Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Tworząc niezapomnianą historię (cz.7)

Sezon 2005/2006 powitał nas zaskakującą informacją z UEFA. Okazało się, że dobre występy szkockich drużyn sprawiły, iż awansowaliśmy w rankingu i w tym sezonie Szkocję w Lidze Mistrzów będą reprezentowały aż trzy drużyny. W rankingu UEFA znajdowaliśmy się na bardzo wysokim, piątym miejscu. Przed nami były tylko ligi: niemiecka, angielska, włoska i hiszpańska.

Wraz z nastaniem nowego okienka transferowego w Edynburgu doszło do pewnych roszad. Na Easter Road zameldowali się dwaj napastnicy: Roland Linz oraz Scott Bannerman. Obaj panowie zasilili nasze szeregi na zasadzie wolnego transferu. W drugą stronę powędrowali: Saliou Lassissi (bardzo chciał odejść do mocniejszego klubu... i wybrał Motherwell), Grant Brebner (skończył mu się kontakt) oraz Mark Dempsie, który za 650.000 funtów został sprzedany do Dundee. Na prawdziwy hit transferowy kibice The Hibs musieli czekać do 12. lipca. Wtedy na konferencji prasowej oficjalnie zaprezentowaliśmy swój najbardziej spektakularny zakup. Roczny kontrakt z mistrzem Szkocji podpisał sam wielki Zinedine Zidane i mimo 33 lat, miał stać się z miejsca najbardziej niebezpiecznym graczem Hibernianu. Dzień później z Manchesteru United do końca sezonu udało nam się wypożyczyć Darrena Fletchera i siła środkowej formacji prowadzonej przeze mnie drużyny była powalająca. Kolejnym naszym transferem był zakup Etiopczyka - Abaya Getahuna Yordanosa, którego wykupiliśmy z Monterrey za 275.000 funtów. Ten nieco egzotyczny zawodnik był niezwykle uzdolnionym młodzianem i wróżyłem mu świetlaną przyszłość w ataku Hibernianu. Na sam koniec transferowej zawieruchy udało nam się do końca sezonu wypożyczyć młodą gwiazdę angielskiej defensywy - Antona Ferdianda i mogłem nieśmiało stwierdzić, że nasz skład był o wiele silniejszy od tego z zeszłego sezonu. Trzy przedsezonowe mecze towarzyskie miały pomóc naszym nowym nabytkom zgrać się z zespołem. Nie kombinowałem zbyt długo i znów postawiłem na dość łatwych sparingpartnerów. Zgodnie z przewidywaniami, trzy sparingi zakończyły się naszymi końcowymi zwycięstwami i spokojnie mogliśmy czekać na pierwszy mecz nowego sezonu.

Inauguracja sezonu 2005/2006 była niezwykle okazała pod względem piłkarskim. Na Celtic Park spotkały się ekipy mistrza i wicemistrza Szkocji, więc już kilka godzin przed meczem napięcie towarzyszące temu pojedynkowi było wyczuwalne w całym Glasgow. Oba zespoły chciały dobrze rozpocząć kolejną batalię o mistrzostwo, a nic nie mogło zasmakować lepiej niż triumf nad odwiecznym rywalem. Kibice przez całe 90. minut mogli cieszyć się z widowiska na najwyższym światowym poziomie, a na cztery minuty przed końcem meczu, Celtic Park eksplodował radością. Nowy nabytek The Bhoys - Fredrik Ljungberg strzelił bramkę w swoim debiucie i zapewnił gospodarzom prestiżowe zwycięstwo. Moi podopieczni zagrali świetne spotkanie i na pewno nie zamierzałem załamywać rąk po porażce na inaugurację sezonu. Szansę na rehabilitację mieliśmy już tydzień później przed własną publicznością i w pełni daliśmy radę. Kolejny słaby mecz przytrafił nam się tydzień później, kiedy na Rugby Park niespodziewanie ulegliśmy Kilmarnockowi i można było nieśmiało stwierdzić, że na początku sezonu zostaliśmy nieco w blokach. Pojedynek z Dundee United na Easter Park znów należał do tych bardziej udanych i spokojnie wygraliśmy 3:1. Przed kolejnym ligowym pojedynkiem z Inverness rozlosowano grupy Ligi Mistrzów. Los znów nie był dla nas zbyt łaskawy i przydzielił nas do grupy H wraz: z mistrzem Niemiec - Borussią Dortmund, czwartą drużyną ligi hiszpańskiej - Betisem oraz Spartą Pragą, z którą zapewnie przyjdzie nam rywalizować o trzecie miejsce premiujące grą w Pucharze UEFA. Po emocjach związanych z losowaniem fazy grupowej Ligi Mistrzów przyszedł mecz z Inverness, który spokojnie wygraliśmy 2:1 i ze spokojnym sumieniem mogliśmy przygotowywać się do wyjazdowego meczu z Glasgow Rangers, które czekało nas po przerwie reprezentacyjnej.

