Jedyny wybór cz.5
- Mamy walczyć o utrzymanie, a tymczasem zanosi się na ostrą wyprzedaż zawodników.
- I tak z wyjątkiem Hueta, marny był z nich pożytek. A przynajmniej płacić im nie trzeba.
- A właśnie! Huet. Co cię skłoniło do sprzedaży? – Zapytał Staszek – Przecież w poprzednim sezonie był jednym z głównych rozgrywających.
- Był… Nie sądzę żeby się nadawał na drugą ligę, a 375 tysięcy euro plus milion w ratach piechotą nie chodzi.
- Serio tyle dali??
- Aha. – Potwierdziłem z uśmiechem.
Kasa kasą, ale zacząłem poważnie się martwić o skład w jakim będziemy grali. Na dobrą sprawę, na dzień dobry straciliśmy całą siłę napędową drużyny: Sakanoko, Omongę i Servilla. Nic to, pomyślałem finalizując ostatnie transfery. Może nowi będą jakoś sobie radzić.
A przeszli do nas następujący gracze:
Roberto De Maggio 24 lata O/DBP/P P (Leopoldsburg) 1 tys. €
Edouard Mampuya 33 lata N (wolny)
Bart Eerdekens 23 lata O LŚ (Dilbeek) 1 tys. €
Nicolas Baudart 25 lat OP P, N (Chấtelet) 1 tys. €
Stephen Hillen 24 lata N (Couillet) 4 tys. €
Mathias De Visscher 21 lat O/P LŚ (RC Lebbeke) 2 tys. €
Grègory Ghislain 27 lat O/DBP L (Gilly) 0 €
- Staszek, nadszedł czas na zmiany. – Obwieściłem z niezwykle poważną miną.
- Ty mnie nie strasz. – Wzdrygnął się. – Co znowu wymyśliłeś??
- Do tej pory graliśmy z samymi cieniasami, ale teraz jesteśmy w drugiej lidze! Tu już łatwo nie będzie. Trzeba przyszykować nową broń. Pomóż mi z tym pudłem.
- O żeby cię! Musiałeś je wkładać tak wysoko?
- Nie było potrzebne to co mi będzie pokój zagracać? – Odparłem i energicznym ruchem wyjąłem z pudełka mocno przykurzoną książkę.
- Co to jest? – Zapytał zaciekawiony Staszek.
- Sam zobacz. – Powiedziałem zdmuchując kurz i podając mu książkę.
- „Taktyka w piłce nożnej. Podręcznik dla nauczycieli wychowania fizycznego w szkołach podstawowych”. Żartujesz sobie???
- Jestem jak najbardziej poważny. A myślisz, że dlaczego tak dobrze nam szło? Trzy czwarte pomysłów brałem z tej książki. Co prawda doczytałem tylko do czterdziestej strony, ale więcej nie było potrzebne. – Dodałem z uśmiechem.
- A co jest dalej?
- To czym wszystkich zaskoczymy. Zobacz. Rozdział 5 „Gdy twoja drużyna jest słabsza od rywali”. – Pokazałem mu spis treści.
- I o czym tam piszą?
- Moment, zaraz zobaczymy. O, jest! – Zawołałem odnajdując właściwą stronę. – Będziemy grać z kontry!
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. – Staszek pokręcił głową.
- Znasz powiedzenie: „Działa – nie naprawiaj”? – Zaczepił mnie po pierwszym sparingu Staszek.
- Znam, ale przecież nic się nie stało. Obrona troszkę wolna i miejscami dziurawa, ale przecież kiedyś muszą się zgrać.
- No jasne. – Odparł z powątpiewaniem w głosie Staszek.
- Ty mi tu nie siej fermentu! Dobrze jest i tego się trzymamy! – Zakończyłem tę nerwową dysputę.
Z tym dobrze to troszkę przesadziłem, ale trzeba trzymać fason. Mecz z Bocholt zaczęliśmy fatalnie. W 4 minucie dobrze wyprowadzona kontra i Christina pięknym lobem zdobywa bramkę. Wynik ten utrzymał się, aż do 40 minuty. Z rzutu rożnego dośrodkował Issankoy, do piłki wyskoczył Mampuya i silnym uderzeniem głową nie dał najmniejszych szans bramkarzowi gości. Nowa myśl taktyczna średnio chyba pasowała moim zawodnikom, bo ledwie trzy minuty później postanowili zostawić całkowicie nie pilnowanego Proesmansa w samym środku pola karnego. Ten ostatni nie wahał się nawet przez moment tylko huknął z całej siły i na przerwę schodziliśmy przy stanie 1 – 2.
Kilka ciepłych słów jakie skierowałem w szatni do moich podopiecznych wyraźnie ich ożywiło i od 49 minuty mogliśmy się cieszyć z remisu. Radość trwała dokładnie minut sześć. Po ich upływie zastanawiałem się, którego ze środkowych obrońców utopić w pierwszej kolejności. Po raz drugi zupełnie bez opieki został Proesmans i postanowił ustalić wynik spotkania na 2 – 3.
WS Woluwè – Bocholt 2 – 3
4’ Christina
40’ Mampuya
43’ Proesmans
49’ Beytullah
55’ Proesmans
Widzów: 111
Naszym drugim celem sparingowym była drużyna Tienen. Goście obejrzawszy migawki z naszego pierwszego sparingu postanowili powtórzyć scenariusz. Jako, że mieli podparcie w dobrych materiałach szkoleniowych udało im się strzelić pierwszą bramkę już w 3 minucie. Znakomita asekuracja naszych obrońców przy tej bramce mogłaby stać się pięknym instruktażem dla innych ekip. W 25 minucie było już właściwie po meczu. Faul w polu karnym i jedenastka pewnie wykorzystana przez Verlaine’a pokazały nam miejsce w szeregu. Kiedy w 37 minucie N’Goh nie strzelił karnego podyktowanego dla nas, pozostało już tylko z obrzydzeniem patrzeć na popisy naszych graczy i modlić się o koniec. Ostatnią iskierką nadziei, że będzie lepiej była bramka Galeriego w 55 minucie, ale na tej jednej akcji się skończyło.
WS Woluwè – Tienen 1 – 2
3’ Vangeel
25’ Verlaine (kar)
37’ N’Goh n.s.k.
55’ Galeri
Widzów: 62
Trzeci sparing po prostu musiał być udany. Ile można przegrywać? Hoogstraten widocznie wyszło z tego samego założenia i od pierwszych minut, zamiast atakować, postanowili dokładnie zamurować bramkę. Nie powiem, taktyka opłacalna. Oni grać z kontry umieją, my nie. W 33 minucie popisowa akcja gości i Bastiaensen nie ma problemów z pokonaniem Clepkensa. Honor uratował nam Beytullah strzelając, jak zwykle w pięknym stylu, z rzutu wolnego i na przerwę schodziliśmy przy stanie remisowym. Gwizdek sędziego na drugą część nie przyniósł specjalnej zmiany obrazu gry. Smętne ataki Woluwè celnie kontrowane przez gości i tylko Clepkensowi zawdzięczamy, że nie strzelili nam kilku goli. 57 minuta przyniosła nam niezbyt zasłużone prowadzenie, a to za sprawą mocno dyskusyjnego rzutu karnego, wykorzystanego przez Borreya. Cóż, darowanemu koniowi…
WS Woluwè – Hoogstraten 2 – 1
33’ Bastiaensen
43’ Beytullah
57’ Borrey (kar)
Widzów: 65
Po meczu zerknąłem w kierunku Staszka. Jego mina mówiła wszystko. Zespół grał gorzej niż źle. Pod nosem międliłem: „Uczcie się barany grać z kontry”…
Kolejnym rywalem była zawsze niewygodna drużyna Rupel-Boom. Na ten mecz się sprężymy powtarzałem sobie w duchu. I sprężyliśmy się. W 26 minucie N’Goh przypomniał sobie jak w poprzednim sezonie pięknie podawał i popisał się genialnym podaniem do wchodzącego w pole karne Galeriego. Precyzyjny strzał i mogłem z uśmiechem triumfu spojrzeć w kierunku trybuny, na której siedział Staszek. Ku mojemu zaskoczeniu ten tylko machnął ręką i pokazał na boisko. Było na co popatrzeć. Nasza wybitnie szczelna obrona dokonywała istnych cudów. Ukoronowaniem ich nierównej walki było dopuszczenie do sytuacji sam na sam Maesschalcka i w rezultacie utrata bramki. Po przerwie jedyna atrakcją było znoszenie z boiska Issankoya i następny sparing zakończył się miernym wynikiem po miernej grze.
WS Woluwè – Rupel-Boom 1 – 1
26’ Galeri
36’ Maesschalck
Widzów: 73
- Jaka gra taka frekwencja… - pomyślałem patrząc na puste trybuny.
Ostatni sparing i ostatnia zarazem szansa na poprawienie, przed sezonem zasadniczym, mocno kulejącego morale drużyny. W roli chłopców do bicia miała wystąpić trzecioligowa ekipa Nordhorn. Goście wywiązali się z zadania prawie bez zarzutu. Prawie, bo chociaż udało im się stracić pierwszą bramkę już w 3 minucie, to bezczelnie skontrowali tuż przed gwizdkiem na przerwę i doprowadzili do wyrównania. W przerwie z konieczności musiałem zmotywować zespół, a że brakowało troszkę argumentów skończyło się na zwyczajnym ochrzanie. Udana, czy nie, rozmowa odniosła skutek. W 74 minucie Beersaert dostał ładne podanie od De Maggio i ustalił wynik meczu na 2 – 1. Odetchnąłem z ulgą.
WS Woluwè – Nordhorn 2 – 1
3’ Beersaert
45’ Becker
74’ Beersaert
Widzów: 88
- Wynik niezbyt imponujący. – Zauważył po meczu Staszek.
- Grunt, że jest zwycięstwo. Styl schodzi na drugi plan.
- Trudno się nie zgodzić, ale jak patrzę, co wyprawia obrona, to ciarki mi przechodzą po plecach.
- A będzie jeszcze gorzej.
- Dlaczego?
- Dostałem ofertę typu „nie do odrzucenia” na Schauwersa.
- Nie ma mowy! To jeden z ostatnich wartościowych zawodników w tej formacji, którzy jeszcze zostali!
- Dokładnie to przedostatni, bo jeśli się zdecyduję zostanie tylko N’Goh…
- Nie możesz go sprzedać!
- Pewnie, że nie mogę. Ja po prostu muszę to zrobić.
- Zgłupiałeś?
- Pamiętasz klauzulę odejścia w jego kontrakcie?
- Pamiętam. Milion euro.
- No właśnie. Mons proponuje 750.000 od ręki, 1.500.000 w ratach i 50% następnego transferu. Jeśli się nie zgodzę następna oferta będzie opiewała na milion gotówką i będę mógł im nagwizdać. Więcej za niego nie dostaniemy, a może ktoś się znajdzie na jego miejsce.
- Teraz rozumiem. Taka kasa to budżet na najbliższe piętnaście lat. Pogonię trochę naszych scoutów. Niech się biorą do roboty i szukają „na wczoraj” jakichś rozsądnych obrońców.
- To właśnie chciałem od ciebie usłyszeć.
