatniej drużyny tabeli - Partick Thistle. W spotkaniu z czerwoną latarnią ligi dominowaliśmy przez całe 90. minut i spokojnie wygraliśmy 3:1, utrzymując dzięki czemu pozycję lidera.

Dużo większe emocje czekały nas cztery dni później, kiedy w Glasgow podjęliśmy Dunfermline. Mecz o finał Pucharu Ligi nie rozpoczął się po naszej myśli. Przez długi okres przegrywaliśmy, lecz fantastycznie dziesięć minut w naszym wykonaniu sprawiło, iż to my zmierzymy się w wielkim finale tych rozgrywek z Glasgow Rangers. Trzy bramki w odstępie mniej niż kwadransa wybiły z rytmu dobrze grających rywali i zapewniło nam awans do kolejnej, finałowej rundy. Nie był to jednak koniec pucharowych emocji. Kilka dni później zjawiliśmy się w Dundee, aby na Dens Park Stadium zmierzyć się z czwartą ekipą ekstraklasy w ramach Pucharu Szkocji. Mówiąc szczerze, bardzo obawiałem się tego spotkania, lecz jak się później okazało, całkowicie niepotrzebnie. Moi podopieczni absolutnie zdominowali rywali i z trudnego terenu wywieźliśmy łatwe 2:0 i awans do kolejnej rundy. Tam czekał już na nas Celtic, którego mieliśmy podjąć na wyjeździe. Nie było to moje wymarzone losowanie. Po emocjach pucharowych przyszedł czas na niezbyt ciekawy mecz z Kilmarnock. Na Easter Road Stadium wszyscy oczekiwali zwycięstwa, i mimo nieobecności Vassella (trzytygodniowa kontuzja), udało nam się zgarnąć trzy punkty bez najmniejszych problemów. Po raz kolejny świetnie zaprezentował się Marco Vorbeck, który udowodnił, że w przypadku nieobecności naszego najlepszego snajpera, on także może być użyteczną częścią drużyny. Niemiecki napastnik wraz z Demetrio Albertinim zapewnili nam kolejne niezwykle ważne trzy punkty w wyjazdowym meczu z Dundee United. Dobre wieści dotarły nas z Celtic Park, gdzie Old Firm Derby wygrali Rangersi i teraz nasza przewaga nad drugą drużyną tabeli wzrosła do trzech punktów.

Pojedynek z Celticem o prawo uczestnictwa w półfinale Pucharu Szkocji przerodził się w dwumecz. Pierwsze spotkanie na Celtic Park zakończyło się zasłużonym remisem, lecz w rewanżu na Easter Road Stadium zawiedliśmy na całej linii i kompletnie bezradni przegraliśmy 0:2. Porażka z The Bhoys bardzo bolała, gdyż nasi rywale z Glasgow po raz kolejny pokazali, iż mają na nas patent i w bezpośrednich pojedynkach zawsze okazywaliśmy się od nich gorsi. Finałowy mecz Pucharu Ligi miał sprawić, iż zapomnimy o rozczarowaniu i będziemy w stanie znów wrócić na zwycięskie tory. Mecz na Hampden Park zaczął się po myśli gospodarzy. Glasgow Rangers natychmiast przeszło do ataku, lecz podopieczni Alexa McLeisha grali bardzo nieskutecznie. Tuż przed przerwą uśmiechnęło się do nich szczęście i po strzale Barry'ego Fergusona wyszli na zasłużone prowadzenie. Poważna rozmowa w szatni poskutkowała. Na drugą połowę wyszliśmy całkowicie odmienieni i udało nam się przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Bramki Vassella i Kuffoura dały nam prowadzenie, a fatalne pomyłki Hughesa sprawiły, iż po meczu świętowaliśmy pierwszy od trzynastu lat triumf w Pucharze Ligi.

Świętowanie triumfu było chyba zbyt obfite w wyskokowe trunki, gdyż trzy dni później w Aberdeen zaprezentowaliśmy się katastrofalnie. Przez cały mecz poruszaliśmy się jak muchy w smole i po raz pierwszy w tym sezonie zanotowaliśmy przypadkową porażkę 0:1. Zapomnieć o przykrej wpadce pozwoliła nam przerwa reprezentacyjna. Tuż po niej na Easter Road czekał nas kolejny szlagier - w Edynburgu zjawili się Rangersi. Wypełniony po brzegi stadion poniósł nas i dzięki kapitalnej grze w ofensywie, udało nam się po raz kolejny ograć Glasgow Rangers, które bardzo chciało wziąć rewanż za przegrany finał Pucharu Ligi. Ostatni mecz sezonu przed podziałem tabeli na dwie grupy rozegraliśmy w Dundee, gdzie czekał nas niezwykle ciężki pojedynek z niewygodnym rywalem. Mecz z Dundee FC rozpoczęliśmy źle i już po dwóch minutach przegrywaliśmy. Na szczęście, szybko złapaliśmy dobry rytm i po ostatnim gwizdku sędziego mogliśmy radować się z pewnego i zasłużonego zwycięstwa 3:1. Teraz czekało nas pięć decydujących o mistrzostwie spotkań. Nasza sytuacja w lidze była bardzo dobra:

Sezon temu na Ibrox Park wygraliśmy i dzięki tym trzem punktom udało nam się przeskoczyć Celtów i zdobyć mistrzostwo Szkocji. W tej rundzie mecz z Glasgow Rangers otwierał zmagania grupy mistrzowskiej i bardzo chcieliśmy dobrze rozpocząć decydującą o mistrzostwie część sezonu. Dla gospodarzy był to mecz o wszystko - strata punktów niemalże przekreślałaby jakiekolwiek marzenia o tytule. Spotkanie rozpoczęło się od spokojnej gry obu drużyn. Żaden z zespołów nie chciał popełnić błędu, który już na początku meczu mógłby znacznie wpłynąć na jego dalszy przebieg. W pierwszej odsłonie meczu obie jedenastki miały swoje szanse, lecz szczęście było po naszej stronie i po golu Vassella w 45. minucie do szatni zeszliśmy minimalnie prowadząc. Tuż po zmianie stron wyrównał Mols i do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Remis na Ibrox Park był całkiem zadowalający, szczególnie, iż swój mecz zremisował Celtic. Sytuacja w czołówce tabeli nie uległa więc zmianie.

Tydzień później na Easter Road Stadium zawitała najniżej notowana drużyna grupy mistrzowskiej - Dunfermline i spokojne zwycięstwo było naszym obowiązkiem. Od początku spotkania prezentowaliśmy się bardzo dobrze i bramki dla The Hibs były tylko kwestią czasu. Worek z trafieniami otworzył Daniel Jensen, a dwa kolejne trafienia Emmanuela-Osei Kuffoura sprawiły, iż do końca meczu mogliśmy spokojnie kontrolować przebieg gry. W 82. minucie goście strzelili jeszcze bramkę kontaktową, lecz było to wszystko, na co było ich tego wieczora stać. Swoje mecze solidarnie wygrały także drużyny z Glasgow, więc różnice punktowe w czubie tabeli nadal były niezmienne. Kolejek do końca było jednak coraz mniej i nasza czteropunktowa przewaga wydawała się być naprawdę solidna.

