Zacznijmy od pierwszej zasady transferowej, z którą zapoznałem się niedawno na pewnym forum – nie ma zawodników, których musisz kupić; są zawodnicy, których możesz kupić. Wiem, przy ograniczonym czasie na zakupy, dużej konkurencji na rynku i czasem absurdalnym podbijaniu cen przez komputer powyższa sentencja może się wydawać niemożliwa lub przynajmniej trudna do zrealizowania. Wiem, czasem trudno oprzeć się pokusie sprowadzenia do klubu ulubieńców, nieważne za jaką cenę. Tyle że – i oto przeszliśmy do drugiej zasady – budżet nie jest z gumy; trzeba więc uważać, by nie przesadzić i prowadzić rozsądną i konsekwentną politykę transferową.
Ten poradnik nie ma na celu wyjaśniania podstawowych zasad rządzących rynkiem – taki tekst był już opublikowany na łamach Centrum i – swoją drogą – odniósł duży sukces. Niemniej jednak warto przenieść temat na wyższy poziom, wyjaśniając graczom, jak kupować, żeby dużo nie wydać – i jak sprzedawać, żeby się, przepraszam za zwrot, nachapać. Kluczem będzie przestrzeganie kilku wskazówek i zasad, które przytoczę poniżej.
Ustal limity
Powtórzę się: nie ma zawodników, których musisz kupić – są tylko tacy, których możesz kupić. Szczególnie w klubach z niższych lig, gdzie przed transferem każdy banknot ogląda się kilkukrotnie. Zanim przystąpicie do negocjacji, warto się zastanowić, na jaki wydatek możemy sobie pozwolić. Kiedy prowadziłem Arsenal, a później także Romę – w sumie przez sześć lat czasu gry – ustaliłem, że za potencjalnego gracza pierwszego składu dam nie więcej niż dziesięć milionów funtów; za gwiazdę maksymalnie dwadzieścia. Podobnie z kontraktami. Nie robiłem żadnych wyjątków i, jak się okazało, przez cały okres tej rozgrywki nie wydałem na pojedynczego zawodnika więcej niż… czternaście milionów funtów! Wszyscy w kadrze mieli kontrakty niższe niż sto tysięcy funtów tygodniowo. Całkiem niezłe osiągnięcie, przyznajcie sami – szczególnie w klubach, które rok w rok walczyły o najwyższe laury.
Oczywiście, inna sprawa, że i tak wydawałem dużą część budżetu, bo skupywałem zawodników – szczególnie juniorów – wręcz na potęgę…
Bądź elastyczny
Ha – powiecie – bądź elastyczny, łatwo powiedzieć, przecież każdy tak radzi! Owszem, zgadzam się: powyższe zdanie jest niewątpliwie truizmem, ale truizmem, o którym często zapominamy. Zasady rządzące okienkiem transferowym są, moi drodzy, takie: pieniędzy zawsze będzie za mało, budżet okaże się mniejszy, niż byście chcieli, zaś czas szybko minie na negocjacjach, z których pewnie nic nie wyniknie. To brutalna prawda; trzeba nauczyć się z nią żyć. Można, rzecz jasna, kombinować z budżetami płacowym i transferowym, należy jednak pamiętać, że te pieniądze nie biorą się znikąd. Nie chcemy przecież wprowadzić klubu w długi, prawda? Czasem o wiele łatwiej – i szybciej – zmienić taktykę czy wyciągnąć młodego zdolnego z rezerw, niż kupić nowego piłkarza.
Uwierz w zawodników, którymi dysponujesz
Ta rada niejako wynika z końcowych zdań poprzedniej. Jeżeli sprzedacie piłkarza z pierwszej jedenastki, dajcie szansę dotychczasowemu rezerwowemu; należy mu się. W razie odejścia zawodnika z szerokiego składu, niech dziurę załata junior – których pewnie sprowadzacie na pęczki – z rezerw. Tak właśnie buduje się skład. Rozsądnie. Bardzo ważne jest zachowanie ciągłości – a przy okazji można sporo zaoszczędzić.
Negocjuj
Najważniejsza i jednocześnie najbardziej denerwująca sprawa – negocjacje. Zgadzam się: komputer bardzo często wysuwa idiotyczne propozycje, co więcej, rzadko kiedy spuszcza z ceny. Warto jednak bić się o jak najkorzystniejszą ofertę, kombinować z klauzulami i dodatkowymi opłatami, tak by ugrać jak najwięcej. Podobnie z kontraktami. Jak pisał Andrzej Sapkowski, mieć milion i nie mieć miliona – to razem dwa miliony.
Owszem, napotykamy tutaj na trudność – czas. Okienka transferowe nie trwają wiecznie, przeważnie musimy się wyrobić w ciągu miesiąca, dwóch, a przeciągające się negocjacje mogą sprawić, że zostaniemy z niczym. Znam tylko jedno rozwiązanie – przeprowadzać po kilka transferów jednocześnie. Nie raz próbowałem się dogadać z pięcioma napastnikami podobnej klasy, choć tak naprawdę potrzebowałem tylko jednego. Jednak dzięki temu miałem większe pole manewru – w końcu transfery można anulować bez żadnej kary, a nawet poczekać tydzień z podpisaniem umowy – i pewność, że któregoś w końcu ściągnę.
Kluczowe są również negocjacje kontraktowe z zawodnikami, których już mamy w drużynie. Pamiętajcie: zawsze warto proponować niższe zarobki, niżby chcieli piłkarze. W takich przypadkach nie musimy się wcale spieszyć – ba, możemy wręcz grać na zwłokę – a czasem możemy zyskać dodatkowe fundusze, które przydadzą się na rynku transferowym.
Bądź cierpliwy
Zawsze warto zachować zimną głowę, kiedy się wybiera na zakupy; cwaniactwo połączone z cierpliwością może się więc opłacić. Jeśli nie uda się nam sprowadzić piłkarza w tym okienku transferowym, zawsze możemy spróbować w następnym – tyle że tym razem już nie biernie. Po pierwsze, bozia dała bajer zwący się „interakcje z piłkarzami”, więc trzeba korzystać i poprawiać tym samym stosunki z zawodnikami – którzy, maglowani przez kilka miesięcy, w końcu sam będą chcieli do nas przejść. Po drugie, musimy czujnie wyczekać okazję; nigdy nie wiadomo, co delikwentom, których mamy na oku, może strzelić do głowy: konflikt z trenerem, kolegą z drużyny, chęć zmiany otoczenia… wówczas i klub, i zawodnik z ulgą zgodzą się na transfer.
Warto też poczekać, gdy obserwowanemu przez nas piłkarzowi kończy się wkrótce – w przeciągu roku czy dwóch – kontrakt z obecnym klubem; w takim wypadku czas tylko działa na naszą korzyść. Zapewniam, że ewentualne negocjacje pójdą o wiele łatwiej – a być może uda się nam ustrzelić nawet wolny transfer…
Pamiętaj, że zakupy trwają cały rok
Okienko transferowe w większości lig otwiera się dwa razy do roku i trwa około dwóch miesięcy, jednak rozmowy z klubami i piłkarzami można prowadzić cały czas. To bardzo ważne, szczególnie biorąc pod uwagę wcześniejsze rady, które zalecają oglądanie każdej złotówki ze wszystkich stron przed wydaniem, co wydatnie zwiększa długość negocjacji. Inną zaletą zaklepywania transferów poza okienkami jest fakt, że komputer przeważnie wydaje większość budżetu latem lub zimą, więc siłą rzeczy mniej aktywnie miesza się w nasze sprawy z powodu braku środków.
Scouting – jedna z kluczowych kwestii, kiedy mówimy o transferach – również powinien być prowadzony przez cały rok. Tymczasem wszystkim chyba zdarzało się wysłać obserwatorów na łowy, a po wykonaniu roboty zapomnieć, by przydzielić następne zadanie. Widzieliście kiedyś sprawnie zarządzaną firmę, w której opłacany przez cały rok pracownik pracuje tylko kilka miesięcy, a przez resztę się leni? No właśnie.
Nie urządzaj rewolucji
W przeciągu tych kilku sezonów, które rozegrałem w najnowszym Football Managerze, doszedłem do wniosku, że gra naprawdę promuje stabilność. Zgranie odgrywa dużą rolę. Piłkarze z każdym miesiącem znają się coraz lepiej, więc i grają coraz lepiej; przede wszystkim z postępem czasu można zaobserwować wzrost płynności w grze i lepsze wypełnianie poleceń taktycznych. Właśnie dlatego we wszystkich poprzednich poradach promowałem ostrożność i spokojne budowanie zespołu, dlatego radziłem, by zachować ciągłość w składzie – taki system zwyczajnie przynosi efekty. Rezerwowy, który spędził w klubie już kilka miesięcy, lepiej rozumie naszą taktykę niż nowy nabytek – i zwyczajnie gra lepiej.
Spójrzmy na dwa – rzeczywiste – kluby z ligi hiszpańskiej: Real Madryt i Barcelonę. Oba równie bogate i utytułowane, lecz każdy prowadzi inną politykę transferową: Real kierowany przez Florentino Pereza rok temu wydał na nowych piłkarzy setki milionów euro; Barcelona przeprowadziła tylko trzy transfery – w tym ten najsłynniejszy: Zlatana Ibrahimovica – wszystkie, by załatać dziury po zawodnikach, którzy odeszli. Uzupełnienie składu stanowił młodzik wyciągnięty z rezerw – Pedro. I co? Teoretycznie nic; obie drużyny do ostatniej kolejki biły się o mistrzostwo Hiszpanii. Widać jednak było różnicę w stylu: Real był drużyną indywidualistów; gra Barcelony przypominała zaś pracę zbiorową, której pewien magik – Messi – nadawał tylko ostatni szlif.
Weźcie też pod uwagę przykład dwóch grajków, których nazwiska podałem powyżej: Ibrahimovica i Pedro. Ten pierwszy przyszedł do Barcelony po wielu latach spędzonych we Włoszech; drugi od trampkarza poznawał system gry klubu z Katalonii. Na pytania, który w minionym sezonie grał lepiej i dlaczego, odpowiedzcie sobie sami.
Podsumowanie
Oto wszystkie rady, jakie chciałem Wam przekazać. Owszem, możecie powiedzieć, że wiele z nich nie odnosiło się wcale do transferów, ale raczej do budowania zespołu. Uważam jednak, że transfery mają wpływ na kształt drużyny – i odwrotnie, drużyna, którą tworzymy, determinuje, jakich transferów dokonujemy. Najważniejsze, by mieć własną koncepcję i trzymać się jej; reszta powinna się ułożyć.
Powodzenia na rynku transferowym i wielu udanych zakupów w przyszłości!
Mam awersję do klauzul - to pewnie dlatego. ;)
Ale od czego są komentarze, nieprawdaż? :)