Tuż po imprezie sylwestrowej do naszej ekipy dołączył niezwykle utalentowany Koreańczyk – Ko Chang-Hyun. Dzień później udało nam się również zaklepać transfer bardzo dobrego środkowego obrońcy. Glen Johnson dołączy do nas w letnim okienku transferowym. Początek roku 2006 nie był jednak tylko usłany różami. Kilka dni po wymianie kalendarzy na nowe Daniel Jensen stwierdził, iż Hibernian nie jest klubem jego marzeń i poprosił o wystawienie na listę transferową. Zamieszanie związane z transferami trwało jednak dość krótko i w spokoju mogliśmy przygotowywać się do pierwszego pojedynku w roku 2006.
Inauguracja rozgrywek w nowym roku była dla nas bardzo wymagająca. Na Celtic Park zjawiliśmy się z nastawieniem na wygraną i mimo początkowych trudności, przełamaliśmy fatalny impas wyjazdowych meczów z Celticiem i wreszcie osiągnęliśmy znaczący sukces. Wynik 4:2 zadowolił naszych kibiców, a nas umocnił na pierwszym miejscu ligowej tabeli. Tydzień później o zwycięstwo było już nam dużo łatwiej. Pucharowy pojedynek z Arbroath zakończył się spokojnym zwycięstwem 2:0, a należy wspomnieć, iż graliśmy w tym meczu mocno rezerwowym składem. Powrót na boiska ligowe wiązał się z wycieczką na Fir Park, która okazała się bardzo rozrywkowa, lecz, niestety, po bardzo ciekawym meczu musieliśmy uznać wyższość naszych rywali. Fatalna postawa naszej defensywy sprawiła, iż po hokejowym wyniku 3:4 nasza seria 22. meczów bez porażki została zakończona przez ligowego przeciętniaka. Brakiem zwycięstwa nie zamierzaliśmy się jednak zbytnio martwić, gdyż szansa na rehabilitację nadarzyła się bardzo szybko. Trzy dni później na Easter Road Stadium zademonstrowaliśmy bardzo dojrzały futbol i spokojnie rozbiliśmy 2:0 słabe tego dnia Inverness. W kolejnym spotkaniu poszło nam nieco gorzej, lecz nawet słabsza dyspozycja pozwoliła nam ograć naszych rywali. Tym razem na własnym boisku wygraliśmy 2:1 z Dundee United i było to niezłe przetarcie przed arcy-trudnym spotkanie wyjazdowym z Bayernem Monachium.
Gorąca atmosfera Stadionu Olimpijskiego w Monachium zdecydowanie przygasiła moich podopiecznych. Przez całe spotkanie byliśmy tylko tłem dla świetnie spisujących się obrońców mistrzowskiego tytułu i całkowicie zasłużenie przegraliśmy 0:3. Porażka z Bayernem było niejako wliczona w koszty, lecz kiedy Dundee FC ograło nas na Easter Road Stadium, byłem bardzo rozczarowany. Zagraliśmy źle w ofensywie i jedna bramka gości spowodowała, iż marzenia o Pucharze Szkocji prysły niczym mydlana bańka. Niepowodzenie w meczu pucharowym postanowiliśmy powetować sobie dobrym występem w rewanżowym spotkaniu z Bayernem Monachium. W Edynburgu zaprezentowaliśmy się z niezłej strony, lecz wynik 1:1 oznaczał, iż najprawdopodobniej na drugiej fazie grupowej zakończymy nasze zmagania w tych rozgrywkach. Po trzech meczach bez zwycięstwa, wreszcie przyszedł czas na przełamanie. Na Easter Road Stadium zawitała ekipa Falkirk i po końcowym gwizdku kibice Hibernianu mogli cieszyć się z niezbyt efektownego zwycięstwa swoich ulubieńców. Prawdziwym testem dla naszej nierównej ostatnimi czasy formy miał być wyjazdowy pojedynek z Glasgow Rangers. Egzamin ten oblaliśmy. Gospodarze wypunktowali nasze słabości i bez problemów wygrali 1:3. Kolejną lekcję piłki nożnej zebraliśmy w Rzymie, gdzie na Stadio Olimpico stołeczna AS Roma nie dała nam żadnych szans i spokojnie ograła nas 0:2. Nasze szanse na awans do ćwierćfinału zmalały niemalże do zera. Traciliśmy trzy punkty do drugiego w tabeli Bayernu, który miał w zanadrzu mecz u siebie z niegrającą już o nic AS Romą. Pożegnanie z Ligą Mistrzów wypadło całkiem okazale. Na Easter Road Stadium wygraliśmy 4:0 z Galatasaray, lecz na nic to się nie zdało. Swój mecz spokojnie wygrał Bayern Monachium i to Bawarczycy zapewnili sobie awans do ćwierćfinału.

Świetny występ przeciwko Turkom niejako odbił się czkawką na dyspozycji moich podopiecznych w meczu z Dundee. Przed własną publicznością zawiedliśmy i mimo że przez cały mecz dominowaliśmy, musieliśmy zadowolić się remisem 1:1. Jeszcze gorzej było tydzień później, kiedy na East End Park ulegliśmy przeciętnemu Dunfermline i nasza przewaga nad resztą stawki zaczęła znacznie topnieć. Po serii kiepskich wyników postanowiłem spróbować zapanować nad zaistniałą sytuacją. Po pierwsze, za ciągłe strzelanie fochów do rezerw zesłałem Daniela Jensena. Było to ryzykowne zagranie, gdyż Duńczyk był ważnym elementem mojej układanki, lecz jego arogancka postawa i medialne plotki o odejściu wprawiły mnie w taki nastrój, iż nasz ofensywny pomocnik już więcej w składzie Hibernianu nie zagości. Po drugie, zmieniłem nieco role na boisku i… efekt był natychmiastowy. W ostatnim meczu przed podziałem na grupę mistrzowską i spadkową wygraliśmy u siebie 2:0 z Aberdeen i przełamaliśmy fatalną serię trzech spotkań bez zwycięstwa w lidze.

Nasza sytuacja na ostatniej prostej sezonu była bardzo dobra, lecz jeśli marzyliśmy o obronie trofeum, musieliśmy wrzucić najwyższy bieg i do końca sezonu nie pozwolić sobie na głupie wpadki. Mecze grupy mistrzowskiej rozpoczęliśmy od pojedynku z bardzo niewygodnym dla nas rywalem – Dundee FC. Na całe szczęście, kompleks tej drużyny tym razem nie dał się we znaki i spokojnie wygraliśmy mecz 3:0. Na dodatek punkty stracił Celtic, więc już na samym początku ostatniej fazy rozgrywek mogliśmy zanotować pierwsze dobre informacje.
Kolejne spotkanie mogło mieć decydujące znaczenie w ustalaniu kolejności w tabeli. Na Easter Road Stadium zameldowała się ekipa Glasgow Rangers, która zwycięstwa nad nami potrzebowała jak ryba wody. Goście zaczęli dobrze. Bramkę zdobył nawet Cort, lecz sędzia słusznie jej nie uznał, dopatrując się wcześniej spalonego. Dziesięć minut później powalony w polu karnym został Marlet, a czerwoną kartę ujrzał Dean Richards. Rzut karny na bramkę zamienił Emmanuel-Osei Kuffour i od tego czasu na boisku istnieli tylko moi zawodnicy. Spotkanie zakończyło się naszym przekonującym zwycięstwem 3:0, co oznaczało, iż Glasgow Rangers najprawdopodobniej po raz trzeci z rzędu uplasuje się na najniższym stopniu podium ligowej tabeli.
Optymalny dla nas układ zdarzeń w 36. kolejce spotkań mógł sprawić, iż już na dwie rundy spotkań przed końcem uda nam się zapewnić kolejne mistrzostwo Szkocji. Warunki były następujące: musieliśmy wygrać spotkanie z Aberdeen, Celtic nie mógł wygrać na wyjeździe z Rangersami. Na Easter Road Stadium ponownie nie można znaleźć było żadnego pustego miejsca, a chóralny doping słychać było w całej stolicy Szkocji. Mecz rozpoczęliśmy dobrze, lecz bez fajerwerków. Do przerwy zaledwie remisowaliśmy, co nasi fani przyjęli z lekką nutką niecierpliwości. W drugiej połowie udało nam się przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść, a autorem zwycięskiej bramki okazał się Darius Vassell. Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni, spojrzenia wszystkich utkwiły w telebimie, który wskazał, iż w Old Firm Derby padł remis! Oznaczało to, że po raz trzeci z rzędu zostaliśmy mistrzami Szkocji! Zabawa na Easter Road Stadium trwała do wczesnego ranka, a następnego dnia obudziłem się we własnym łóżku z okropnym bólem głowy. Było jednak warto…
Dwa ostatnie mecze sezonu miały dla nas znaczenie marginalne. Wyjazd na Celtic Park był ciekawy, lecz kiedy spotkanie rozgrywane było o przysłowiową pietruszkę, ciężko mówić o wielkich emocjach. Na stadionie odwiecznego rywala nie przegraliśmy. Remis 1:1 przyjąłem z uśmiechem na ustach. Podczas ostatniego meczu sezonu zagraliśmy jak z nut i godnie pożegnaliśmy się z Easter Road Stadium. Na sam koniec hat-trickiem popisał się Zinedine Zidane, czym wprawił w zachwyt zgromadzonych na trybunach kibiców.

Sezon 2005/2006 był bardzo dziwny. Z jednej strony po raz kolejny triumfowaliśmy w lidze, a nasz występ w Lidze Mistrzów również był bardzo udany i nie powinienem być rozczarowany. Z drugiej strony, wydaje mi się, iż w pewnych momentach nie wykorzystaliśmy do końca swojego potencjału i być może przez to zbyt wcześnie pożegnaliśmy się z Pucharem Ligi i Pucharem Szkocji. Myślę, że przyczyną kilku słabszych występów była nie najlepsza atmosfera w klubie, która narodziła się wraz z nastaniem nowego roku. Daniel Jensen i Jarkko Wiss, którzy stwierdzili, iż Hibernian nie jest klubem ich marzeń, wprowadzili do szatni trochę niezdrowego klimatu i nasza gra do końca sezonu nie kleiła się jak podczas najlepszych występów w wykonaniu moich podopiecznych. Na indywidualne pochwały zasłużył sobie za to Abay Getahun Yordanos, który mimo młodego wiek, z miejsca został prawdziwą gwiazdą Hibernianu i poprowadził klub do ligowych sukcesów. Miniony sezon mogłem uznać za udany, lecz wiedziałem, iż przerwa przed wznowieniem rozgrywek będzie dla mnie bardzo wymagająca. W lecie odejdą dwa filary naszej drużyny – wspomnieni powyżej Daniel Jensen i Jarkko Wiss i moim zadaniem będzie sprowadzenie ich godnych następców. Na dodatek, nadal trzeba się wzmacniać. Działacze Celticu i Rangersów nie śpią i mając do dyspozycji olbrzymie fortuny na pewno znów będą chcieli ich użyć, aby nas dogonić. My po raz kolejny będziemy starali się obronić przeprowadzając mądre, niskogotówkowe transfery i musimy mieć nadzieję, iż przyniosą one oczekiwany skutek.
Kolejny sezon jak zwykle zakończę podsumowaniem wydarzeń na boiskach europejskich. W angielskiej Premiership na tron wrócił Manchester United, a obrońca tytułu – Arsenal wylądował niziutko, dopiero na 10. miejscu. Po raz drugi z rzędu mistrzem Francji nie został Lyon. Tym razem minimalnie lepsza okazała się Bastia, która sięgnęła po tytuł pierwszy raz w historii klubu. Bundesliga zdominowana przez Bayern, holenderska Eredivisie po raz czwarty z rzędu padła łupem PSV, a we włoskiej Serie A tytuł po czterech latach odzyskał AC Milan. W Primera Division znów górą FC Barcelona, która absolutnie nie dała szans reszcie stawki. Niesamowicie ciekawie było w Polsce, gdzie trzy drużyny zakończyły rozgrywki z taką samą liczbą punktów! Najlepszy stosunek bramek miała jednak Wisła Kraków, która odzyskała tytuł mistrza z rąk Legii Warszawa. W Lidze Mistrzów nadal panowały drużyny niemieckie. Po triumfie Bayernu Monachium, teraz puchar wznieśli w górę piłkarze Borussi Dortmund, którzy nie będą mieli możliwości obrony tytułu, gdyż w lidze zajęli dopiero szóste miejsce. Puchar UEFA pojechał do Belgii. W finale Club Brugge ograło 4:1 Leeds United i reprezentanci Niderlandów mogli cieszyć się z niespodziewanego triumfu.
Glen Johnson jest prawym nie środkowym obrońcą :0
Glen Johnson jest prawym nie środkowym obrońcą :0
"Po triumfie Bayernu Monachium, teraz puchar wznieśli w górę piłkarze Borussi Dortmund, którzy nie będą mieli możliwości obrony tytułu, gdyż w lidze zajęli dopiero szóste miejsce"
Ale sa obroncami tytulu,wiec nie zagraja???????