Jedyny wybór cz.4
- Nie chcesz zatrudnić jakiegoś zapasowego napastnika? – Zagadnął mnie nieoczekiwanie Staszek, kiedy dochodziliśmy do siebie po sylwestrowej imprezie.
- Co to znaczy zapasowego? – Zapytałem półprzytomny.
- No, wiesz. Młody, ambitny, ale jeszcze dużo musi się nauczyć.
- Jak będzie chciał dla nas grać to mógłbym go sprawdzić. A dlaczego pytasz?
- Przychodzi tu taki od kilku dni i prosi o szansę. Mówi, że bramki lubi strzelać i chciałby dla nas.
- A ty mi teraz to mówisz??
- Spokojnie, widziałem go na boisku. Żadna rewelacja, ale na wszelki wypadek…
- Dawaj go tu!
W ten właśnie sposób nasze rezerwy zasilił dziewiętnastoletni napastnik Raf Hermans. Jeśli będzie mocno pracował to za dwa, trzy lata awansuje do pierwszego zespołu.
Tymczasem nadszedł czas pierwszego meczu w nowym roku. Wypoczęci po trzech tygodniach przerwy pojechaliśmy do Sint-Niklaas, aby zmierzyć się z miejscowym Nieuwkerken. Drużyna była zdeterminowana i koniecznie chciała mi pokazać, że urlop dał znakomite efekty. Wynik otworzył już tradycyjnie Sakanoko. Kolejną okazję do oklasków mieliśmy już siedem minut później, Beytullah z rzutu wolnego fantastycznie wycelował w okienko. Kolejne siedem minut i po znakomitym podaniu Beytullaha bramkę zdobywa bardzo aktywny Issankoy. Przed przerwą po jednej bramce dorzucili jeszcze, po raz kolejny z rzutu wolnego Beytullah i główką Issankoy. Po takiej masakrze w pierwszych 45 minutach, druga połowa była już tylko formalnością. W 83 minucie Ismailovski dostał znakomite podanie ze skrzydła, od debiutującego w naszych barwach Peetersa i w sytuacji sam na sam ustalił wynik meczu na 0 – 6.
Niewkerken – WS Woluwè 0 – 6
13’ Sakanoko
20’ Beytullah
27’ Issankoy
36’ Beytullah
44’ Issankoy
83’ Ismailovski
Widzów: 168
Kolejne spotkanie było dla nas niezwykle istotne. Podejmowaliśmy na własnym stadionie bardzo silną drużynę Harelbeke, która była naszym głównym rywalem do zwycięstwa w drugiej rundzie rozgrywek i zarazem pewnego miejsca w barażach. W ataku obok Sakanoko wystąpił Ismailovski. Niestety, nie mogłem skorzystać z usług lekko kontuzjowanego Galeriego, ani zmęczonego po pierwszym meczu Peetersa. Od samego początku meczu widać było jak ciężko będzie o dobry rezultat. Na szczęście nadeszła nasza ulubiona 13 minuta. Beersaert wbił się środkiem w pole karne i precyzyjnym, technicznym strzałem pokonał bramkarza gości. Wynik ten udało się utrzymać, aż do 70 minuty. Niestety właśnie wtedy, dobrze dotychczas grający Serville postanowił obniżyć loty. Sytuację wykorzystał Jusic i było już 1 – 1. Nadzieję w nasze serca wlał w 82 minucie Borrey, zastępujący mocno poobijanego w pierwszej połowie Sakanoko. Po podaniu znakomicie dziś dysponowanego Beersaerta, strzelił nie do obrony. Nie dane nam było jednak cieszyć się do końca. Na sekundy przed końcowym gwizdkiem, kolejny błąd Servilla i Criel doprowadza do wyrównania.
WS Woluwè – SW Harelbeke 2 – 2
13’ Beersaert
70’ Jusic
82’ Borrey
90’ Criel
Widzów: 2414
- Wiesz już kogo wystawisz zamiast Sakanoko? – zapytał mnie zmartwiony Staszek.
- Jeszcze nie. Ta kontuzja na treningu spadła jak grom z jasnego nieba.
- Fakt. Pięć tygodni to nie w kij dmuchał.
- Trzeba chyba będzie dać szansę Peetersowi i Ismailovskiemu.
- Całe szczęście, że Galeri już dochodzi do siebie i Issankoy wrócił do dobrej dyspozycji.
Pokiwałem głową, niepocieszony.
Nasze kłopoty kadrowe zaczęły się pogłębiać po meczu z Turnhout. W 25 minucie padł na boisko Peeters - zamarłem. Dwie minuty później mogłem już tylko rwać sobie resztki włosów z głowy. Złamana noga i cztery do siedmiu miesięcy absencji… Nasz atak zaczął wyglądać dość dramatycznie.
Kiedy w 52 minucie Galeriemu udało się jednak pokonać bramkarza gospodarzy, w mym sercu zakiełkowała nadzieja. Niestety została brutalnie zgaszona już minutę później. Van Remortel i 1 – 1. W 66 minucie kolejny błąd Servilla i już 2 – 1. Ale jeszcze nie wszystko stracone! Przesunięty do ataku Issankoy w 74 minucie fantastycznym szczupakiem doprowadza do wyrównania. Już cieszyliśmy się z przyzwoitego wyniku, kiedy ostatnią akcję wyprowadzili gospodarze. Serville oczywiście zamiast interweniować postanowił się przyglądać i Boeckx odebrał nam cenny remis. Po meczu przygnębiony Serville próbował ze mną porozmawiać, ale kazałem mu zejść mi z oczu.
Turnhout – WS Woluwè 3 – 2
52’ Galeri
53’ Van Remortel
66’ Sanou
74’ Issankoy
90’ Boeckx
Widzów: 1247
- Nie ma co… Masz szczęście do transferów…
- Nacieszyliśmy się Peetersem, co? – kwaśno skwitowałem
Plaga kontuzji zapukała do naszych drzwi, a już następnym rywalem był aktualny numer jeden ligi, FCV Dender. Goście przyjechali z mocnym postanowieniem wykoszenia wszystkich równo z ziemią i atakowali tak, że aż kości trzeszczały. Do tego dołożyć należy bardzo słaby dzień Omongi i efekt jest jasny. W siódmej minucie Munyaneza (czy oni nie mogą mieć normalnych nazwisk?) wyskoczył do precyzyjnego dośrodkowania Lanvu i dał prowadzenie swojej ekipie. W 38 minucie, po kolejnym „delikatnym” zderzeniu z napastnikiem gości, z boiska musiał zejść Gerard, a dołączył do niego niemiłosiernie poobijany Galeri. Na nic się zdały rozpaczliwe próby Issankoya, który jako jedyny miał jeszcze ochotę do walki. I choć na przerwę schodziliśmy przy stanie 1 – 1 to nic nie mogło powstrzymać naporu Dender, a w rezultacie porażki 1 – 2.
WS Woluwè – FCV Dender 1 – 2
7’ Munyaneza
41’ Issankoy
60’ Driessen
Widzów: 1662
- Wietrzę poważny kryzys. – Zaczepił mnie po meczu Staszek.
- Kasandra się znalazła. – Odpowiedziałem ze złością.
- Nie denerwuj się. Jest ciężko, ale wierzę w to, że sobie poradzisz.
- Jak wierzysz to przestań krakać!
- Panowie! Jak doskonale wiecie, kilku podstawowych do tej pory zawodników jest kontuzjowanych. Nie możemy tego jednak traktować jako tragedii. Musimy raczej przyjąć, iż jest to niepowtarzalna okazja dla zmienników, aby wykazać się i wywalczyć sobie miejsce w podstawowej jedenastce. Obiecuję przy tym, że żaden z graczy, który będzie w dobrej formie i dowiedzie tego na boisku nie będzie pomijany! A teraz dajcie z siebie wszystko!!! – Zakończyłem odprawę przed meczem ze słabiutkim Maldegem.