W kolejnej serii spotkań na Easter Road Stadium zawitała ekipa Kilmarnock i po raz kolejny nasz cel był jasny - łatwa, szybka i przyjemna wygrana. Przy okazji nasze spojrzenia skierowane były na Ibrox Park, gdzie Rangersi podejmowali Celtów, a wygrana tych pierwszych przy naszym zwycięstwie oznaczała, iż na dwie kolejki przed końcem Hibernian mógłby świętować obronę tytułu mistrza Szkocji. Na stołecznym boisku od razu przeszliśmy do ofensywy i szybko zaaplikowaliśmy naszym rywalom kilka bramek. Mecz skończył się naszym przekonującym zwycięstwem 5:0, a kiedy dowiedzieliśmy się, że Glasgow Rangers po bramce wychowanka - Williego Boyle'a skromnie wygrało z The Bhoys, kibice zgromadzeni na Easter Road Stadium eksplodowali radością. Po raz drugi z rzędu byliśmy mistrzami Szkocji!

Jako świeżo koronowani mistrzostwie zjawiliśmy się na Celtic Park, żeby zagrać kolejny dobry mecz. Grając bez dodatkowej presji zaczęliśmy nieźle i nawet prowadziliśmy, lecz kiedy Celtowie zauważyli, że ich drugie miejsce w tabeli premiowane grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów jest zagrożone, ruszyli na nas ze zdwojoną siłą i po bramkach Larssona i Petty przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Na sam koniec rozgrywek zremisowaliśmy 1:1 na własnym boisku z Dundee FC i kolejny sezon w naszym wykonaniu można było uznać za zakończony.

Zgodnie z tradycją, po wyczerpującym sezonie przyszedł czas na podsumowanie naszych dokonań. Obrona tytułu mistrza Szkocji była zadaniem dużo trudniejszym niż jego zdobycie w zeszłym sezonie. Tym razem zarówno The Bhoys, jak i The Gers przez cały sezon prezentowały w miarę równą formę, lecz nam udało się wytrzymać to tempo i na samym finiszu okazaliśmy się minimalnie lepsi. Udało nam się zdobyć także Puchar Ligi i trochę szkoda, że znów musieliśmy w miarę szybko pożegnać się z Pucharem Szkocji, w którym mamy bardzo dużego pecha w losowaniach. Występ w Lidze Mistrzów zakończyliśmy bardzo szybko, zajmując ostatnie miejsce w grupie E. Mimo nienajlepszego wyniku, nie byłem zbytnio rozczarowany, gdyż nasza grupa była bardzo wyrównana i aby z niej awansować zabrakło nam odrobiny szczęścia. Sezon 2004/2005 był bardzo udany, lecz przed kolejnym miałem trochę zmartwień. Nadal mieliśmy problemy finansowe, a bez dodatkowych wzmocnień ciężko będzie nam znów walczyć z drużynami z Glasgow. Miałem nadzieję, że tym razem uda nam się nieco dalej zajść w Champions League i pieniądze z tych prestiżowych rozgrywek wpłyną na nasze konto. Po cichu liczyłem na to, iż nasi zarządcy również wspomogą klub finansowo, gdyż śmiem twierdzić, iż bez materialnego wsparcia, o kolejne mistrzostwa może być niezwykle trudno.

Trochę zmian nastąpiło w ligach Europy. W Anglii prymat Manchesterowi United odebrał Arsenal Londyn, a we Francji mistrzem została ekipa Nantes. W Hiszpanii i Włoszech znów triumfowały te same kluby - FC Barcelona oraz AS Roma. W Holandii tytuł obroniło PSV, a na najwyższe miejsce w tabeli Bundesligi powróciła Borussia Dortmund. W Polsce tytuł powrócił do warszawskiej Legii, która znów okazała się nie do pobicia przez resztę stawki. Liga Mistrzów była wewnętrzną rozgrywką klubów niemieckich. W wielkim finale FC Bayern okazał się minimalnie lepszy od Borusii Dortmund i zrewanżował się swoim rywalom za ligowe upokorzenie. Puchar UEFA zawędrował do Szkocji. W finale Celtic wygrał 3:0 z rewelacją rozgrywek - AIK-iem i zapewniło sobie triumf w całych rozgrywkach.

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 14.05.2010

Liczba wyświetleń: 1172

Średnia ocen: 6.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu