Jedyny wybór cz.8
Bzzzzzzzzt. Ostry dźwięk intercomu oderwał mnie od wyjątkowo pasjonującej partii pasjansa.
- Słucham?
- Szefie, Denis chciałby z panem porozmawiać.
- Ismailovski? Poproś go.
- Cześć Denis. Siadaj. – rzuciłem gdy tylko pojawił się w drzwiach.
- Dzień dobry. – wyraźnie był podenerwowany.
- W czym mogę ci pomóc? – zagaiłem.
- Mam problem. Wie pan, że skończył mi się kontrakt, a nie dostałem propozycji nowego…
- Bardzo mi przykro, ale sam chyba wiesz, że nie ma szans abyś się przebił do podstawowego składu. Nie chce ci blokować drogi rozwoju.
- Tylko, że ja nie bardzo widzę jakąś drogę.
- Świat się nie kończy na piłce, Denis. Zresztą z zawodu jesteś taksówkarzem, a sam cię na taryfie widziałem. Trzymaj się swojego fachu i tyle.
- Byłem taksówkarzem.
- ??? – pytająco uniosłem brew.
- Redukcję mieliśmy. Tych z najkrótszym stażem wywalili.
- To znaczy, że obecnie jesteś tylko i wyłącznie na utrzymaniu klubu???
- Tak. – zrezygnowany pokiwał głową.
- Cholera… Nie wiedziałem. Nie wiem, co z tym zrobić. Do piłki to ty się chłopie nie nadajesz. Mimo najszczerszych chęci niewiele mogę tu poradzić.
- Może chociaż w rezerwach. Piłka zawsze była moim hobby. Będę się starał.
Skrzywiłem się na samą myśl o jego wysiłkach.
- Nie mogę cię zostawić na lodzie… Poczekaj zadzwonię do Staszka.
Wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer. Po kilku sygnałach dobiegło mnie radosne powitanie kolegi:
- Czego znowu?
- Mnie też miło cię słyszeć Staszek.
- Czego? Jeszcze raz pytam. – Wyraźnie nie był w humorze.
- Nasze kontrakty leżą u ciebie w szafce?
- Leżą, a bo co?
- A mógłbyś wyjąć mój i coś dla mnie sprawdzić?
- Zawsze coś wymyślisz. Poczekaj.
Parę minut później usłyszałem z powrotem jego głos.
- Mam. Czego szukać?
- Sprawdź, czy przysługują mi jakieś dodatkowe etaty, albo coś w tym stylu.
- Moment… Jest. Tak masz prawo do zatrudnienia dwóch osób: sekretarki, tfu asystentki oraz kierowcy. Ale służbowy samochód ci nie przysługuje. – dodał rozbawionym głosem. – Czekaj jeszcze coś! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że przysługuje ci 50% zniżka we wszystkich okolicznych pubach?!?
- Gdybym wiedział, to bym ci powiedział.
- Ty ze mną w kulki nie graj. Nie czytałeś umowy przed podpisaniem?
- To pytanie jest retoryczne?
Staszek zamilkł.
- Dzięki, że to znalazłeś. I rozchmurz się trochę.
- Tak, tak. – odparł Staszek i odłożył słuchawkę.
- Mam dla ciebie propozycję Denis.
Wyraźnie się ożywił.
- Skoro już obaj się zgodziliśmy, że jako piłkarz przyszłości raczej nie masz to dam ci inną pracę. Ja jestem człowiekiem z natury leniwym, do obiadu lubię wypić jakieś piwo, czasem wyskoczyć ze znajomymi na miasto. Sam wiesz. Ale po procentach za kółko lepiej nie wsiadać i tu pojawiasz się ty. Jeśli chcesz to mogę cię wpisać na etat mojego osobistego kierowcy. Posada spokojna i dobrze płatna. W wolnych chwilach możesz trenować z drużyną. Gdybyś jakimś cudem zaczął wykazywać nadzwyczajne piłkarskie zdolności to cię przywrócimy do pierwszego składu. Co o tym myślisz?
- Jaa… Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję. Oczywiście się zgadzam. – wyjąkał Denis.
- Znakomicie. Lubię cię Denis i cieszę się, że będziemy razem pracować. Wpadnij jutro to podpiszemy papiery.
W tym momencie uchyliły się delikatnie drzwi biura i ukazała się w nich kształtna główka mojej asystentki.
- Wiedziałam. Jest pan aniołem, szefie.
- Znowu podsłuchiwałaś?
Zachichotała i posłała mi całusa.
- Sio! – wygoniłem ją z uśmiechem.
0 – 0 zwiastowało drobną zadyszkę, ale mało kto się tym przejmował. Zdobycz punktowa w tym sezonie już przekraczała najśmielsze oczekiwania. Świadomość, iż gramy naprawdę dobrze dodawała nam skrzydeł i chęci do dalszej, jeszcze bardziej zaciętej walki. 13 minuta meczu z KV Kortrijk, podobnie jak w pierwszym sezonie mojej pracy w Woluwè, okazała się prawdziwie magiczna. Rozpędzonego Galeriego brutalnym wślizgiem od tyłu zatrzymał Petrovic. Sędzia nie wahał się nawet przez moment. Zdecydowanym ruchem sięgnął do kieszeni i wyjął z niej czerwony kartonik. Zdarzenie miało miejsce dobrych kilka metrów przed polem karnym, ale przecież specjalistów od takich strzałów ci u nas dostatek. Do piłki podszedł N’Goh i huknął bombę prosto w okienko. Przebieg meczu był stale pod naszą kontrolą, trzeba jednak oponentom dać jakieś szanse. Kortrijk dostali swoją w 57 minucie. Za faul w polu karnym sędzia podyktował jedenastkę. Nie nasza wina, że gospodarze nawet takiej okazji nie umieli wykorzystać. Aelbrecht uderzył lekko i sygnalizowanie, a Clepkens spokojnie wybronił taki strzał.
KV Kortrijk – WS Woluwè 0 – 1
13’ N’Goh
57’ Aelbrecht n.s.k.
Widzów: 742
Ponad 4700 kibiców na trybunach i naprawdę wspaniały doping może przestraszyć każdego przeciwnika. Nie inaczej był z zawodnikami Mechelen. Co prawda pierwszą połowę jeszcze jakoś przetrzymali, ale w drugiej zostali zmiażdżeni. 56 minuta, dokładne podanie Glouftsisa i Galeri spokojnie pokonuje bramkarza gości. 71 minuta rzut karny na bramkę zamienia Borrey, ledwie dwie minuty później gości dobija Galeri i mecz kończy się naszym zasłużonym zwycięstwem 3 – 0.
WS Woluwè – KV Mechelen 3 – 0
56’ Galeri
71’ Borrey (kar.)
73’ Galeri
Widzów: 4720
Kolejne sześć punktów wprawiło prezesa Farina w prawdziwą ekstazę. Więcej kasy na płace mi nie dał, ale chodził z rozmarzonym wyrazem twarzy i co chwilę się potykał. Prezes prezesem, a grać trzeba dalej. Wyjazdowy mecz z Deinze zaczęliśmy z wysokiego C. 11 minuta, Ghislain do Peetersa i 1 – 0. 50 minuta, Galeri sam na sam za bramkarzem strzela, Franssen broni nogą, Hillen dobija, Franssen broni ręką, De Visscher dobija… Głowy nie zaryzykował. W 70 minucie gospodarze pokazali, że jednak w piłkę grać umieją. Thoma strzelił z 30 metrów, a Clepkens mógł tylko patrzeć na przelatującą obok niego piłkę. Na szczęście po chwili wszystko wróciło do normy. W 72 minucie czerwoną kartę obejrzał Ivens, a my dołożyliśmy jeszcze dwie bramki.
Deinze – WS Woluwè 1 – 4
11’ Peeters
50’ De Visscher
70’ Thoma
77’ Baudart
90’ Galeri
Widzów: 745
Ostatni mecz pierwszej rundy rozgrywek belgijskiej drugiej ligi przyszło nam rozgrywać na własnym stadionie. Union SG grało w tym sezonie bardzo przyzwoicie, utrzymując się w górnej części tabeli. Oni są mocni, ale w końcu przyjechali do wicelidera rozgrywek! Jak przyszło na zespoły o zbliżonych możliwościach do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis. Zmiana stron przyniosła jednak znaczne nasilenie naszych ataków i w rezultacie piękną dwójkową akcję Hillena z Peetersem. W 81 minucie Glouftsis zapisał na swoje konto kolejną asystę w tym sezonie i kibice mogli wracać do domów w szampańskich humorach.
WS Woluwè – Union SG 2 – 0
66’ Peeters
81’ Borrey
Widzów: 4617
Cztery zwycięstwa z rzędu sprawiły, że niektórzy zawodnicy poczuli się już królami świata. W meczu z Geel pokazał, na co go stać Baudart. Dwie żółte kartki w przeciągu pięciu minut i od 35 minuty przyszło nam grać w dziesiątkę. Broniliśmy się dzielnie, ale w 65 minucie Clepkens popełnił poważny błąd wypuszczając piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Dostrzegł to Demonceau i strzelił do pustej bramki dając gospodarzom zwycięstwo.
Geel – WS Woluwè 1 – 0
65’ Demonceau
Widzów: 1238
Nie miałem wyjścia. Po meczu zaprosiłem Baudarta na poważną rozmowę o dyscyplinie, a wyraźnie skruszony zawodnik, przeprosił i przyznał, że kto, jak kto, ale on powinien dawać młodszym kolegom przykład odpowiedniego zachowania na boisku. Profesjonalista.
Myślałem, że mecz z Oostende jest rozstrzygnięty już po pierwszej połowie. Nasza przewaga, udokumentowana bramką Galeriego w 38 minucie, była bezdyskusyjna. Najwyraźniej po raz kolejny w tym sezonie popisałem się błędną oceną sytuacji. Clepkens spuścił z tonu i goście w 62 minucie doprowadzili do remisu. Spokojnie, to jeszcze nie tragedia - myślałem. Zdanie zacząłem zmieniać w 87 minucie. W pole karne wpadł Roelandts, a Clepkens nawet nie zareagował, gdy piłka spokojnie wtoczyła się do bramki. Złapałem się za głowę. Tak się przegrywa wygrane mecze. Całe szczęście Galeri był jednym z zawodników, którzy na laurach nie spoczęli i dwie minuty później uratował nam jeden punkt.
WS Woluwè – Oostende 2 – 2
38’ Galeri
62’ Magro
87’ Roelandts
89’ Galeri
Widzów: 3138
3 listopada od samego rana zapowiadał się fatalnie. Nie dość, że paskudnie zaciąłem się przy goleniu to jeszcze mieliśmy dziś jechać na mecz do Dessel. Póki co w biurze spokojnie dyskutowałem ze Staszkiem o ostatnich problemach z morale drużyny. W pewnym momencie zapukała Chantal.
- Szefie, pan doktor i Bart Eerdekens do pana.
- Nareszcie jakieś dobre wieści!
- Witam panów. Bart jak noga? Gotów, by znowu wszystkich kosić równo z ziemią?
- Nie do końca. – Nasz klubowy fizjoterapeuta zgasił mój entuzjazm.
- Co pan ma na myśli? – Spytałem ostrożnie.
- Po ostatnim miesiącu leczenia doszedłem do wniosku, że uraz, jakiego nabawił się Bart jest poważniejszy i wymaga konsultacji ze specjalistą.
Zagotowało się we mnie, ale nie dałem nic po sobie poznać. Spokojnym tonem zapytałem:
- Jakie są rokowania, co do terminu powrotu Barta do pełni sił?
- Oceniam, że około dwa miesiące, a potem jeszcze kilka tygodni na odzyskanie dawnej formy.
- Ujmijmy to precyzyjnie. Chce mi pan powiedzieć, że dzięki pańskiemu przerostowi ambicji, Bart a z nim cała drużyna ma pół sezonu w plecy? Że gdyby nie był pan tak zadufany w sobie od razu mógł pan go wysłać do specjalisty zamiast bez sensu męczyć go tutaj?!
- Proszę się opanować. – Próbował mnie uspokajać doktor – Obrażanie mnie nie przyspieszy rekonwalescencji zawodnika.
Nie wytrzymałem.
- Denis, weźmiesz mój samochód i pojedziesz z Bartem najpierw do domu, żeby się spakował, a potem do najlepszej kliniki, jaką da się znaleźć. Koszty nie grają roli, ale za pół godziny macie już być w drodze. Zrozumiano?
- Tak, szefie.
- To jazda. Chantal, kochanie pozwól do nas.
Pojawiła się w drzwiach.
- Obdzwoń proszę wszystkie lokalne dzienniki i daj ogłoszenie, że szukamy nowego fizjoterapeuty.
- Radio też? – zapytała.
- Może być. Zależy mi na czasie. Zdaję się całkiem na ciebie.
- Już się robi, szefie.
- Staszek przygotujesz oświadczenie dla prasy. Treść mniej więcej taka: „Z żalem zawiadamiamy, iż nasz długoletni lekarz klubowy udaje się na zasłużony wypoczynek.” Zresztą, co ja cię będę fachu uczył. Sam wiesz najlepiej jak to zrobić. Jak tylko zgłosi się ktoś odpowiedni na to stanowisko, opublikujesz ten tekst.
Staszek pokiwał głową.
- Ale ja przecież nie idę na emeryturę. – próbował się wtrącić van Agt.
- Pan panie doktorze to w ciągu trzydziestu sekund ma się wynieść z mojego biura, a na opuszczenie terenu klubu ma pan godzinę. I radzę, żebyśmy się więcej nie spotkali. – Odparłem, a jad sączył się z każdego mojego słowa.
- To jest oburzające! – Protestował.
- Jeszcze tu jesteś? WON! Zanim zawołam ochronę, żeby cię siła wyprowadzili!
- Ja tez już lecę. Popracuję nad tym tekstem. Trzymaj się stary, będzie gorzej. – Próbował mnie pocieszyć Staszek.
Ciężko opadłem na fotel. Drzwi do biura ponownie się otworzyły i stanęła w nich moja asystentka.
- Pańska kawa szefie.
Chantal ze zbolałą miną postawiła mi na biurku filiżankę.
- Jesteś niezastąpiona. A nie znajdziesz gdzieś czegoś mocniejszego?
- Dla pana zawsze.
Wieści szybko się rozchodzą i już tego samego dnia o incydencie wiedziała cała drużyna. Do wieczornego spotkania nie miałem siły ich dodatkowo motywować. Może popełniłem również kilka błędów taktycznych, a może po prostu mieliśmy pecha. W każdym razie pierwsza połowa była teatrem jednego aktora. Jan De Langhe, w 21 minut od pierwszego gwizdka sędziego, skompletował hat-tricka i mogliśmy się już pakować. Po tym popisie gospodarze nam odpuścili, ale nie potrafiliśmy się zdobyć na żadną rozsądną akcję ofensywną, więc wynik nie uległ zmianie.
Dessel – WS Woluwè 3 – 0
5’ De Langhe
18’ De Langhe
21’ De Langhe
Widzów: 2097