Czternastodniowa przerwa pozwoliła nam zregenerować siły i za wszelką cenę na Ibrox chcieliśmy zdobyć komplet punktów. Spotkanie w Glasgow rozpoczęliśmy kapitalnie. W 3. minucie meczu do siatki trafił Zinedine Zidane i szybko cieszyliśmy się z objęcia prowadzenia. Przez większą część spotkania prowadziliśmy grę i wydawało się, że prestiżowe zwycięstwo stanie się faktem. Niestety, przespaliśmy końcówkę pojedynku i musieliśmy zadowolić się zaledwie jednym oczkiem. Podział punktów na Ibrox nie był dla mnie zadowalający, lecz punkt wywalczony na Westfallen Stadion z Borussią Dortmund już tak. Wyjazdowe spotkanie w ramach Ligi Mistrzów zagraliśmy bardzo uważnie w obronie i z niezwykle trudnego terenu udało nam się wywieźć bezbramkowy remis. W kolejnym spotkaniu ligowym znów rozczarowaliśmy. Tym razem na Easter Road Stadium podjęliśmy przeciętne Falkirk i mimo absolutnej dominacji przez cały czas gry, udało nam się zaledwie zremisować. Limit ligowych wpadek na początku sezonu został już wyczerpany i od teraz musieliśmy już być w stu procentach skupieni w każdym kolejnym meczu. Nie najlepsze wyniki w lidze nadrabialiśmy świetną grą w Champions League. Tym razem na Easter Road Stadium przywitaliśmy ekipę Sparty Praga i po świetnym meczu wygraliśmy 1:0. Wysoką formę potwierdziliśmy w kolejnym ligowym spotkaniu, gdzie na Fir Park zmietliśmy 4:0 Motherwell, notując pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Kiedy sędzia Tiberiu Lajos gwizdnął po raz pierwszy w meczu Hibernian-Betis nikt nie spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. W 3. minucie objęliśmy prowadzenie za sprawą genialnego uderzenia Demetrio Albertiniego, a potem dopełniliśmy dzieła zniszczenia i rozgromiliśmy naszych rywali 5:1! Po triumfie w Lidze Mistrzów przyszedł czas na pojedynek z Dundee FC, który również był dla nas spacerkiem. Na Easter Road Stadium wygraliśmy 3:0 i kontynuowaliśmy imponującą serię zwycięstw. Trzy dni później taki sam wynik powtórzyliśmy w meczu 3. rundy Pucharu Szkocji z Aberdeen i bez najmniejszych problemów awansowaliśmy do ćwierćfinału, gdzie przyjdzie nam się zmierzyć... na wyjeździe z Celticiem.

