Zgodnie z tradycją kolejny dzień Mistrzostw Świata, to analiza kolejnej grupy naszych wirtualnych mistrzostw. Tym razem na widelec weźmiemy grupę, która zdażyła już zainaugurować swoje zmagania. Mecz Anglików ze Stanami Zjednoczonymi dla wielu miał odpowiedzieć pytanie, która z drużyn zdoła awansować z pierwszej lokaty. Ekipa Fabio Capello to murowany faworyt konfrontacji w obrębie grupy C, ale casus Francji pokazał, że drużyny skazane na sukces muszą udowodnić na boisku swoją wyższość. W każdym bądź razie muszą wystrzegać się kuriozalnych błędów. Między innymi takiego, jakim popisał się reprezentacyjny bramkarz - Robert Green. Taki a nie inny wynik starcia faworytów otwiera drogę kolejnym ekipom, które mogą skrzętnie wykorzystać potknięcie bardziej utytułowanych przeciwników. Grupę C dopełnia reprezentacja najmniejszego kraju uczestniczącego w tegorocznych Mistrzostwach. Słowenia ma już na swoim koncie występ w fazie grupowej Mistrzostw Świata w 2002 roku, a dwa lata wcześniej ekipa ze Zlatko Zahoviciem w składzie była bliska awansu do ćwierćfinału Mistrzostw Europy. „Mały kraj z wielkim sercem do walki" - w takim świetle stawiają się sami Słoweńcy. Całość zamyka reprezentacja Algierii i to jej poświęcimy nieco więcej uwagi. Tak samo jak w dniu wczorajszym nie popisał się Robert Green, tak samo niezbyt popisał się twórca save'a, w oparciu o którego relacjonujemy przebieg naszego wirtualnego Mundialu. Autor bowiem postanowił urozmaicić grupę, wprowadzając do niej... reprezentację Chile. Niestety, wszelkie narzędzia do edycji Football Managera umożliwiają zamianę zespołów wyłącznie w fazie tworzenia bazy danych. My, operując na gotowej bazie, zostaliśmy pozbawieni możliwości zamiany zespołów i siłą rzeczy jesteśmy skazani na obecność w grupie C reprezentacji Chile. Mam tylko nadzieję, że ten mały chochlik nie odciśnie swojego piętna w dalszej fazie naszych Mistrzostw.
Znamy już nieco „zmodyfikowaną" listę krajów tworzących grupę C. Pora zatem poznać przemyślenia dotyczące rywalizacji w obrębie tej grupy i to w jej rzeczywistej formie, a więc z reprezentacją Algierii w składzie. Fabio Capello - selekcjoner Anglii już na samym początku zaznacza, że w grupie C znajdują się rywale, których nie wolno zlekceważyć. Stany Zjednoczone to dobry zespół, podobnie jak Algieria i Słowenia. Włoski menedżer podkreśla, że każdy przeciwnik w Mistrzostwach Świata jest wymagający. Do tego dochodzą kwestie związane z aklimatyzacją, które również mogą mieć wpływ na osiągane rezultaty. Capello zauważa, że dwa ostatnie mecze będą rozgrywane w miejscowościach położonych nad oceanem, zaś mecz otwarcia grupy będzie rozgrywany wewnątrz kontynentu i będzie zasadniczo różnił się od pozostałych spotkań. Oceniając przeciwników, Capello wspomina, że ostatnio wygrywali potyczki z USA i Słowenią, ale jednocześnie zaznacza, że są to drużyny preferujące rozgrywanie piłki wieloma podaniami. To będą odpowiedni przeciwnicy dla prowadzonej przez niego reprezentacji - spekuluje. Trzeci przeciwnik również wydaje się być solidny, jednak Capello podkreśla, że musi jeszcze poświęcić nieco czasu na rozpracowanie drużyny z Afryki. Szkoleniowiec Anglii na sam koniec swej wypowiedzi