Na inaugurację drugiej ligi, na stadionie pojawiła się zaledwie garstka kibiców. Wszyscy spodziewali się ostrego łomotu i trudno się dziwić. W lokalnych dziennikach od kilku dni potępiali nas za pogoń za kasą i rozbijanie drużyny. Nie pozostało nic innego jak udowodnić wszystkim, że mimo osłabienia zespołu, tanio skóry nie sprzedamy. Bez Schauwersa nasza obrona prezentowała się jednak wręcz dramatycznie. Po prostu nie miał kto grać. Z konieczności przeprosiłem się z kilkoma zawodnikami skazanymi w zeszłym sezonie na banicję, ale forma jaką prezentowali tylko potwierdzała słuszność moich dawnych posunięć. KV Kortrijk oczywiście miało w nosie nasze problemy kadrowe i konsekwentnie realizowało plan taktyczny. A o skuteczności tego planu może świadczyć fakt, że pierwszą bramkę zdobyli już w 23 minucie. Gdy w ledwie dwanaście minut później Gezelle dołożył drugie trafienie było wiadomo, że mecz może się skończyć tylko w jeden sposób. Na nasze szczęście trener gości stwierdził, iż potrzebuje, nie tyle wysokiego wyniku co raczej dodatkowego sparingu i w przerwie zmienił kilku kluczowych graczy. Od razu zrobiło się luźniej. W 80 minucie po akcji Peetersa, Mampuya strzelił silnie z 20 metrów i zaliczył swoją pierwszą bramkę w oficjalnym meczu Woluwè. Więcej goli nie padło i mecz zakończył się zasłużoną wygraną gości.
WS Woluwè – KV Kortrijk 1 – 2
23’ Jarakovic
35’ Gazelle
80’ Mampuya
Widzów: 245
Następnym spotkaniem był mecz pucharowy z trzecioligowym Visè. To była szansa na pokazanie się z lepszej strony i może wreszcie jakieś ładniejsze zwycięstwo. Początek meczu okazał się znakomity. Dobrze spisujący się na prawej stronie Baudart, zszedł do środka pola i wykorzystując drobne zamieszanie w polu karnym dopadł do piłki, strzelił bez zastanowienia, a futbolówka poszybowała prosto w okienko bramki gości. Oczywiście zawsze musi się znaleźć łyżka dziegciu. W 37 minucie Solhi po genialnym manewrze naszych środkowych obrońców (zostawmy go samego, może zgłupieje i nie będzie wiedział co zrobić) zdobył wyrównującą bramkę, ale był to tylko ostatni promyk nadziei dla Visè. Końcówka pierwszej połowy należała zdecydowanie do nas. W 45 minucie w polu karnym uwolnił się Mampuya i już prowadziliśmy 2 – 1. Po zmianie stron w dalszym ciągu przeważaliśmy, a w 77 minucie do dośrodkowania Kourtidisa najwyżej wyskoczył Mampuya zapisując sobie na koncie drugą bramkę i ustalając zarazem wynik spotkania na 3 – 1.
WS Woluwè – Visè 3 – 1
19’ Baudart
37’ Solhi
45’ Mampuya
77’ Mampuya
Widzów: 1702
Po tym udanym początku tegorocznych pucharów czekał nas wyjazd do nowego klubu Schauwersa, czyli Mons. Rywal niezwykle trudny i wiedzieliśmy, że czeka nas ciężka przeprawa. Ku zaskoczeniu wszystkich w 10 minucie udało nam się przeprowadzić bardzo składną akcję. Najpierw lewym skrzydłem pociągnął Beytullah, następnie podał na prawe skrzydło, by za chwilę piłka znalazła się pod nogami wbiegającego w pole karne Ismailovskiego. Efekt był łatwy do przewidzenia i sensacyjnie objęliśmy prowadzenie. Gospodarze niestety dość szybko się pozbierali. W 32 minucie Jukic wszedł w naszą obronę jak w masło, strzelił i już mieliśmy remis. Pięć minut po zmianie stron koszmarny błąd popełnił N’Landu. Faul w polu karnym i Mons nie pozostało nic innego jak wykorzystać ten prezent.
Mons – WS Woluwè 2 – 1
10’ Ismailovski
32’ Jukic
50’ Rabesandratana (kar.)
Widzów: 2341
Zgodnie z tradycją mieszania pucharów z ligą, nadszedł czas na piątą rundę Pucharu Belgii. Los okazał się tym razem dość złośliwy i za przeciwnika przydzielił nam drużynę FCV Dender. Ciągle mieliśmy w pamięci końcówkę poprzedniego sezonu, więc dodatkowej motywacji nie było trzeba.
Zaczęło się tradycyjnie, czyli źle. W 35 minucie kolejny faul w polu karnym N’Landu i Scattone stanął przed szansą pokonania Gèradra. Krótki rozbieg, strzał i Gèrard oczywiście broni! Od razu uwierzyliśmy, że to będzie nasz dzień. Tuż przed przerwą Ismailovski popisał się znakomitym rajdem prawą stroną boiska, dośrodkował i Galeri wyprowadził nas na prowadzenie. Zmiana stron uwidoczniła niestety smutną prawdę. Dender się wzmocniło, my straciliśmy najlepszych… Rajdy Munyaneza i Baerta, odpowiednio w 59 i 80 minucie, bezlitośnie obnażyły wszystkie braki naszej defensywy. Podnieść się z kolan nie daliśmy rady. W tym sezonie puchar się dla nas skończył.
WS Woluwè – FCV Dender 1 – 2
35’ Scattone n.s.k.
45’ Galeri
59’ Munyaneza
80’ Baert
Widzów: 219
Porażka z Dender zwiastowała nadejście głębszego kryzysu, ale byłem zbyt ślepy, aby to dostrzec. Wciąż wierzyłem w nową filozofię gry. Kontra tak wryła mi się w umysł, że nic nie mogło mnie od niej odwieść. Pierwszym zimnym prysznicem okazał się wyjazd do drugoligowego średniaka KVSK. Nie mogłem uwierzyć w to, co się działo na boisku. Gospodarze robili z nami co chcieli. Tylko dzięki Clepkensowi do przerwy przegrywaliśmy jedną bramką. Niestety w drugiej połowie KVSK znacznie poprawiło celność. Najpierw w 55 minucie Ruytinx strzelił swoją drugą bramkę, a ledwie minutę później na 3 – 0 podwyższył Haagdoren. W 81 minucie dobił nas Ulenaers i cały mecz skończył się wynikiem 4 – 0.
KVSK – WS Woluwè 4 – 0
38’ Ruytinx
55’ Ruytinx
56’ Haagdoren
81’ Ulenaers
Widzów: 2399
Terminarz ligowy ułożył się wyjątkowo ciekawie. Czwarta kolejka przyniosła nam wyjazd do Denderleeuw i zarazem szansę na rewanż za wyeliminowanie z pucharów. Spotkanie, jak przystało na dwóch beniaminków, było bardzo wyrównane. Bezbramkowy remis nie krzywdził nikogo i zdecydowanie odpowiadał temu co się działo na boisku. Odpowiadał, aż do 81 minuty. Od tej chwili byłem świadkiem prawdziwego horroru. Straciliśmy piłkę w środku pola, nastąpiło błyskawiczne podanie do przodu i nim ktokolwiek się zorientował piłka już tkwiła w siatce. Nic to, odrobimy – pomyślałem. Nic bardziej mylnego. Sześć minut później, Kourtidis fauluje w polu karnym i sędzia bez wahania pokazuje na jedenasty metr. „No to pozamiatane” - przemknęło mi przez głowę. Tyle, że na 2 – 0 się nie skończyło. 91 minuta i Driessen strzela nam trzecią bramkę, a dwie minuty później dobija nas Kubilskis.
FCV Dender – WS Woluwè 4 – 0
81’ Tresignies
87’ Vulin (kar.)
90’ Driessen
90’ Kubilskis
Widzów: 2994
Miałem niewielką nadzieję, że VW Hamme okaże się być w naszym zasięgu. Zdaje się jednak, że łapki mamy za krótkie. Zaczęliśmy nawet nieźle. Kilka ciekawych akcji, nieźle w defensywie, ale gdy w 34 minucie z boiska musiał zejść Galeri, zupełnie straciliśmy zapał. Goście natychmiast to wyczuli i trzy minuty później Francis wyprowadził ich na prowadzenie. Więcej bramek już nie padło i kolejna porażka stała się smutnym faktem, a widmo spadku zaczęło poważnie zaglądać nam w oczy.
WS Woluwè – VW Hamme 0 – 1
37’ Francis
Widzów: 223
- Mam tego dosyć! Nie umiem, nie rozumiem, za głupi jestem!
- Co się tak ciskasz? – Staszek próbował łagodzić mój wybuch.
- Nic nie wychodzi. A przecież robię tak, jak radzą!
- Mówiłem ci. Wywal te wszystkie książki do kosza i zaufaj swojej własnej inwencji.
- Gra z kontry nie była dobrym pomysłem? – Smętnie pokiwałem głową.
- Ano nie była, ale tego się można było spodziewać. A teraz skończ z tym biadoleniem i do roboty. Mam dla ciebie nowego obrońcę.
- Środkowy?
- Prawy… Ale zawsze możesz przekwalifikować na środkowego N’Goha.
- Jeśli ten twój będzie się do czegoś nadawał.
W ten właśnie sposób za jedyne tysiąc euro dołączył do nas Sven Van Rompaey O/DBP/P P 21 lat (KFC Lille).
Na powrót do bardziej otwartej taktyki zdecydowałem się już w najbliższym spotkaniu. Naszym przeciwnikiem było Eupen i chyba dość mocno ich zaskoczyliśmy tą nagłą zmianą stylu gry. Dość powiedzieć, że w całym meczu Eupen oddało jeden celny strzał na naszą bramkę. Nie to żebyśmy byli dużo lepsi, my trafialiśmy tylko trzy razy. W 78 minucie debiutujący Van Rompaey podał do Baudarta, a ten przepięknym podaniem znalazł Peetersa. Koen popędził jak strzała i mając przed sobą jedynie bramkarza gości ustalił wynik meczu na 1 – 0. Pierwsze historyczne zwycięstwo w drugiej lidze stało się faktem. Być może jeszcze jakaś nadzieja na utrzymanie jest!
WS Woluwè – Eupen 1 – 0
78’ Peeters
Widzów: 206
Czy zmiana taktyki przyniosła faktyczną poprawę gry zespołu miał zweryfikować wyjazd na mecz z jednym z najstarszych belgijskich klubów, założonym w 1897 roku Royale Union Saint-Gilloise. Gospodarze byli przynajmniej o trzy klasy mocniejszą ekipą, więc oczekiwałem nie tyle zwycięstwa czy remisu, co raczej dobrej gry zespołu. Nie rozczarowałem się. Co prawda końcowy wynik nie był rewelacyjny, ale graliśmy przyzwoicie. Do przerwy przegrywaliśmy jedynie 1 – 0, a po wznowieniu już w 70 minucie stanęliśmy przed szansą na wyrównanie. Pewnym wykonawcą jedenastki był Kourtidis i przez całą minutę mogliśmy cieszyć się z remisu. Minutę, bo tylko tyle Union SG potrzebowało na strzelenie nam drugiego gola. W 84 minucie dobił nas Madiokoka, ale byłem mimo wszystko zadowolony. Dobra gra powinna zaprocentować w następnych meczach.
Union SG – WS Woluwè 3 – 1
45’ Meeusen
70’ Kourtidis (kar.)
71’ Madiokoka
84’ Madiokoka
Widzów: 1089