Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Trzy torby, dwóch facetów i jeden wielki przekręt cz.1

Rozdział pierwszy: Po jednym worku na każdego

Rzęsisty deszcz padał na asfalt, tworząc połyskującą w świetle księżyca, lustrzaną powierzchnię. Było już po północy, ale, mimo że słońce już dawno zaszło, wciąż było niesamowicie gorąco, co w połączeniu ze wspomnianymi opadami, czyniło powietrze nieprzyjemnie trudnym do oddychania. W brazylijskim klimacie taka pogoda to jednak codzienność.
Zza zakrętu wyłoniła się para reflektorów. Był to czarny VW Passat, mknący z ogromną prędkością, którego kierowca najwyraźniej nic sobie nie robił z niesprzyjających warunków panujących na drodze. W środku jechało dwóch mężczyzn, obaj około czterdziestki, ubranych w ciemne marynarki. Kierujący pojazdem, niejaki Tominho, miał ciemną karnację, ale wyglądał na Europejczyka. Siedzący obok niego Esperanza, który miał typowo latynoską urodę. Wyglądało na to, że przed kimś uciekają. Kłócili się, bo ten drugi nie mógł ustawić w odbiorniku policyjnej częstotliwości.

- Znalazłeś już?
- Zaraz... weź ku**a lepiej patrz na drogę...
- No właśnie patrzę, ale ku**a nie chce by mi jakiś gliniarz z blokady na maskę wpadł więc złap to lepiej!
- Jak tak będziesz darł mordę to nic nie usłyszę!
- Co to ja niby drę...
- ... Cicho, ku**a! Znalazłem! ,/i>
Esperanza usiadł wreszcie prosto, po czym podkręcił głośność. Oboje na chwilę przestali się kłócić i zaczęli słuchać rozmowy policjantów.

[Z głośnika - częstotliwość policyjna]

- ...Widzicie ich?
- Jeszcze nie, panie komisarzu... są jakieś 3 km przed nami... komitet powitalny już czeka?
- Blokada ustawiona... mamy jeszcze jakieś 15 minut zanim tu będą...
- Jadą do granicy... muszą na was wpaść...
- No i wpadną... przez taką blokadę się nie przedrą...

Tominho wyłączył odbiornik.

- No i co? Mówiłem, że postawią blokadę!
- Dlaczego to wyłączyłeś? I na ch**j się na mnie patrzysz? Na drogę się pa... hamuj!!!


Jeleń, który wybiegł znienacka na drogę, nie miał szans na przeżycie. Samochód, gwałtownie hamując, wpadł w poślizg i z ogromną siłą uderzył we włochatego zwierza, który, wydając z siebie ostatni ryk, przeleciał nad płaszczyzną ‘maska – szyba – dach’ i upadł na asfalt. Lustrzana powierzchnia autostrady zabarwiła się czerwienią. Czarny Passat zatrzymał się po kilkudziesięciu metrach, stając w poprzek drogi. Padający deszcz miał okazję spłukać krew z karoserii. Auto po chwili ruszyło, jednak wskutek poważnych uszkodzeń jechało powoli.
- ... Ciebie naprawdę poj***ło!
- Co znowu?

Esperanza wytarł rękawem krew z rozciętego prawego łuku.
- Co znowu?! Co znowu?! Przejechałeś jelenia! To znowu!
- A czy to ja ku**a kazałem mu wybiec na jezdnię?!
- A czy to ja ku**a kazałem ci gapić się nie tam gdzie trzeba?! Teraz to g**no widać a nie drogę!

Esperanza wskazał na przednią szybę, która po wypadku przypominała gęstą pajęczynę, zmniejszając widoczność praktycznie do zera. Tominho sięgnął po łom leżący na tylnym siedzeniu. Uśmiechnął się zawadiacko, po czym kilkoma energicznymi uderzeniami rozbił popękaną szybę.

- Zadowolony?
- Genialne. Teraz jeszcze weź ku**a odkurzacz i wciągnij kawa... co robisz?
- Skręcam... nie widać?
- Nie – nie widać! Znów g**no widać, a nie to gdzie jedziesz!
- Weź ty się wreszcie ku**a zamknij. Był drogowskaz to skręcam... nie będę uciekał przed policją tym złomem... jakaś mieścinka ma być za 2 km...


Po kilku minutach jazdy po piaszczystej do niedawna, a błotnistej obecnie drodze samochód zatrzymał się koło jeziora. Mężczyźni wysiedli. Tominho otworzył bagażnik i wyjął z niego trzy wypchane sportowe torby. Esperanza w tym czasie zapalił sobie papierosa, wycierając od czasu do czasu rękawem krew z rozciętej głowy. Po chwili Tominho usiadł z powrotem za kółkiem, parkując następnie Passata na końcu przystani. Podbiegł do niego Esperanza i obaj zepchnęli auto do wody. Bez okazania jakichkolwiek emocji obserwowali jak samochód tonie, zabierając ze sobą na dno wspomnienie niedawnego wypadku. Gdy Esperanza skończył papierosa, porozumiewawczo kiwnął głową do swojego kolegi, a ten, poprawiając sobie krawat pod szyją, zabrał torby, po czym obaj udali się w stronę świecącego w oddali jaskrawego neonu ‘Canarinhos’.
Okazało się, że ową nazwę nosił niewielki hotel położony niedaleko obiektów sportowych lokalnej drużyny piłkarskiej. Gdyby podejść bliżej, można było zauważyć, że obok neonu z napisem był jeszcze drugi, który z założenia miał przedstawiać twarz Pelego. Najwidoczniej jednak podobizna się nie spodobała, dlatego neon ten nie był podłączony. Esperanza go jednak zauważył, toteż ukłonił się mistrzowi wchodząc do hotelu. Tominho uśmiechnął się pobłażliwie. Mężczyźni podeszli do lady, rozglądając się wokół, ale nigdzie nie było widać nikogo, kto mógłby ich obsłużyć.

- Jest tu kto? – wrzasnął Tominho.
- Cicho! O pierwszej w nocy drzesz mordę w hotelu...
– w taki oto grzeczny sposób Esperanza zwrócił mu uwagę.
Do pomieszczenia wszedł ziewający recepcjonista. Najwyraźniej nie mieli tu wielu gości, skoro spał o tej porze, zamiast czuwać za ladą.
- Słucham?
- Chcemy wynająć pokój – tym razem to Esperanza pierwszy się odezwał.
- Przykro mi – cały ośrodek wynajęty jest przez drużynę ze...
– recepcjonista spojrzał na listę gości leżącą tuż przed nim - ... ze Scetina... tfu... ze Szecina... tfu - z Polski... i chwilowo wynajmujemy pokoje wyłącznie gościom związanym z klubem...

Po chwili namysłu, Tominho zdjął torbę z ramienia i sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, po czym wyjął z niej, z lekka już poniszczony... polski paszport. Wręczył go recepcjoniście.

- Ze Szczecina. Widzi pan? To tak jak ja – powiedział Tominho.
- No teraz to w porządku... pan... tzn. panowie... dopiero teraz przyjechali?
- Ekhm... no tak... – Tominho najwyraźniej przejął od Esperanzy obowiązki prowadzenia rozmowy z ziewającym recepcjonistą.
- Ale przecież jutro zespół wyjeżdża?
- Da nam pan ten pokój czy nie?
- Oczywiście że dam... proszę się wpisać...
- Hmm... a gdzie ta drużyna trzyma swój sprzęt sportowy? Chcemy złożyć nasz bagaż w bezpiecznym miejscu...
- Ależ oczywiście. Proszę za mną...


Cała trójka wyszła z budynku. Udali się do magazynu znajdującego się na zewnątrz, koło boiska. Wciąż ziewający recepcjonista otworzył im drzwi, po czym nowo przybyli goście weszli do środka, taszcząc ze sobą sportowe torby. Esperanza zrobił miejsce w rogu sali, odkopując kilka piłek, po czym złożył w tymże miejscu wspomniane torby. Wykorzystując fakt, że ziewający recepcjonista nie wszedł z nimi do środka, Tominho rozpiął pierwszą z brzegu torbę, by upewnić się co do jej zawartości. Uśmiech na twarzy otwierającego sugerował, że ta się nie zmieniła: torba była wypchana kilkudziesięcioma paczuszkami z białym proszkiem.
Kilka minut później, nowi goście hotelu ‘Canarinhos’ byli już w swoim pokoju. Tominho od razu rzucił się na łóżko, nie zwracając uwagi na to, że zabłoconymi butami brudził pościel. Esperanza zamknął drzwi nogą, bowiem ręce miał zajęte przypalaniem kolejnego papierosa. Jego mina wskazywała, że nie jest zachwycony pomysłem Tominho.

- No co? O co ci znowu chodzi? Przecież trzeba było gdzieś schować te jebane torby... gliny zaraz tu będą.. – Tominho wyprzedził pretensje Esperanzy pod jego adresem.
- Mnie nie o to... szef kazał ci się pozbyć polskiego paszportu...
- No i co?
- No i nic... ze dwadzieścia lat jak jesteś w Brazylii i jeszcze go nosisz przy sobie...

[Tymczasem, gdzieś na autostradzie w Brazylii, policjanci blokujący drogę z utęsknieniem oczekiwali na pojawienie się czarnego Passata...]