zaznacza, że presja i mentalność zawodników grających w Mistrzostwach Świata jest zupełnie inna. Na pytanie czy Anglicy zwyciężą w tym turnieju odpowiada prosto - „musimy!". Szyki Anglikom zdążył już pokrzyżować Bob Bradley, szkoleniowiec USA. Amerykanin przewidywał, że mecz otwarcia będzie ekscytującym przeżyciem zarówno dla fanów reprezentacji, jak i dla zawodników. Selekcjoner USA zdawał sobie sprawę z przewagi rywala, ale też wskazuje własną reprezentację jako drugiego kandydata do awansu z tej grupy. Jednocześnie podkreśla, że nie wolno im zlekceważyć pozostałych drużyn, gdyż obydwie w drodze na Mistrzostwa Świata pokonały wymagających rywali. Algieria odniosła historyczne zwycięstwo nad Sudanem, a Słowenia wyeliminowała w fazie play-off Rosję. Pomimo tych okoliczności Bradley wierzy, że jego zespół stać na awans do 1/16. Udział prowadzonej przez niego reprezentacji w zeszłorocznym Pucharze Konfederacji, pozwolił jego ekipie na jeszcze szybszą aklimatyzację. Rabah Saadane trener Algierii wskazuje grupę jako bardzo wyrównaną, choć dodaje, że walka o dwa pierwsze miejsca może rozstrzygnąć się pomiędzy Anglią i USA. Pierwszej ze wspomnianych reprezentacji wróży w tym turnieju całkiem sporo, szacując ich szanse nawet na końcowe zwycięstwo. Mają doskonałych zawodników, dużo indywidualności, które mogą zadecydować o losach niejednego spotkania. Do tego mają jeszcze Fabio Capello, którego selekcjoner Algierii darzy ogromnym szacunkiem. Obecność włoskiej myśli szkoleniowej, skoncentrowanej na gruntownym przygotowaniu taktycznym, zaowocowała już w fazie eliminacyjnej. Oceniając swoją reprezentacje wskazuje, że już sama obecność jego drużyny na Mistrzostwach Świata jest spełnieniem jego najskrytszych marzeń. Ostatni z architektów widowiska - Matjaz Kek, selekcjoner Słowenii - zapowiada, że jego zawodnicy pokażą się z jak najlepszej strony. Swój kraj przedstawia jako niewielki skrawek lądu z ogromną motywacją i sercem do walki. Dodaje, że jego reprezentacja nie ma nic do stracenia. Spekuluje, że może nawet dojść do sytuacji, w której przegrają wszystkie trzy mecze. Selekcjoner ma tylko nadzieje, że jego podopieczni w czekających ich spotkaniach pokażą się z dobrej strony. Warto dodać, że piłkarze Matjaza Keka stanowią reprezentację najmniejszego kraju uczestniczącego w Mistrzostwach Świata. Jednak selekcjoner podkreśla, że wszyscy piłkarze zdają sobie sprawę z tego, z czym przyjdzie im się zmierzyć i jak dużo pracy muszą wykonać, aby wyjść zwycięsko z czekających ich potyczek. Siła reprezentacji bierze się z doświadczenia zebranego podczas kwalifikacji do turnieju oraz z pewności siebie, jaka zrodziła się po wyeliminowaniu w fazie play-off reprezentacji Rosji. Kek podkreśla, że jego zawodnicy zawsze wierzą w swoje umiejętności i są doskonale przygotowani do rywalizacji.
Czas więc poznać składy wszystkich reprezentacji. Zgodnie z wypracowaną formułą z jednej strony znajdziecie składy, którymi wspomniani menedżerowie będą operowali w rzeczywistości oraz w wirtualnym świecie. Ze względu na obecność reprezentacji Chile, to jej skład zostanie tutaj przedstawiony. Natomiast skład drużyny Algierii zostanie uwzględniony w analizie grupy H.
