W sobotę, 22 maja, byliśmy świadkami wielkiego sukcesu Interu Mediolan, który pokonując 2-0 Bayern Monachium sięgnął po raz trzeci w swojej historii po Puchar Mistrzów. Bawarczycy pomimo sporej przewagi na boisku nie mogli sobie poradzić ze znakomicie ustawioną przez Jose Mourinho drużyną. Portugalczyk chciał tym zwycięstwem zakończyć pracę w Interze i dopiął swego. Jednak moim celem nie jest dzisiaj opisywanie kulisów meczu tylko w myśl przysłowia „do trzech razy sztuka”, spróbować odzwierciedlić rzeczywistość za pomocą Football Managera.
W zabawie w taktyka pomogły mi tym razem dwie rzeczy. Pierwszą z nich był artykuł w tygodniku „Piłka Nożna”, zaś drugą – taktyczna analiza na www.intermediolan.com . Nie ukrywam, że bardzo pomogło mi to w opracowaniu, mam nadzieję, dobrych taktyk, które pozwolą na odwzorowanie przebiegu spotkania z 22 maja.
Według tych dwóch źródeł, Inter wyszedł w ustawieniu 1-4-4-1, czyli innym od głównej koncepcji Mourinho, zwłaszcza, że Pandev i Eto’o mieli pełnić rolę skrzydłowych. Z kolei Bayern musiał radzić sobie bez Ribery’ego co spowodowało, że i Van Gaal musiał odejść od przyjętego na początku sezonu schematu 1-4-4-2 i przejść w bardziej konserwatywne 4-5-1 z Mullerem ustawionym jako łącznik między pomocą i atakiem. Ustawienia meczowe w Football Managerze wyglądają więc tak:
Mecz numer jeden.
Atmosfera na Santiago Bernabeu sięga zenitu, obydwie drużyny wychodzą z szatni, kibice śpiewają pieśni, błyskają flesze aparatów, za chwilę finał Ligi Mistrzów, który odbędzie się... trzy razy, dla pewności. Bukmacherzy stawiają na Inter, media przewidują zwycięstwo Interu. Bayern według nich ma niewielką szansę na sprawienie niespodzianki, jednak futbol to sport nieprzewidywalny. Przypominam, Niemcy mają zamykać Inter niczym w zamku hokejowym, zaś Włosi czyhają na szybkie i zabójcze kontrataki.
Pierwsze dwadzieścia minut spotkania numer jeden okazały się być kiepskie, zarówno jeśli chodzi o wynik jak i o grę. Okazało się, że Inter ma przewagę w posiadaniu piłki, co w ogóle nie powinno mieć miejsca... No ale może w następnej fazie spotkania będzie już lepiej. I tak rzeczywiście się stało. Bayern zaczął przyciskać Inter, który miał problemy z opuszczeniem strefy swojego pola karnego, jednak wynik wciąż brzmiał 0-0. Do przerwy nie zmieniło się nic, bezbramkowy remis powoli przepowiadał dogrywkę. O dziwo większość piłkarzy z obu drużyn ma oceny poniżej 6.0, co skłoniło mnie do użycia słownej perswazji (nie, nie agresji). W 63 minucie pierwsza zmiana – Klose za Altintopa. Pięć minut później zmiana w Interze, Stankovic za Chivu, co powoduje przejście z 4-4-1 na 4-2-3-1. Powinno być już 2-0 dla Włochów, a wciąż żadnej ze stron nie udało się strzelić gola. I... gol. Bez entuzjazmu, nie? Nie dość, że padł on w 88 minucie, to jeszcze nie strzelił Milito, lecz Muntari. Ech... Kiepski początek.
Co mówią statystyki?
Bayern miał lekką przewagę w posiadaniu piłki, częściej (i celniej) strzelał. Do tego dośrodkowania też lepiej wychodziły Bawarczykom, co poniekąd ma odzwierciedlenie w meczu, który miał miejsce w sobotę. Tylko ten wynik trochę mi przeszkadza... no ale mam jeszcze dwie próby, coś trzeba pokombinować.
Mecz numer dwa.
Kibice czekają już na kolejne starcie między Bayernem i Interem. Na trybunach zdaje się być więcej fanów z Niemiec, którzy na pewno będą chcieli zobaczyć bramki dla Bawarczyków, jednak po raz kolejny Inter powinien zwyciężyć, mam nadzieję, że obudzi się Milito. Bayern znowu ma zamykać Inter w obronie, zaś Włosi mają być jeszcze trochę bardziej cofnięci i oczywiście czyhać na kontry.
Bayern zgodnie z założeniami zabrał się do ataków już od pierwszej minuty. W pierwszych 10 minutach posiadanie piłki wynosiło 80 – 20 dla Niemców! Potem jednak zaczęło się wyrównywać, ale i tak cały czas przewagę miał Bayern, do tego w ich bramce dobrze spisywał się Butt. W 17 minucie... gol dla Interu! Niestety, jest to trafienie autorstwa Samuela Eto’o, który popisał się świetną główką z 5 metrów. Trzy minuty później nieuznany gol Olicia mógł dać remis Niemcom. Do przerwy wszystko wyglądało dość dobrze, Inter prowadził, Bayern przeważał. Jednak czy w drugiej odsłonie było tak samo? Po kwadransie drugiej połowy zanosiło się na utrzymanie wyniku. Zmiana Altintopa pozwoliła na przeniesienie gry całkowicie na lewe skrzydło, gdzie powinien hasać Robben. W 68 minucie za zziajanego Chivu wchodzi Stanković, zresztą tak samo było podczas sobotniego spotkania. Inter raz po raz nękał Butta strzałami z rzutów wolnych, jednak bezskutecznie. Wynik nie uległ zmianie, Mediolańczycy wygrali 1-0 po golu Eto’o.
Co mówią statystyki?
Najpierw tak, tak, tak, następnie nie, nie, nie. Mecz był całkowicie wyrównany. Posiadanie piłki? Prawie identyczne. Strzały? Nie mogło być inaczej – tyle samo. Jestem po prostu zdenerwowany. Nic a nic nie wychodzi tak, jak powinno. W dodatku drażni mnie gra Milito, który jest cieniem samego siebie. Może po prostu miał w sobotę dzień konia?
Mecz numer trzy.
Nie liczę na dużo, może ewentualnie będzie 2-0 dla Interu, nic poza tym. Fani też mają powoli dosyć, w końcu to już trzecie z rzędu starcie między tymi ekipami. Głośne ziewanie przerywa wyjście obu drużyn po raz ostatni na płytę Santiago Bernabeu. Spiker napędzany Tigerem też już powoli zasypia, ale jest w stanie wydukać składy obydwu zespołów. Tym razem Bayern wychodzi ofensywnie, nie ma już zamiaru tylko kontrolować spotkania. Inter stale czeka na okazję do kontry.
Nie dziwie się, że Butt został powołany do kadry Niemiec, broni znakomicie. Milito zaczął grać lepiej po przestawieniu z Kompletnego napastnika na Odgrywającego, chciałoby się rzec nareszcie. Czyżby wszystko było okej? Bayern ma przewagę w posiadaniu piłki, tylko bramek dla Interu brakuje i już byłby cud, miód i malina. Aaa! Demichelis pajacu! Co kosisz Milito? Uff.. Diego żyje. Na całe szczęście, tak głośno odetchnąłem z ulgą, że chyba cała Polska to usłyszała. Do przerwy 0-0. Niech to, wszystko ładnie, pięknie, a bramki gdzieś daleko. O, Pandev złapał kontuzję. E tam.. i tak miał zejść. Co za nudna druga połowa. Dogrywka, 0-0, wychodzę. Coo? Sneijder wbija gwóźdź do trumny Bayernu w 93 minucie. Tak ekscytujące że usiadłem. Ale wróć! Ja już siedziałem. Nuudy.
Co mówią statystyki?
Krzyczą, wołają, drą się: „Michał! Zawaliłeś sprawę!”. Tak, wiem. Cóż, niewielka przewaga w posiadaniu piłki dla Bayernu, nieznacznie większa celność podań i trochę więcej strzałów na bramkę. Poddaję się, koniec. Jak nie sprawdziło się przysłowie „Do trzynastu razy sztuka (mecz w pierwszym tekście, dziewięć w drugim i trzy teraz)” to nie mam tu czego szukać.
Wnioski?
Mourinho ze mnie żaden, przynajmniej FM-owy. Zrzucę też winę na to, że mecz finałowy był tak nudny, że nie za bardzo go śledziłem. Dobrze, przyznaję się bez bicia. Koniec z tymi eksperymentami, jestem zawiedziony całą sytuacją. Zabiorę się za coś, co przynajmniej mi wychodzi. Dziękuję, dobranoc.