Przerwa reprezentacyjna nie wybiła moich podopiecznych z rytmu i po dziesięciu dniach odpoczynku na East End Park daliśmy gospodarzom - ekipie Dunfermline - prawdziwą lekcję futbolu. Kolejna wygrana pokazała, iż kiepski początek sezonu był tylko wypadkiem przy pracy. Wypad na stadion Manuela Ruiza de Lopera w Sewilli miał być dla nas niezwykle wymagający. Po sensacyjnym triumfie nad Betisem na Easter Road Stadium gospodarze głośno zapowiadali rewanż, lecz sztuka ta udawała im się jedynie przez pierwszych kilka minut. Już w 38. sekundzie meczu wynik otworzył Victor, lecz dla nas były to tylko złe dobrego początki. W 8. minucie Yordanos wyrównał stan meczu i otworzył worek z bramkami. Następnie trafiali: Marlet, Albertini, Jensen, a gospodarzy dobił celnym strzałem Emmanuel-Osei Kuffour. To był nokaut! Powrót do Edynburga przebiegał w niesamowicie dobrym nastroju, lecz na świętowanie nie było czasu, gdyż już trzy dni później musieliśmy zmierzyć się na Easter Road Stadium z Kilmarnock. Zgodnie z przewidywaniami roznieśliśmy w pył naszych rywali i zrobiliśmy sobie świetne przetarcie przed meczem z Borussią Dortmund, w którym mogliśmy zapewnić sobie awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Pojedynek z ubiegłorocznym finalistą tychże rozgrywek był niezwykle dramatyczny, lecz niestety dla nas, zabrakło w nim happy-endu. Ostatecznie przegraliśmy 2:3, lecz układ ostatnich spotkań (bezpośredni mecz Betisu z Dortmundem) sprawił, iż bez względu na nasz pojedynek ze Spartą Praga, awans do kolejnej rundy mieliśmy w kieszeni. Porażka z Borussią nie wybiła nas ze świetnego rytmu, którego trzymaliśmy się w lidze. Tym razem na naszej drodze stanęło Aberdeen, które zostało zmiecione z powierzchni ziemi. Wynik? 4:0 dla Hibernianu. Tydzień później na wypełnionym po brzegi Easter Road Stadium podjęliśmy Celtic Glasgow i nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza niż rewanżu za porażkę na inaugurację sezonu. Udało się. Zagraliśmy kapitalne spotkanie, które całkowicie zasłużenie wygraliśmy 3:1. Trzy dni później w Pradze rezerwowym składem zremisowaliśmy 1:1 ze Spartą, dzięki czemu udało nam się zachować pierwsze miejsce w tabeli grupy H. Awans do kolejnej rundy rozgrywkowej zagwarantował nam kolejny zastrzyk gotówki, a także dodatkowe emocje. W grupie C drugiej fazy Champions League przyjdzie nam się zmierzyć z: Bayernem Monachium, AS Romą i Galatasaray Stambuł.

Emocje związane z Ligą Mistrzów musieliśmy odstawić jednak na bok, gdyż już trzy dni po remisie w Pradze zjawiliśmy się w Dundee, aby z miejscowym United powalczyć o kolejne bardzo ważne punkty. Tym razem nie było tak łatwo jak w poprzednich pojedynkach, lecz dzięki świetnej formie Daniela Jensena (już 15 bramek w sezonie!), udało nam się skromnie wygrać spotkanie i umocnić się w czubie tabeli. Imponującą serię siedmiu kolejnych zwycięstw w lidze kontynuowaliśmy w Inverness, gdzie mimo niezbyt udanego meczu, udało nam się zgarnąć komplet punktów i do pozycji lidera brakowało nam już naprawdę niewiele. Prawdziwe emocje czekały nas cztery dni później, kiedy na Easter Road Stadium zameldowała się drużyna, która w ostatnich latach absolutnie zdominowała włoską Serie A, a także odnosiła znaczne sukcesy w Europie - AS Roma. Wypełniony po brzegi stadion poniósł moich podopiecznych do walki i po fantastycznym boju udało nam się zremisować 1:1, co było dla mnie bardzo wielkim sukcesem. Kolejny remis był już dla mnie sporym rozczarowaniem. Na Easter Road Stadium mieliśmy spokojnie ograć Motherwell, tymczasem goście wraz z wydatną pomocą sędziów wyrwali nam jeden punkt, który w końcowym rozliczeniu może kosztować nas bardzo dużo. Po niezbyt udanym meczu przyszła do nas bardzo dobra wiadomość z Londynu. West Ham United przystał na naszą ofertę, dzięki której za 1.400.000 funtów do naszej drużyny już na zasadzie transferu definitywnego dołączył znakomicie spisujący się Anton Ferdinand.