1. Kolejka
Na otwarcie grupy reprezentacja Anglii miała się zmierzyć ze znacznie słabszą Słowenią. Wirtualny Fabio Capello ustawił swój zespół zgodnie z panującymi w Europie trendami, czyli w formacji 4-3-3 z quasi napastnikami na bokach pomocy. Miejsce na szpicy ataku zajął ten, po którym cały piłkarski świat obiecuje sobie najwięcej - Wayne Rooney. Za jego plecami znalazło się miejsce dla Stevena Gerrarda, który ma za zadanie dogrywać decydujące podania. Parę środkowych pomocników utworzyli Michael Carrick i Fank Lampard. W rolę fałszywych napastników operujących przy linii bocznej wcielili się Theo Walcott oraz James Millner. Wczorajsze wybryki golkipera Synów Albionu najwyraźniej zmusiły wirtualnego szkoleniowca do radykalnych posunięć, gdyż pomiędzy słupkami stanął... Manuel Almunia, który przed Mistrzostwami Świata przyjął angielskie obywatelstwo. Jednak, co ciekawe, w meczu otwarcia nabawił się drobnego urazu, wobec czego na końcowe minuty został wprowadzony - o zgrozo! - Robert Green. Tym razem zawodnik West Hamu spisał się jednak przyzwoicie. Przeciwnik postawił na zagęszczenie środka pola i - wzorem Korei Południowej - zbudował pięcioosobowy mur, który miał za zadanie odgradzać Rooneya i spółkę od podań z drugiej linii. Założenie było bardzo dobre, choć ponownie o losach rywalizacji zadecydowało otwarcie bocznych sektorów boiska. Potwierdziła się reguła, w myśl której trzyosobowy blok defensywny nie stanowi dostatecznego zabezpieczenia przeciwko zespołom stawiającym na szeroko ustawionych, ofensywnych pomocników. To właśnie po akcji w bocznych sektorach boiska padło decydujące trafienie autorstwa Theo Walcotta. Reprezentacja Anglii była stroną ewidentnie dominującą w tym spotkaniu, co z resztą potwierdzają statystyki. W sumie na bramkę Samira Handanovica poszybowało sześć celnych uderzeń, a raz słoweńskiego golkipera uratował słupek. Jego rodacy w poczynaniach ofensywnych ograniczali się tylko i wyłącznie do szybkich kontrataków i w ten sposób wypracowali sobie jedną stuprocentową okazję, po której właśnie drobnego urazu nabawił się bramkarz londyńskiego Arsenalu.
Drugie spotkanie przyniosło znacznie więcej emocji. O ich odpowiednią dawkę postarał się selekcjoner reprezentacji Chile, który zdecydował się na klasyczne ustawienie 3-4-3 z trzema środkowymi napastnikami. Trio Humberto Suazo, Alexis Sanchez i Hector Mancilla siało spore spustoszenie w szeregach amerykańskiej defensywy. Zawodnicy z Ameryki Północnej wierzyli w stare, sprawdzone 4-4-2 z szybkim jak błyskawica Jozym Altidorem wspieranym przez dotrzymującego mu kroku - Eddiego Johnsona. Prawdziwy pokaz strzelecki rozpoczął się w 15. minucie, kiedy to Mauricio Isla zagrał prostopadłą piłkę do wbiegającego w pole karne Alexisa Sancheza. Od tego momentu goście ze Stanów Zjednoczonych rozpoczęli mozolne konstruowanie ataku pozycyjnego. Ich akcje nabierały tempa wraz z przerzuceniem ciężaru gry pod linie końcowe, gdzie nieco więcej wolnej przestrzeni miał Clint Depmsey albo też Landon Donovan. Jednobramkowe prowadzenie ekipy Chile utrzymywało się aż do 35. minuty. Wtedy też Amerykanie pogubili się po raz kolejny, pozostawiając na krótkim słupku niekrytego Humberto Suazo, który atomowym uderzeniem podwyższył prowadzenie. Odpowiedź zawodników USA przyszła pod koniec pierwszej połowy, wraz ze stałym fragmentem gry. W zamieszaniu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwięcej zimnej krwi zachował środkowy pomocnik Borussi Monchenglandbach - Michael Bradley. Dziesięciominutowa przerwa nie uśpiła determinacji chilijskich zawodników, którzy w swojej pierwszej akcji po zmianie stron w błyskawicznym tempie znaleźli się pod bramką Tima Howarda. Piłka po długim wyrzucie z autu, przedłużona przez niefortunną interwencję Jimmiego Conrada, pozwoliła prawemu obrońcy Chile stanąć oko w oko z golkiperem Evertonu i podwyższyć stan rywalizacji na 3:1. Amerykanie jeszcze raz zamknęli przeciwnika na jego połowie, co w konsekwencji doprowadziło do zmniejszenia strat. Uważna gra w obronie chilijskiej ekipy pozwoliła jednak dowieźć satysfakcjonujący rezultat do końcowego gwizdka.
Anglia - Słowenia 1:0
[T. Walcott 51']
USA - Chile 2:3
[M. Bradley 42', J. Altidore 62' | A. Sanchez 15', H. Suzao 38', G. Mendel 49']
2.Kolejka
Dwie ekipy, które w poprzedniej kolejce zasmakowały goryczy porażki, teraz stanęły przed szansą na odbicie się od dna. Selekcjonerzy swych reprezentacji ograniczyli się tylko i wyłącznie do niewielkich roszad personalnych, wierząc, że wypracowane przez nich ustawienia powiodą ich do końcowego sukcesu. Przez pierwsze 45 minut na stadionie w Polokwane obydwie ekipy prezentowały prawdziwy festiwal nieskuteczności. Amerykanie - zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami - spokojnie organizowali ataki pozycyjne, ale ani Jozy Altidore, ani też Eddie Johnson nie potrafili wykorzystać stworzonych przez kolegów okazji. Mecz nabrał rumieńców dopiero w drugiej połowie i to za sprawą środkowego pomocnika USA - Jermaine Jonesa, który po bezmyślnym faulu w środkowej strefie boiska obejrzał drugą żółtą kartkę. Ten incydent musiał odmienić losy spotkania. Ekipa Słowenii zabrała się do żwawszych akcji, wyraźnie przewyższając rywali w posiadaniu piłki i odnotowując w swojej rubryce statystyk kolejne strzały. Po jednym z nich Tim Howard musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Ekipa Stanów Zjednoczonych, pomimo braku jednego zawodnika, podejmowała próby prowadzenia gry, ale to zemściło się w postaci szybkiego kontrataku zakończonego celnym trafieniem Zlatko Dedica. Przy stanie 2:0 Bob Bradley postawił wszystko na jedną kartę i ustawił swój zespół w ustawieniu 3-5-2, co pozwoliło odrobić część strat. Zbytnie zaangażowanie zawodników USA w akcje ofensywne zemściło się w doliczonym czasie gry, kiedy to jeszcze jeden kontratak wykorzystał Robert Koren, ustalając wynik spotkania na 3:1.
Zwycięskie ustawienie Anglików z meczu ze Słowacją miało raz jeszcze zdać egzamin, tym razem jednak z bardziej wymagającym przeciwnikiem. Reprezentacja Chile również postawiła na sprawdzoną formację, która dała drużynie wysokie zwycięstwo w meczu z USA. Mecz zapowiadał się na bardzo wyrównany i rzeczywiście tak było. Żadna z drużyn nie odstawiała nogi, a zagęszczenie środka boiska przez obydwie ekipy powodowało dodatkowe spięcia na granicy faulu. Wirtualny Capello, poszukując nieco wolnej przestrzeni, z czasem zaczął skłaniać się ku akcjom budowanym w oparciu o szeroko ustawionych pomocników, ale ich poczynania sprawnie neutralizowali skrajni pomocnicy Chile. Anglia została pozbawiona swego najważniejszego atutu - rajdów bocznymi sektorami boiska, bowiem zarówno Ashley Cole jak i Glen Johnson skupieni byli na neutralizacji napastników z Ameryki Południowej. W obliczu totalnej bezsilności Anglicy zaczęli się imać strzałów z dystansu, ale te dość sprawnie wyłapywał Claudio Bravo. Decydująca w kontekście losów rywalizacji okazała się 42. minuta, kiedy to fenomenalnym uderzeniem z 30. metrów popisał się Arturo Vidal. To wydarzenie zdecydowanie ustawiło dalszy przebieg meczu. Po zmianie stron Chilijczycy mogli cofnąć się do defensywy i spokojnie czyhać na okazje do wyprowadzenia szybkiego kontrataku. Anglicy natomiast szaleli ze wściekłości, raz po raz szturmując bramkę golkipera reprezentacji Chile. Ten jednak zachowywał pełną koncentrację, dzięki czemu zachował czyste konto, a w odpowiedzi na kilka fenomenalnych interwencji został uznany zawodnikiem meczu. Zaskakująco słabo wypadli główni gwiazdorzy Albionu. Wayne Rooney oddał tylko dwa niecelne strzały, a Steven Gerard tylko raz zmusił Claudio Bravo do interwencji. Znacznie lepiej wypadł Frank Lampard, który w końcówce spotkania przy każdej okazji próbował strzałów z dystansu. W sumie oddał ich aż siedem, a cztery z nich zmierzały w światło bramki, zmuszając bramkarza Chile do karkołomnych interwencji.