- Całe szczęście, że teraz gramy z nimi, bo może uda się przełamać tę złą passę. – Szepnąłem do Staszka.
Moja przemowa wyraźnie zmobilizowała kilku graczy, bo już w 6 minucie znaleźli drogę do bramki gospodarzy. Trzy minuty później z rzutu wolnego podwyższył Beytullah i już byłem spokojny o losy meczu. Meczu tak, ale przecież nie ma róży bez kolców. Zawodnicy Maldegem stwierdzili, że skoro strzelić nam gola nie mogą, to chociaż nas troszkę osłabią. W 26 minucie dobrze wycelowany wślizg wyeliminował z meczu Beytullaha… Na szczęście nie złamało to naszego morale. Wręcz przeciwnie. Ruszyliśmy do ataku ze zdwojoną siłą. Efektem była druga bramka Ismailovskiego w 37 minucie. Po przerwie swój kamyczek dołożyli jeszcze Borrey i Huet, a w końcówce Ismailovski zdołał skompletować hat-tricka i w znakomitych humorach opuszczaliśmy Maurice Dewaele-Stadion.
Maldegem – WS Woluwè 0 – 6
6’ Ismailovski
9’ Beytullah
37’ Ismailovski
76’ Borrey
90’ Huet
90’ Ismailovski
Widzów: 267
Kolejny mecz, tym razem z zawsze groźną drużyną RC Mechelen, miał potwierdzić czy kryzys formy jest już za nami. Co prawda atak dalej był eksperymentalny, a w bramce zamiast Gerarda znów miał wystąpić Clepkens, ale byliśmy dobrej myśli. I słusznie! W obronie przez cały mecz brylował Omonga, a Clepkens dokonywał cudów zręczności. Jeśli dodać do tego, że w 40 minucie Galeri przechwycił piłkę tuż przed nosem wychodzącego z bramki Mampaeya i umieścił ją w siatce, końcowy efekt był łatwy do przewidzenia. Po zmianie stron gości dobił, dobrze się spisujący, Ismailovski i było po meczu.
WS Woluwè – RC Mechelen 2 – 0
40’ Galeri
46’ Ismailovski
Widzów: 1653
Kryzys teoretycznie zażegnany, ale plaga kontuzji zdecydowanie postanowiła nas prześladować. I nie mogłem tego zrzucić na nieodpowiednie reżimy treningowe, a jedynie na zwykłego pecha, bo wszystkie kontuzje łapaliśmy po brutalnych wejściach przeciwników. W meczu wyjazdowym z Torhout straciliśmy kolejną podporę składu – Galeriego, a dwóch naszych podstawowych skrzydłowych musiało zejść z boiska z lekkimi urazami już w 58 minucie. Dobrze, że do tego czasu losy spotkania były już ustalone. W 13 minucie na prowadzenie wyprowadził nas Ismailovski, a ledwie trzy minuty później wynik ustalił Galeri.
Torhout – WS Woluwè 0 – 2
13’ Ismailovski
16’ Galeri
Widzów: 410
- Kolejny mecz – kolejny napastnik na ławkę…
- Ciesz się, że Sakanoko powoli wraca do siebie. – Próbował pocieszyć mnie Staszek.
- Jasne. Znakomicie, że wraca, ale czy po takiej kontuzji złapie formę sprzed kilku miesięcy?
Nie złapał. Na dodatek musiał zejść z boiska już po pierwszej połowie. Niestety kondycja już nie ta, więc sporo pracy przed nim. A mecz z RC Waregem zaczął się tak znakomicie dla nas... Już w 3 minucie z boiska wyleciał Deloof, minutę później zejść musiał Compernolle, a w 14 minucie gospodarze mieli już wykorzystany limit zmian, bo do Compernolle dołączył Verhoeven. Czy w takiej sytuacji można zepsuć mecz? Można! I to jak!. Zbytnie rozluźnienie i w 52 minucie Boydens wyprowadza, grających w osłabieniu gospodarzy, na prowadzenie. Przed zupełną kompromitacja uchronił nas na szczęście, wprowadzony za Sakanoko, Borrey. W 81 minucie dostał ładne podanie od Beytullaha i w sytuacji sam na sam zdołał doprowadzić do wyrównania.
RC Waregem – WS Woluwè 1 – 1
52’ Boydens
81’ Borrey
Widzów: 706
W kolejnym meczu Sakanoko wytrzymał tylko 21 minut zanim musiałem go zastąpić Borreyem. Pozytywnym akcentem była natomiast postawa Clepkensa, który zarówno ciężko harując na treningach jak i świetnie się spisując w ostatnich meczach, pokazał, że jest poważnym kandydatem do zastąpienia na stałe Gerarda. Tymczasem z konieczności byłem zmuszony do pewnych roszad w składzie, ze względu na kontuzję Issankoya. Jak się okazało Schauwers czuje się na prawej stronie niemal tak dobrze jak na lewej i kamień spadł mi z serca. Już w 5 minucie właśnie Schauwers popisał się genialnym dośrodkowaniem wprost na nogę Beytullaha i objęliśmy prowadzenie. 72 minuta przyniosła jeszcze więcej radości. Wchodzącego na pełnej szybkości w pole karne Ismailovskiego nieczysto zatrzymał bramkarz gości, za co słusznie obejrzał czerwony kartonik, a Borrey otrzymał szansę na podwyższenie wyniku z rzutu karnego. Oczywiście zgodnie z przewidywaniami rezerwowy bramkarz Willebroek strzał Borreya obronił, a do dobitki nie miał kto doskoczyć. Borrey na swoje szczęście zrehabilitował się dziesięć minut później dobijając silny strzał Ismailovskiego i zarazem ustalając końcowy wynik meczu.
WS Woluwè – Willebroek 2 – 0
5’ Beytullah
73’ Borrey n.s.k.
84’ Borrey
Widzów: 2167
Przed kolejnym spotkaniem zapukał do mojego biura Axford. Stwierdził, że powinien być częściej wystawiany w pierwszej jedenastce. Niespecjalnie chciałem się z nim zgodzić, ale zgodnie z zasadą dawania szansy wszystkim, wystawiłem go od pierwszej minuty w wyjazdowym meczu z Rupel-Boom. Axford swoją przydatność dla drużyny udowodnił już 35 minucie, przy stanie 1 – 1 faulując na czerwoną kartkę Tchamiego. Mając do wyboru osłabienie ataku lub grę trójką obrońców zdecydowałem, że kto jak kto, ale Woluwè cofać się nie będzie! W 63 minucie częściową słuszność tej decyzji potwierdził Borrey wyprowadzając nas na prowadzenie i gdybym wtedy zdecydował się przejście do defensywy mecz pewnie by się zakończył wynikiem 2 – 1 dla nas. Niestety, pięć minut później gospodarze doprowadzili do wyrównania…
Rupel-Boom – WS Woluwè 2 – 2
13’ Schaessens
22’ Beytullah
63’ Borrey
68’ Thjis
Widzów: 1024
W Prima Aprilis zawitała do nas drużyna Aalst. Mecz zapowiadał się wyrównany i przewidywania się potwierdziły. Co prawda już w trzeciej minucie Schauwers wykorzystał rzut karny, ale nie wystarczyło to do narzucenia tempa. W drugiej połowie Ken Thjis wykończył składną akcję zespołu i mecz zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów.
WS Woluwè – Aalst 1 – 1
3’ Schauwers (kar.)
59’ Thjis
Widzów: 2318
Męczący sezon zaczął dawać się we znaki. Zacząłem żałować, że w meczu można zrobić tylko trzy zmiany, a na ławce może siedzieć jedynie czterech zawodników. Wyjazdowy mecz z Diegem tylko potwierdził tę smutną prawdę. W 31 minucie z boiska musiał zejść znakomicie broniący Clepkens. Niby nic się nie stało, zwłaszcza że w 49 minucie Huet wykończył ładną akcję Sakanoko, ale jednak. Gerard nie był tak dobrze dysponowany jak Clepkens i w 66 minucie przepuścił dość łatwy strzał Dirara. Trzeci mecz i trzeci remis… Szansa na baraże zaczęła się oddalać.