Cztery dni po pechowym remisie z Motherwell przyszło kolejne rozczarowanie. Na Celtic Park gospodarze po raz kolejny pokazali, iż na własnym terenie są nie do ruszenia i po porażce 0:1 z wielkim hukiem wylecieliśmy z Pucharu Ligi. Podrażnieni kiepskimi rezultatami chcieliśmy za wszelką cenę wygrać z Glasgow Rangers i awansować na pozycję lidera. Nie było łatwo, lecz na całe szczęście, udało się. Bramka Yordanosa dała nam upragnione zwycięstwo i od tego czasu mogliśmy przestać oglądać się na naszych rywali, gdyż wszystko zależało już od nas samych. Zwycięstwo nad Rangersami absolutnie nas natchnęło. Trzy dni później wyjazdowe spotkanie z Galatasaray zaczęliśmy bardzo źle, lecz mimo dwubramkowej straty, udało nam się odbić od dna i zakończyć mecz przekonującą wygraną 6:2! Kolejny pokaz kosmicznego futbolu z naszej strony zademonstrowaliśmy trzy dni później, kiedy 5:1 na wyjeździe pokonaliśmy Dundee, a gdy ograliśmy 3:1 St.Mirren pojawiło się wiele głosów, iż ta drużyna jest w stanie zwojować wiele w Europie. Kolejne dwie bramki zaaplikował Abay Getahun Yordanos, który mimo swojego młodego wieku, stał się prawdziwą gwiazdą całej ligi szkockiej. Po dwóch fantastycznych spotkaniach przyszedł czas na jeden mecz zadyszki (u siebie z Dunfermline), który i tak na szczęście, zakończył się naszym skromnym zwycięstwem 1:0. Po zaledwie dwóch dniach przerwy po raz kolejny musieliśmy zmierzyć się w ligowym pojedynku. Tym razem na Easter Road Stadium przywitaliśmy ekipę St.Mirren i po dziewięćdziesięciu minutach hucznej zabawy odprawiliśmy gości z bagażem dwóch bramek. Trzy ostatnie mecze w roku 2005 rozegraliśmy na wyjeździe. Najpierw na Rugby Park wygraliśmy spokojnie 4:0 z Kilmarnock, a klasycznym hat-trickiem popisał się genialny Yordanos. Następnie 2:1 wygraliśmy na Brockville Park w Falkirk i końcówka roku w naszym wykonaniu była absolutnie zabójcza. Dobrą formę potwierdziliśmy w skromnie wygranej potyczce z Aberdeen i mieliśmy teraz ponad trzy tygodnie wolnego, aby spokojnie przygotować się do wyjazdowego pojedynku z wiceliderem ligowej tabeli.

Po 24. kolejkach zajmowaliśmy pierwsze miejsce i byliśmy na świetnej drodze, aby obronić tytuł, który zdobyliśmy przed rokiem. Za nami czaił się naszpikowany gwiazdami Celtic, a reszta tabeli była już daleko w tyle. Śmiem twierdzić, że gdyby nie głupio stracone punkty na początku sezonu, teraz bylibyśmy już lata świetlne przed naszymi rywalami, lecz nie ma co gdybać. Przed nami jeszcze mnóstwo ciężkiej pracy.

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 07.06.2010

Liczba wyświetleń: 1210

Średnia ocen: 6.00



Komentarze
Chod
Zizou, Zizou, Zizou!:D
8 czerwca 2010 16:35


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu