Pojęcie „sceny” zatraciło swój urok wieki temu, głównie ze względu na nadużywanie: bezcelowe, bezsensowne, nagminne. „Scena” sygnowała swoim „podpisem” wszystko – zjazdy, projekty, update'y, spotkania (trzy osoby pogadało przy piwie o FM-ie i proszę, już można było przykleić etykietę „scenowego spotkania”). Obdarta z godności zupełnie straciła na swoim znaczeniu. Nie brakowało również tych, którzy hucznie wieścili jej upadek, a nawet posuwali się dalej, twierdząc, że w ogóle o czym rozmawiamy, bo przecież nie o zjawisku, którego nigdy nie było. I znowu paradoks – wychodzi na to, że wizytówką FM-a (w domyśle i CM-a, ale skrót CM/FM obrzydł niemniej, niż „scena”) w świecie, i można to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, była polska scena, której tak naprawdę nie było.
Dygresja przydługa, ale potrzebna ze względu na konieczność zobrazowania czym tak naprawdę byłby FM bez „sceny” (angielskiej, polskiej, francuskiej i każdej innej). Byłby bezbarwną grą, pozbawioną uroku, którego dodaje jej każde spotkanie (ot, choćby tych trzech kumpli), news, plik, wypowiedź. A wszystko dzięki społeczności, która nakręca to wszystko. Wyrazy scena i społeczność traktuje synonimicznie, dając jednak większe fory temu drugiemu, wszak w obecnych czasach wszystko można traktować w kategoriach społecznościowych.
Wyobrażacie sobie FM-a bez rzeszy ludzi, którzy z zapałem produkują kolejne dodatki? Wyobrażacie sobie „dziecko” SI Games bez całej siatki researcherów, którzy poświęcają setki godzin (zazwyczaj dobrowolnie i bez wynagrodzenia), abyśmy później mogli zachwycać się świetnie odwzorowaną bazą danych? Spróbujcie sobie odpowiedzieć na pytanie, w którym miejscu byłby Football Manager, gdyby nie społeczność... Nie zdziwiłbym się, gdyby nasz manager podzielił los CM-a, który w tym roku nie pojawi się ani na poczciwych „blaszakach”, ani na konsolach. Upadek CM-a nie wynikał z faktu, że BGS nie potrafiło zebrać odpowiedniej grupy programistów czy speców od marketingu. Przecież ta gra miała kilka niezłych propozycji, które spodobały się nawet twórcom FM-a. Ot, choćby ekran analiz. Problemem CM-a był zupełny brak zaplecza. Jasne, nie brakowało fanów, którzy grali. Problem w tym, że samym graniem nie zbuduje się pomnika. FM cieszy się niesłabnącą popularnością właśnie dzięki graczom, którzy – piszę to z pełną odpowiedzialnością – tworzą tę grę.
Bajeczna sieć researcherów rozsianych po całym świecie gwarantuje, że grając nie będziemy skazani na anonimowych piłkarzy. Ileż to już sław „wyrosło” w kolejnych częściach gry, nim w ogóle zobaczyliśmy ich na ekranach telewizorów. A sama gra? Czy byłaby tak dobra, gdyby nie tysiące fanów, którzy bombardują swoimi pomysłami forum SI? Analizują, dostarczają uwag, wypowiadają się, podrzucają ciekawe rozwiązania. Twórcom skazanym wyłącznie na siebie znacznie trudniej byłoby sprostać wymaganiom fanów. Rozmawiając ostatnio z Piotrem Sebastianem usłyszałem od niego interesujące stwierdzenie, że bez tego wszystkiego (w domyśle społeczności), seria przetrwałaby może ze 2-3 lata. Zabawne i nieprawdopodobne? Możliwe, tyle że po namyśle teoria ta nie jest wcale taka niedorzeczna. Brak wsparcia społeczności sprawiłby, że FM stałby się po prostu zwykły, jak gdyby pozbawiono go aureoli, która nadaje mu tego niepowtarzalnego uroku, by nie powiedzieć świętości (przesadnie powiedziane, choć nie da się ukryć, że coś na rzeczy jest).
Scena jest, ma się dobrze i wypada się cieszyć, że polska społeczność może dołożyć swoją cegiełkę, która przyda się przy wznoszeniu kolejnego pomnika FM-owi. Ten powstanie już niebawem, zapewne po premierze FM 2011. Co potem? Pozostanie jedynie ruszyć z formowaniem kolejnej cegiełki, którą dorzucimy. Bez nas – CM Forum, CM Revolution, FM Zone, blogów, projektów, spotkań – FM na pewno nie byłby tak dobry. Może i przemawia przeze mnie próżność, ale wydaje mi się, że mam prawo przyłączyć się do świętowania sukcesu odniesionego przez SI Games. To również nasz sukces.