– WS Woluwè 1 – 1
49’ Huet
66’ Dirar
Widzów: 1728
Kontuzja Clepkensa nie okazała się na szczęście poważna, więc mógł wystąpić w przedostatnim meczu sezonu zasadniczego przeciw Wetteren. Jako, że mecz był przed własną publicznością warto było się nieźle zaprezentować. Wynik otworzył wreszcie wracający do formy Sakanoko. Błyskawiczna akcja i od drugiej minuty cieszyliśmy się prowadzeniem. Przed przerwą podwyższył jeszcze Galeri, ale radość przyćmił nieco fakt, że w 19 minucie po raz kolejny opuścić boisko musiał Clepkens. Po zmianie stron worek z bramkami dopiero się rozwiązał. Zaczął Ismailovski, po chwili dołączył do niego Huet, a festiwal goli zakończył w 83 minucie Sakanoko. Piękne zwycięstwo i co najważniejsze jedynie dwa punkty straty do lidera rozgrywek, drużyny Dender.
WS Woluwè – Wetteren 6 – 0
2’ Sakanoko
22’ Galeri
57’ Ismailovski
59’ Huet
78’ Huet
83’ Sakanoko
Widzów: 2418
Ostatnia kolejka przyniosła nam wyjazd do Antwerpii. Zmobilizowani jak nigdy ruszyliśmy do walki. 11 minuta, Nabti podaje do Sakanoko i nasz super-strzelec pakuje piłkę do siatki. Pięć minut później zdarzyło się prawdziwe nieszczęście. Nie, nie straciliśmy bramki, nikt też nie został kontuzjowany lub wyrzucony z boiska. Po prostu spiker ogłosił, iż nasz bezpośredni rywal do zwycięstwa w rozgrywkach przegrywa 2 – 0. Gdyby oba mecze skończyły się takimi wynikami mistrzostwo byłoby nasze. Ta wiadomość zupełnie zdezorganizowała nasze poczynania. Zawodnicy poczuli się już mistrzami. Za wcześnie! W 36 minucie Schoenmaekers dostał precyzyjne podanie i strzałem z 8 metrów doprowadził do remisu. Od tej pory gospodarze skoncentrowali się już całkowicie na defensywie. Aż do końca spotkania spokojnie odpierali nasze rozpaczliwe ataki i kiedy po ostatnim gwizdku sędziego spiker zakomunikował, że Dender przegrało aż 4 – 0 mogliśmy tylko zacisnąć pięści w bezsilnej złości. Tak blisko…
Na otarcie łez została wiadomość, że zostaliśmy mistrzami trzeciej rundy rozgrywek, co dało nam bezpośredni awans do baraży.
Kapellen – WS Woluwè 1 – 1
11’ Sakanoko
36’ Schoenmaekers
Widzów: 513
Losowanie okazało się dla nas bardzo szczęśliwe. Trafiliśmy na teoretycznie najsłabszą drużynę – zajmujące czwarte miejsce w grupie B Francs Borains. Rywal należał do tych „do przejścia”, więc nic tylko strzelić im kilka goli przed rewanżem. I chyba ta pewność siebie stała się przeszkodą w osiągnięciu dobrego rezultatu. Takiego festiwalu zmarnowanych sytuacji nie widziałem przez cały sezon. Słupki, poprzeczki, przestrzelone sytuacje sam na sam, jednym słowem koszmar. Na pocieszenie został nam fakt, że drużyna gości praktycznie nie wychodziła z własnej połowy.
WS Woluwè – Francs Borains 0 – 0
Widzów: 1694
Rewanż pokazał, że chyba zatraciliśmy umiejętność wykorzystywania stuprocentowych sytuacji. Dość powiedzieć, że ani pierwsze 90 minut, ani pierwsza połowa dogrywki nie dała rozstrzygnięcia, a na tablicy wyników widniały dwa smętne zera. Dopiero 107 minuta dogrywki zmieniła obraz gry. I dzięki komu? Oczywiście Sakanoko. Po dobrym podaniu od Borreya, strzelił w krótki róg i wyprowadził nas na prowadzenie. Cztery minuty później Borrey powtórzył swój rajd lewą stroną boiska, do piłki doskoczył Nabti i silnie uderzył głową. Bramkarz gospodarzy odbił piłkę przed siebie, a tam na posterunku czekał już Sakanoko. Te dwie szybkie bramki odrobinę nas rozluźniły i Dassonville zdołał wbić jeszcze kontaktowego gola, ale na więcej czasu nie starczyło. WS Woluwè w półfinale baraży!
Francs Borains – WS Woluwè 0 – 0 (1 – 2 dogr.)
107’ Sakanoko
111’ Sakanoko
113’ Dassonville
Widzów: 1331
Losowanie półfinałowe już nie było tak szczęśliwe. Trafiliśmy na 16 drużynę drugiej ligi – Tubize. Pierwsze spotkanie należało do najnudniejszych oglądanych na Stade Fallon. Oba zespoły oddały w sumie trzy celne strzały na bramkę, a przy takiej skuteczności trudno o bramki. Po raz drugi wszystko miało się rozstrzygnąć w meczu wyjazdowym.
WS Woluwè – Tubize 0 – 0
Widzów: 1780
Drugi mecz mimo skromnego wyniku jasno pokazał, kto jest lepiej predestynowany do gry w drugiej lidze. W 32 minucie Sakanoko znalazł w polu karnym Galeriego, podał i ten ostatni nie miał najmniejszych kłopotów z pokonaniem Fransqueta. Ta bramka dała mi do myślenia. Zbyt wiele meczy wymknęło nam się z rąk przez nadmiernie otwartą grę. Podjąłem decyzję, zdjąłem jednego napastnika i wprowadziłem piątego obrońcę. Efekt był znakomity. Dokładne krycie nie pozwoliło gospodarzom na rozwinięcie skrzydeł, a dzięki temu kompletnie nic do roboty nie miał Clepkens. Tubize nie oddało ani jednego celnego strzału na naszą bramkę. Niemożliwe stało się faktem, awansowaliśmy do finału baraży.
Tubize – WS Woluwè 0 – 1
32’ Galeri
Widzów: 540
- To naprawdę wielki dzień. I najważniejszy mecz. – Powiedziałem do Staszka.
- Musicie to wygrać. – Dodał z mocą.
- Wiem, porażka byłaby tragedią. Najpierw mistrzostwo, a teraz baraże? Nie! To będzie piękne zwieńczenie sezonu!
To musiał być trudny mecz. Przeciw nam stanęła ekipa SW Harelbeke, zespół, którego nie udało nam się jeszcze pokonać. Jedna porażka, jeden remis i przecież do trzech razy sztuka! W bramce stanął Gerard. Zdecydowałem się na niego z dwóch powodów. Po pierwsze Clepkens już kilka razy w sezonie musiał zejść w trakcie meczu z drobną kontuzją, a po drugie miałem w pamięci jak Gerard bronił rzuty karne. Zdecydowałem się również na wstawienie do składu Issankoya, nie był w formie, ale 45 minut powinien wytrzymać. Kto wie czy nie decydujące 45 minut!
Pierwszy gwizdek sędziego, spokojne rozpoczęcie i już na początku wielki cios dla naszej drużyny. Wellens ostro atakuje Beytullaha i naszego najlepszego lewoskrzydłowego trzeba znieść na noszach z boiska. Nasza siła ataku znacznie zmalała, ale Harelbeke również bało się zbyt odważnie atakować. Spokojnie upłynęło 90 minut.
A więc dogrywka! Czy przyniesie nam szczęście? Musi. Przecież mamy w składzie Sakanoko! 94 minuta i Sakanoko urywa się dwóm obrońcom, pędzi przez pół boiska, strzela i GOL. Już jesteśmy jedną nogą w drugiej lidze. Teraz tylko dotrwać do końca nie tracąc bramki. Z kimś innym może by się udało, ale nie z Harelbeke. 102 minuta, rzut rożny wykonuje Wellens, do piłki najwyżej wyskakuje Donche i wynik znów jest sprawą otwartą. Drugie 15 minut upłynęło błyskawicznie, ale rozstrzygnięcia nie przyniosło. A więc jednak. Karne zdecydują.
Pierwsi przed szansą zdobycia gola stanęli piłkarze Harelbeke. Do piłki podszedł Criel i szybkim strzałem umieścił piłkę w siatce. Z naszej strony jako pierwszy próbę podjął Borrey. Nie zawiódł. Po pierwszej serii 1 – 1. Do kolejnej stanęli Kingsley i Schauwers. Obaj nie zawiedli swoich drużyn i na tablicy wyników widniał remis 2 – 2.
Trzeci miał uderzać zdobywca gola z dogrywki – Donche. Krótki rozbieg, strzał i Gerard broni!! Szaleństwo na trybunach. Do piłki podchodzi spokojnie Nabti. Ustawia ją dokładnie, przymierza i 2 – 3 dla Woluwè.
Czwarta seria. Houzè pewnie zbliża się do piłki, zdecydowanie zbyt pewnie jak się okazuje, strzela i piłka przelatuje nad bramką. Omonga ma szansę zakończyć mecz. Wielka presja i niestety. Nie wytrzymał. Podobnie jak Houzè, strzela nad bramką.
Piąta seria. Tym razem wielka presja na zawodniku Harelbeke. Wellens stara się nadrabiać miną, ale widać, że się denerwuje. Chce szybko mieć to za sobą. Strzela i piłka mija o dobry metr bramkę!!! Royal White Star Woluwè w drugiej lidze!!!
SW Harelbeke – WS Woluwè 0 – 0 (1 - 1 dogr.) (2 – 3 kar.)
94’ Sakanoko
102’ Donche
Widzów: 3338
Podsumowanie sezonu:
Król Strzelców:
1. Dominik Rosseel (K Racing Waregem) 24
2. Bassalia Sakanoko (WS Woluwè) 16
3. Koen Persoons (FCV Dender) 14
Menedżer Roku:
Jean-Pierre Vandervelde (FCV Dender)
Młody Piłkarz Roku:
1. Bassalia Sakanoko (WS Woluwè)
2. Kevin Serville (WS Woluwè)
3. Frederick De Jans (K Racing Waregem)
Piłkarz Roku:
1. Yasar Beytullah (WS Woluwè)
2. Niacisse N’Goh (WS Woluwè)
3. Dominik Rosseel (K Racing Waregem)
Ponadto do jedenastki sezonu zostali wybrani z WS Woluwè: Schauwers, Serville, N’Goh, Beersaert, Beytullah i Sakanoko.
Mistrz Belgii: AA Gent
Puchar Belgii: AA Gent
Superpuchar Belgii: Germinal Beerschot
Puchar UEFA: Roma
Liga Mistrzów: Milan
Superpuchar: Liverpool
Podsumowanie sezonu (drużyna):
Bramkarze:
Michaël Clepkens (7.14) – Sezon zaczął jako drugi bramkarz Woluwè, ale niesamowita pracowitość na treningach sprawiła, że w tej chwili przesunął się na pozycję numer jeden.
Alan Gèrard (7.04) – bardzo solidny punkt zespołu. Przez cały sezon równa forma. W końcówce, minimalnie słabszy od Clepkensa, ale za to dużo lepiej broni rzuty karne.
Obrońcy:
Stèphane Monnier (6.33) – Słabiutki. Dostał kilka szans, ale żadnej nie wykorzystał. Na dodatek nie chciał przedłużyć kontraktu, więc po sezonie bez żalu się rozstaniemy.
Antoine N’Landu (6.33) – 3 liga to za wysokie dla niego progi. Nie wróżę mu żadnej przyszłości w drużynie i prawdopodobnie również odejdzie po sezonie.
