26 czerwiec, Rzym
Ciepły wieczór i niesamowicie zachodzące słońce naprawdę zmusza do głębszej refleksji.
Robert siedział na rozłożonym łóżku. Na stole rozstawione były polityczne i sportowe gazety, polskie, jak i włoskie. Popijał zimne pepsi, a w lewym ręku trzymał ostatni kawałek pizzy z salami zamówionej godzinę wcześniej z pobliskiej pizzerii. Monotonne czytanie prasy sprawiało, że myśli Roberta wirowały jak szalone.
Jak wprawić w radość kibiców, a jednocześnie grać spokojnie i rozsądnie? Myśl, myśl, myśl.
Trzeba zagrać… ofensywnie, z niesamowitą szybkością. Skoncentrowani i silni środkowi obrońcy będą stanowili mur nie do przejścia. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Swobodne granie w środku pola i podania do ofensywnie ustawionych bocznych pomocników, Foggi i… tu musi powstać transfer. Tylko kogo ja, do cholery, wykupię za te śmieszne cztery miliony euro?
Topolsky wciąż myślał o jednym zawodniku. Angel Di Maria, to był piłkarz marzeń dla młodego menedżera. Szybki, dynamiczny i świetny technicznie ofensywny pomocnik. Ach, byłoby fajnie, gdyby nie te dziesięć milionów, które trzeba wydać na sprowadzenie go do klubu. Może ktoś tańszy?
Wtedy nagle go olśniło. Przypomniał sobie, jak rok temu podczas wakacji w Argentynie było mu dane przyjść na parę treningów oraz jeden sparing drużyny River Plate. Grał w niej wtedy niesamowity filigranowy ofensywny pomocnik, Diego Buonanotte. Mierzący sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu chłopak w sposób naturalny i piękny mijał kolejnych rywali jak tyczki. Nie dość, że potrafił świetnie dośrodkować i wdać się w drybling, to jego strzały za każdym razem sprawiały problemy bramkarzowi drużyny przeciwnej.
Spojrzał na zegarek. Właśnie wybiła godzina dwudziesta druga. Wziął łyk pepsi i poszedł do drugiego pokoju po telefon. Znalazł numer do klubowego skauta, Eugene Kravnikova, i zadzwonił.
- Przepraszam, że tak późno dzwonię – powiedział Robert.
- Nic nie szkodzi trenerze – odparł sześćdziesięcioletni Ukrainiec.
- Mam dla ciebie ważne zadanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Otóż, musisz zrobić dokładny raport na temat Diego Buonanotte. Wiesz, o kogo mi chodzi, nie? – spytał selekcjoner Lazio.
- Ależ oczywiście, nieraz widziałem go w akcji.
- Potrzebuje jego dokładnych zalet i wad, ile żądają za niego, a tekże ile, około, będzie chciał od nas wyciągnąć w ramach wynagrodzenia. Każda informacja będzie na wagę złota. Proszę cię, nie spartol tego. – Topolsky spojrzał na rozciągający się z jego okna Rzym.
Ciesz się, pomyślał, że masz takie zadanie. To szansa na wykazanie się, więc nie zrzędź.
- To dla mnie wielka przyjemność. Mam nadzieję, że uda mi się wykazać – odparł pracownik Lazio.
No patrz, czyta w myślach.
- Też mam taką nadzieję. W takim razie jesteśmy umówieni? – kolejne pytanie ze strony Roberta.
- Oczywiście – pewnym głosem odpowiedział podopieczny Topolsky’ego.
- Jutro z samego rana wylatujesz z lotniska. Bilet masz do odebrania w siedzibie klubu.
- Dobrze, trenerze – powiedział skaut.
- Powodzenia – zakończył rozmowę Robert.
Nie ma na co czekać, trzeba spać. Robert położył się w swoim wygodnym łóżku ubrany w czerwone slipy i bezrękawnik, odpalił lampkę i rozpoczął codzienne czytanie książek. Jednak dzisiaj nie czuł się na siłach w obserwowaniu czegokolwiek. Przeczytał kilkanaście stron, po czym zgasił światło i zapadł w głęboki sen.
Kolejny dzień z serii „Jak wytrzymać rzymskie upały”.
Robert obudził się cały spocony. W domu było prawie trzydzieści stopni, a na zewnątrz temperatura sięgała czterdziestki. Nad Wiecznym Miastem unosił się niechlubny zapach potu roznoszony przez turystów chodzących bez koszulki lub w koszulach bez rękawów. Topolsky spokojnym krokiem poszedł do łazienki. Wciąż był zaspany, a powieki zamykały mu się coraz bardziej z kroku na krok. Najlepszą metodą na orzeźwienie był poranny prysznic odświeżający ciało.
O tak, nowy żel pod prysznic Adidas Deep Energy działał niesamowicie.
Z ubikacji wyszedł nowonarodzony człowiek. Mokra stylowa fryzura drgała z każdym krokiem trzydziestodziewięciolatka. Ubrany w niebieski szlafrok Lazio Rzym, który dostał zaraz po podpisaniu kontraktu, udał się do kuchni. Zjadł płatki z zimnym mlekiem, które od dziecka uwielbiał. Słońce przedostawało się przez niedokładnie osłonięte żaluzje oślepiając częściowo Roberta. Mimo wszystkich nieprzyjemności higienicznych związanych z upalnymi dniami, Robert uwielbiał tę porę roku. Słońce w pełni, zieleń otaczająca każdą rzecz oraz cudowne piosenki śpiewane przez okoliczne ptaki. Nawet krzyki tysięcy turystów błąkających się codziennie po ulicach Rzymu, w tej porze roku wydawał się milszy. To był jego czas. W czasie zimy odpoczywał. Spał do późnych godzin, potrafił czytać jedną książkę na dzień, oglądał telewizję i spotykał się z przyjaciółmi wspominając młodzieńcze, pełne nieskazitelności i swobody, lata. Jednak na przełomie wiosny i lata, gdy dzień może trwać prawie siedemnaście godzin, Robert budził się do życia. Co dzień wyruszał na bieg po okolicach, odżywiał się w miarę zdrowo, a spotkania przy alkoholu zamieniał na mecz piłki nożnej. Uwielbiał ten tryb życia.
Z zamyślenia wyrwał go sygnał telefonu komórkowego.
- Tak, słucham? – rozpoczął rozmowę Topolsky.
- Chciałbym poprosić o zmianę miejsca spotkania – w słuchawce zabrzmiał gruby, męski głos.
- Nie ma sprawy. Proszę podać dokładny adres. – Robert wyciągnął z szuflady mapę i rozłożył ją na stole.
- Pontecorvo, via Fragetta jedenaście. To jest nieduży bar – wyjaśnił mu mężczyzna.
- Dobrze – odparł trener Lazio.
- Chce pan kogoś do transportu na miejsce?
- Tak, chciałbym, by to spotkanie było kompletnie utajnione. – Z tajemniczym wyrazem twarzy poszedł w kierunku okna i jeszcze raz obejrzał część Rzymu rozciągającą się przed nim.
- W takim razie do zobaczenia o dziewiętnastej.
- O której będzie samochód?
- Około godziny siedemnastej czterdzieści pięć.
- Zrozumiałem i dziękuję za przyjęcie mojej oferty spotkania – z radością powiedział selekcjoner
- Takiej oferty i takiemu człowiekowi nie można odmawiać – odpowiedział mężczyzna.
O tak, to będzie nieziemska oferta, nie tylko dla ciebie.
- W takim razie do widzenia – rzucił Topolsky.
- Do widzenia.
Robert rozłączył się, popatrzył chwilę na swój dotykowy telefon i odłożył go na półkę. Był z natury człowiekiem lekko pedantycznym. Wszystkie czytane książki były segregowane, pokój posprzątany do perfekcji, a wszystkie cenne rzeczy latami nadawały się do użytku. Po prostu o wszystko dbał.
Dynamicznym ruchem wskoczył na łóżko. Z szafki stojącej obok łóżka wyjął Corriere Della Sera i rozpoczął przegląd codziennej prasy. Po kilku minutach monotonnego błąkania się po politycznych wiadomościach energicznie złożył gazetę i położył ją obok siebie. Rozłożył ręce wzdłuż swego atletycznego ciała i przez chwilę spoglądał na biały sufit. Cisza była niewyobrażalna. Myśli plątały mu się w głowie. W końcu, zmęczony zażenowaniem dotyczącym nieposkromionych myśli, doszedł do wniosku, że najlepszą metodą na zmianę nastroju będzie drzemka.
Bar Ravonto di Giovanni, Pontecorvo
- To będzie hit nad hitami. Myślę, że wszystkie problemy i niedociągnięcia związane z brakiem doświadczenia uda się wyeliminować jeszcze przed pierwszym meczem sezonu. Mamy prawie dwa miesiące na skorygowanie błędów – powiedział Topolsky odchodząc wzrokiem na dość precyzyjne podróbki starożytnych rzeźb.
Po przeciwnej stronie prostokątnego stołu siedziało dwóch mężczyzn. Pierwszy mierzył około metra osiemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Drugi natomiast miał, na oko, dziesięć centymetrów więcej. Obaj atletycznie zbudowani, ciemnoskórzy, posiadający niesamowicie biały uśmiech.
- Też tak sądzę. Niemniej, ciężko będzie mi się przyzwyczaić do pracowania na korzyść drużyny. Od dziecka byłem przyzwyczajony do indywidualnego trybu myślenia i robienia. Wszystko osiągałem dla siebie i tylko i wyłącznie z mojej winy – odpowiedział wyższy mężczyzna.
- O to się proszę nie martwić. Wszystko będzie w jak najlepszym porządku – odpowiedział Topolsky.
- Mam nadzieję – rzucił jeszcze raz.
- Całkiem zapomniałem. Gdzie się pan urodził, bo wypadło mi z głowy? – spytał Robert.
- Trelawny, północny zachód Jamajki – uprzedził go niższy mężczyzna.
- O, właśnie. To w takim razie można powiedzieć, że wszystko mamy dopięte na ostatni guzik – z aprobatą powiedział selekcjoner Lazio.
- Niewątpliwie. Chyba nic już nie stanie na przeszkodzie, by widzieć się na następnym treningu – uśmiech zawitał na twarzy sto dziewięćdziesięciopięciocentymetrowego chłopaka.
- To się chłopaki zdziwią. Prezes też o niczym nie wie. Poinformowałem go tylko o tym, że mam dla niego małą niespodziankę transferową – odwzajemnił śmiech Robert.
- Postaram się zrobić dobre wrażenie.
- Dlatego chcę pana mieć w drużynie – pewność zabrzmiała w głosie świeżo upieczonego trenera stołecznego klubu.
- Jeszcze jedno. Razem ze mną musi przejść jeszcze jeden chłopak, młodszy ode mnie – wyjaśnił Jamajczyk.
- Nic nie było o nim mówione.
- Wiem, ale nie mogę go zawieść – kontynuował. - Opiekuję się nim od dziesiątego roku życia, po tym, jak rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Teraz ma siedemnaście lat i jest jednym z najlepiej zapowiadających się sportowców Grenady. Pod moim okiem zdobył mistrzostwo świata juniorów w Bydgoszczy.
- Już wiem, o kim mowa…
Były wykładowca uniwersytetu w Princeton spał spokojnie na swoim przyjemnym, lecz niezbyt luksusowym łóżku. Po wczorajszej podróży i późnym przybyciu do domu nie czuł się za dobrze. Przez niedługą chwilę czytał książkę, jednak senność doskwierała mu coraz bardziej. Odłożył kołdrę, która w nieziemskim upale tylko przeszkadzała w spokojnym spaniu, i przeszedł do krainy snów.
Dobiegała godzina szósta, gdy na półce w pokoju Topolsky’ego zaczął świecić i wydobywać dźwięki jego telefon.
Cholera, kto może dzwonić do mnie o tej porze.
Wziął do ręki komórkę i odebrał połączenie.
- Denis Travis z ambasady amerykańskiej. Dodzwoniłem się do Roberta Topolsky’ego? – w słuchawce zabrzmiał spokojny głos.
Amerykańce chcą coś ode mnie? Dobre, dobre.
- Przy telefonie – odpowiedział trzydziestoośmioletni mężczyzna.
- Mam dla pana wiadomość od amerykańskiego rządu.
Z twarzy Roberta całkowicie zniknął uśmiech. W ramach tego pojawił się lekki niepokój oraz częstsze bicie serca.
- Tak, słucham… - z zaciekawieniem odparł Robert.
- Przedstawiciel rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej chce się z panem spotkać w bardzo pilnej i wymagającej niezwłocznej interwencji sprawie – wyjaśnił pracownik ambasady.
- Jak się nazywa ten przedstawiciel? – powiedział i zmarszczył czoło nowy trener Lazio.
- Prosił także o anonimowość. Chciałbym także powiedzieć, że przedstawiciel już wyleciał do Rzymu w poszukiwaniu pana.
Skubani, nic się od nich nie można dowiedzieć.
- Mówił coś jeszcze?
- Tak. Będzie około dziesiątej przy Pałacu Weneckim – rozmówca wypowiadał słowa coraz szybciej.
- Rozumiem, ale jak go rozpoznam? – dopytywał się Topolsky.
- Oj, rozpozna pan, rozpozna. O to nie musi się szanowny pan obawiać – rzucił Travis.
- Dobrze, zrozumiałem – odparł zdziwiony Amerykanin polskiego pochodzenia.
- Czyli na pewno spotkacie się na wyznaczonym miejscu? – jeszcze raz, dla pewności, spytał.
- Tak.
- Dziękuję, do widzenia – powiedział spokojnie Denis.
- Do widzenia – zakończył rozmowę Robert.
W tym momencie usłyszał głośne bicie dzwonów kościoła Sant’Agnese in Agone znajdującego się parę minut drogi od miejsca zamieszkania Topolsky’ego. Instynktownie spojrzał na zegarek.
Wybiła godzina szósta.
Plac Wenecki, Rzym
Dobiegała godzina dziesiąta.
Słońce grzało coraz mocniej, temperatura podnosiła się z minuty na minutę, a mieszkańcy Wiecznego Miasta nieustannie narzekali na efekt cieplarniany, o którym i tak nie mieli zielonego pojęcia. Nawet Robert, ubrany w przewiewną koszulkę bez rękawów podkreślającą jego nieprzeciętną budowę oraz krótkie spodenki, czuł lekki dyskomfort związany z ciepłem.
Dzisiaj na ulicach Rzymu był jeszcze większy tłok niż zwykle. Ostatnia niedziela miesiąca, dzień, w którym Muzea Watykańskie można odwiedzać zupełnie za darmo. Można oglądać dzieła z różnych epok czy wydarzeń. Muzea te posiadając najbogatszą kolekcję dzieł sztuki z całego świata. Jest ona tak ogromna, iż według przewodników, gdyby poświęcić kilkusekundową uwagę każdemu eksponatowi obejrzenie całej kolekcji zajęłoby ponad osiem lat. Ludzie nie tylko w ten dzień chętnie przychodzą odwiedzać to miejsce. Często można spotkać w tym miejscu kilkusetmetrowe kolejki, które są obiektem zainteresowania regionalnych dziennikarzy fotografujących to niezwykłe zjawisko.
Po chwili wpatrywania się w wielki Pałac Wenecki, który świecił się niemiłosiernie w panującym słońcu, Robert w oddali zauważył Hummera H2 Limo, ponad dziesięciometrową limuzynę, limitowaną wersję ze stajni Hummera. Od razu rzucał się w oczy jego metaliczny czarny lakier połyskujący w blasku słońca.
Oj, rozpozna pan, rozpozna, przypomniał sobie rozmowę z pracownikiem ambasady.
Samochód podjechał naprzeciw Topolsky’ego. Najpierw wysiedli dwaj muskularni mężczyźni, którzy, otwierając drzwi, odsłonili anonimowego przedstawiciela rządu.
Selekcjoner Lazio Rzym od razu rozpoznał tą postać.
Billy Craytor we własnej osobie.
Były wiceprezydent i przewodniczący senatu. Został oskarżony o udział w słynnej aferze Princestatute mającej na celu obalanie wszystkich ustaw związanych z zaostrzeniem prawa względem mafii i innych organizacji przestępczych. Trafił przed sąd i po długich miesiącach pełnych rozpraw został uniewinniony z braku dowodów. Na wysoką pozycję rządową jednak nie wrócił i od tego czasu rzadko pokazywał się na oczy. Jednak coś tu było nie jasne.
Jak człowiek obrzucany przed media i rząd może dla wciąż pracować na rzecz kraju?
Billy, w asyście dwóch mężczyzn, podszedł do Roberta i uścisnął mu dłoń.
- Miło mi cię widzieć – powiedział z uśmiechem.
- Mi również – odpowiedział zdziwiony Robert.
- Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłoby porozmawianie w bardziej prywatnym miejscu.
- Też tak sądzę.
- Proszę wsiąść do mojego samochodu. – Były wicepremier wskazał na ogromną limuzynę.
siema :) nie wiem gdzie napisac ale mam problem,caly czas mam "brak harmoni w klubie" co mam z tym zrobic lub gdzie ? dzieki mam nadzieje ze mi ktos odpowie i pomoze
siema :) nie wiem gdzie napisac ale mam problem,caly czas mam "brak harmoni w klubie" co mam z tym zrobic lub gdzie ? dzieki mam nadzieje ze mi ktos odpowie i pomoze
Opis mojej kariery!!!
http://fmpl.blog.onet.pl/
ZAPRASZAM!!!
stone93 napisał:Opis mojej kariery!!!
http://fmpl.blog.onet.pl/
ZAPRASZAM!!!
Jeszcze raz będziesz tak spamował, a będę usuwał wszystkie takie Twoje komentarze.
Jeśli chcesz pochwalić się blogiem to napisz do naszej redakcji o umieszczenie w dziale Linki albo napisz tutaj - http://forumcm.net/index.php?/topic/1470-blogi-ceemaniakow-%3B/page__st__110