Słowenia - USA 3:1
[Z. Dedic 72', 75', R. Koren 90+2' | J. Altidore 89']
Chile - Anglia 1:0
[ A. Vidal 42']
3.Kolejka
Z pewnością nieco innego obrotu spraw spodziewano się na Wyspach. Anglia, aby awansować do dalszej rundy musiała, albo wygrać spotkanie ze Stanami Zjednoczonymi, albo też uczknąć im choćby jeden punkt i liczyć na zwycięstwo pewnych awansu Chilijczyków. W grze o awans liczyły się bowiem wszystkie ekipy. Najmniejsze szanse jawiły się przed Amerykanami, którzy musieli wysoko wygrać arcytrudne spotkanie z Anglią i liczyć na korzystne rozstrzygnięcia w drugim spotkaniu. Jednak to właśnie przybysze z Ameryki Północnej zrobili pierwszy krok w drodze do awansu. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zmienili nieco swoje ustawienie, przechodząc w klasyczny „diament", stanowiący bardzo dobrą przeciwwagę dla angielskiego ustawienia. Reżyserem gry miał być Stuard Holden, a głównymi egzekutorami Landon Donovan (pełniący do tej pory rolę skrzydłowego) i Jozy Altidore. Ten drugi szybko dał o sobie znać, otwierając wynik spotkania potężnym strzałem ze skraju pola karnego. Anglicy od razu skoczyli do gardeł rywala, ale ich bezsilność - nie tylko w tym meczu, ale w całym turnieju - była szokująca. Szczęście uśmiechnęło się do nich dopiero po zmianie stron, kiedy to swoim firmowym strzałem z dystansu popisał się Steven Gerrard. Amerykanie jednak nie zamierzali składać broni i ledwie dwie minuty później jeszcze raz wyszli na prowadzenie, głównie dzięki niefrasobliwości Johna Terrego i Jonathana Woodgate'a, którzy pozwolili Landonowi Donovanowi dojść do prostopadłej piłki i uderzyć futbolówkę ponad wychodzącym z bramki Benem Fosterem. Kilka minut później kolejny raz Fabio Capello mógł załamać ręce, kiedy to zbyt dużej presji nie wytrzymał Wayne Rooney. Napastnik Manchesteru United, w odpowiedzi na brutalne wejście w nogi rywala, został odesłany do szatni. Jednak na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem szczęście uśmiechnęło się do Anglików. Szarża Ashleya Younga po prawej stronie boiska zakończyła się precyzyjnym dograniem na piąty metr, gdzie o piłkę powalczył Jermain Defoe. Napastnik Tottenhamu upadając na murawę zdołał jeszcze trącić piłkę, która odbiła się od nóg Jimmiego Conrada, kompletnie dezorientując Tima Howarda. Ostatecznie, to właśnie samobójcze trafienie obrońcy Stanów Zjednoczonych dało Anglikom przepustkę do dalszej rundy rozgrywek.