Cèdric Schauwers (7.54, 2 gole, 7 asyst) – Oto przykład znakomitego bocznego obrońcy. Ani jednej wpadki (z wyjątkiem przestrzelonych karnych), mimo że nominalnie lewy obrońca, świetnie łatał dziury również na prawej stronie.
Kevin Serville (7.56, 2 asysty) – Oprócz dwóch wpadek bardzo silny punkt zespołu. Praktycznie kierował poczynaniami całej linii obronnej. Niestety po sezonie kończy mu się wypożyczenie, a szanse na zatrzymanie go w klubie są mizerne.
Nathan Axford (6.94) – Gdyby nie chora ambicja, mógłby stanowić dobre uzupełnienie drużyny. Niestety nie umieliśmy dojść do porozumienia i Nathan po sezonie opuści szeregi WS Woluwè.
Paolo Omonga (7.37, 1 gol, 2 asysty) – Drugi z wypożyczonych obrońców i równie silny punkt zespołu. Niestety podobnie jak z Servillem, raczej nie uda się go zatrzymać w klubie.
Niacisse N’Goh (7.61, 12 asyst) – Król prawej obrony. Znakomicie włączał się do akcji ofensywnych i co widać po liczbie asyst, świetnie podawał. Przedłużył o rok swój kontrakt, więc w drugiej lidze ponownie będę mógł wybór składu zaczynać od niego.
Pomocnicy:
Fais Nabti (7.00, 2 asysty) – Solidny zmiennik, niestety zmiennikiem zostanie, bo na treningach trochę się obija.
Blaise Issankoy (7.27, 10 goli, 3 asysty) – Ofensywnie usposobiony skrzydłowy. Znakomity początek i końcówka sezonu. W środku lekka zniżka formy, ale nawet wtedy był pewnym punktem zespołu.
Elian Beersaert (7.50, 3 gole, 7 asyst) – Bardzo doświadczony pomocnik. Przez większość sezonu doprowadzał do ładu naszą grę w środku pola, a kiedy było trzeba przechodził na lewe skrzydło i siał spustoszenie w szeregach rywali.
Yasar Beytullah (7.61, 12 goli, 8 asyst) – Bez dwóch zdań najlepszy zawodnik WS Woluwè w przekroju całego sezonu. To on był reżyserem większości akcji ofensywnych, a genialne strzały z rzutów wolnych nieraz przechyliły szalę zwycięstwa na naszą stronę.
Andy Huet (7.41, 7 goli, 6 asyst) – Właściwie zachowywał się tak jakby go na boisku nie było, ale on po prostu zamiast gwiazdorstwa wolał ciężko harować. Przed sezonem dostałem kilka propozycji sprzedaży Hueta, ale już w połowie rozgrywek bardzo się cieszyłem, że z nami został.
Napastnicy:
Kevin Borrey (6.54, 5 goli, 2 asysty) – Bardzo młody i bardzo obiecujący. Dostał w sezonie kilka szans i wykorzystał je w stopniu przyzwoitym.
Denis Ismailovski (6.96, 10 goli, 6 asyst) – Gdy zabrakło podstawowych napastników to on pociągnął grę ofensywną. Znakomicie wywiązał się ze stawianych przed nim zadań.
Koen Peeters (7.50, 2 asysty) – Zagrał właściwie jedno spotkanie, bo na początku drugiego już go znieśli z boiska. W swoim debiucie zaliczył dwie asysty co dobrze rokuje na przyszłość, tylko czy uda mu się odbudować po koszmarnej kontuzji?
Raphaël Galeri (7.21, 16 goli, 8 asyst) – Podstawowy napastnik i w nadchodzącym sezonie z pewnością utrzyma swoje miejsce w zespole. Jeden z najsilniejszych punktów WS Woluwè.
Bassalia Sakanoko (7.65, 24 gole, 15 asyst) – Nasza czarna perła z Wybrzeża Kości Słoniowej. Młody, niezwykle uzdolniony. Niestety w trakcie sezonu odmówił przejścia do nas na stałe, a w tej chwili Anderlecht oczekuje za niego zbyt wiele, aby mógł u nas zostać.