W drugim równolegle toczącym się pojedynku Słowenia miała okazję wywalczyć historyczny awans do fazy pucharowej. Aby tego dokonać bez oglądania się na resztę stawki, musiała pokonać pewnych awansu rywali. Ekipa z Ameryki nie zamierzała jednak zagrać tego spotkania pod dyktando Słowenii i dość szybko ustaliła wynik po trafieniu Humberto Suzao. To oczywiście pozwoliło od razu cofnąć się Chilijczykom do defensywy i oprzeć swoje dalsze poczynania o szybkie kontrataki. Słoweńcy przez pierwszą połowę co i rusz przypuszczali ataki na bramkę Claudio Bovo, ale żadna z akcji nie zakończyła się powodzeniem. Po zmianie stron obraz gry uległ zaskakującej zmianie. Słoweńcy nie kwapili się zbytnio do ataku, wobec czego to Chilijczycy raz po raz zamykali przeciwnika na własnej połowie, nękając Samira Handanovicia groźnymi strzałami. Ekipa Matjaza Keka najwyraźniej liczyła na jedną szybką akcję, która wyrówna stan rywalizacji, ale Chilijczycy jeszcze raz udowodnili, że potrafią uważnie grać do końca. Ostatecznie o losach rywalizacji zadecydowało trafienie z 29. minuty, które tym samym pozwoliło Anglikom zająć drugą lokatę.
USA - Anglia 2:2
[ J. Altidore 5', L. Donovan 53' | S. Gerrard 51', J. Conrad sam. 80']
Chile - Słowenia 1:0
[ H. Suazo 29']
Ostateczne wyniki:
Obecność ekipy chilijskiej jednak zamieszała nieco w końcowym układzie tabeli, gdyż to właśnie ta drużyna rozdawała wszystkie karty. Trudno oczekiwać, by znacznie słabsza drużyna z Algierii mogła pokusić się podobny wyczyn. Zaskakująco słabo wypadł murowany faworyt tej grupy - Anglia. Dopiero remis w ostatnim spotkaniu, i to przy sprzyjającym wyniku innej konfrontacji, dał ekipie Fabio Capello prawo do wybiegania myślami aż do fazy pucharowej. Mankamentem Synów Albionu jest ich rażąca nieskuteczność. W każdym spotkaniu to oni byli stroną dominującą, jednak dyspozycja napastników, zwłaszcza Rooneya, pozostawiała wiele do życzenia. Ostatecznie to pomocnicy byli odpowiedzialni za zdobywanie goli i w gruncie rzeczy czynili to niemal wyłącznie po uderzeniach z dystansu. Rabah Saadane trener Algierii zaraz po rozlosowaniu grup mówił, iż dodatkową siłą Anglii będzie obecność Fabio Capello. Ja natomiast nie mogę oprzeć się wrażeniu, że fanatyzm taktyczny Włocha spętał Anglikom nogi. Negatywnie należy patrzeć przede wszystkim na rezygnację z dwójki napastników. Charakterystyka gry Wayne'a Rooneya jest dość powszechnie znana. Już wielokrotnie zwolennicy talentu Anglika uskarżali się, że nie jest to typowy lis pola karnego, który seryjnie kończyłby wszystkie akcje. Wayne często wraca się po piłkę i wspomaga partnerów z drugiej linii, pozostawiając tym samym zespół bez typowego napastnika. Nie bez przyczyny najlepszymi strzelcami reprezentacji są Theo Walcott (ofensywny pomocnik grający na skrzydle) oraz Steven Gerrard (występujący w środku pola). Oceniając ekipę Słowenii należy zauważyć, że jest to bardzo nieregularna drużyna. W pierwszym meczu uległa wyżej notowanemu przeciwnikowi, ale już w kolejnym spotkaniu potrafiła zagrać kapitalnie, skrzętnie wykorzystując przewagę jednego zawodnika. Takiej okazji nie potrafili wykorzystać Amerykanie i choćby z tego względu zajęli ostatnią lokatę. Mimo to grali ciekawą, kombinacyjną piłkę. Potrafili przycisnąć przeciwnika na własnej połowie i wykorzystać stworzone przez siebie okazje. W swych szeregach mieli ponadto typowego snajpera, odpowiedzialnego tylko i wyłącznie za punktowanie rywali. Mieli to coś, czego Anglikom definitywnie zabrakło.
remis Wyspiarzy z USA przewidziała gra, ale gdyby zamiast Chile podstawić Algierię nie chce mi się wierzyć że to oni zostaliby na 1 miejscu.
Ja jednak stawiam na awans USA i Anglii, ew. niespodziankę mogą zrobić nasi sąsiedzi z południa
chile nie było w grupie C lol