Zgodnie z założeniami komisarza Aguado, podejrzany samochód miał pojawić się na miejscu blokady około 15 minut od ostatniej rozmowy ze śledzącym Volkswagena posterunkowym Gonzalesem. Szef lokalnej policji nie wiedział jednak, że wspomniany samochód od pewnego czasu przygotowuje się do swojej nowej roli, jaką w przyszłości będzie bycie atrakcją dla okolicznych nurków. Gdy na horyzoncie pojawiła się para świateł, funkcjonariusze schowani za radiowozami po raz kolejny tej nocy chwycili za broń, kierując ją w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Samochód okazał się jednak radiowozem posterunkowego Gonzalesa. Ten, będąc przekonanym, że gangsterzy zostali już złapani, podbiegł czym prędzej do komisarza Aguado, sięgającego po papierosa.

- Złapaliście ich, panie komisarzu?
- Hmm... czy my ich złapaliśmy? A wyobraź sobie, Gonzales, że g**no złapaliśmy! Mieli jechać do granicy!
- Uciekli nam chyba...
- ... Chyba? To na chuj jedziecie za nimi? Żeby wam potem ‘chyba’ uciekli?
- Bo my mieliśmy wypadek po drodze, panie komisarzu.
- Jaki znowu wypadek?
- Zderzyliśmy się z jeleniem...
Aguado sięgnął po pistolet. Gonzales, mocno wystraszony, zrobił krok do tyłu.
- Co ku**a? Jak można zderzyć się z jeleniem, Gonzales? Ślepi jesteście?
- Nnnie... ale skąd mogliśmy wiedzieć panie komisarzu, że za zakrętem będzie leżał jeleń?
- Jak to leżał? Może jeszcze do tego spał, co?
- Nie panie komisarzu...on... był już martwy...
- Co?! – mówiąc te słowa Aguado wycelował w Gonzalesa.
- No... zdechł zanim go potrąciliśmy...


Aguado wyciągnął z kieszeni papierosa, po czym przypalił go pistoletem, który okazał się być zapalniczką. Zaciągnął się, po czym cisnął ‘bronią’ prosto w brzuch posterunkowego, a gdy ten zgiął się wpół, wydarł się na niego:

- Gonzales! Do ku**y nędzy! Jak można potrącić zdechłego jelenia?!
[Powróćmy jednak do głównego wątku...]

Dzień następny, godzina siódma. Na hotelowym parterze otworzyły się drzwi do windy. Wysiedli z niej, ubrani tak jak dzień wcześniej, Tominho i Esperanza. Spokojnym krokiem podeszli do lady, lecz przy niej znów nie było nikogo, kto mógłby im służyć pomocą.
- Jest tu kto? – wrzasnął Tominho.
- Cicho! O siódmej rano drzesz mordę w hotelu... – w taki oto grzeczny sposób Esperanza po raz kolejny zwrócił mu uwagę.


Zza lady dochodzą odgłosy chrapania. Tominho nachylił się nad nią celem zobaczenia, co lub kto wydawał takie odgłosy. Zobaczył leżącego na materacu, ziewającego z wieczora, a śpiącego za dnia recepcjonistę. Nie ruszając głową, spojrzał na długopis leżący na brzegu lady, tuż nad głową śpiącego. Na twarzy gangstera pojawił się zawadiacki uśmiech. Środkowym palcem zepchnął wspomniany przedmiot, trafiając recepcjonistę w łepetynę. Mężczyzna zerwał się nagle, nieco zdezorientowany. Po chwili jednak doszedł do siebie, czego oznaką było ziewnięcie.

- A co panowie tu jeszcze robią? – w ten oto błyskotliwy sposób recepcjonista zaczął rozmowę.
- Że co? Do wszystkich gości zwraca się pan w ten sposób? Niech nam pan lepiej otworzy magazyn - wyjeżdżamy stąd.... – odpowiedział Tominho.
- Co to za zamieszanie było w nocy? – wtrącił się Esperanza.
- Policja była... szukali kogoś... nie wiem dokładnie – szef z nimi gadał... ja spałem... – recepcjonista schylił się pod ladę w poszukiwaniu klucza do magazynu - ... wiem tylko że kogoś szukali... no ale tu przecież tylko wasz zespół... i dziwię się że panowie tu jeszcze są, bo ekipa dwie godziny temu się stąd wyniosła...
- Słuchaj – nas interesują te torby co je zostawiliśmy w magazynie, a zespół... zespół to my sobie dogonimy... – wyjaśnił Esperanza.
- No ale torby przecież też pojechały... tak jak wszystko co było w magazynie...
- Co Ku**a?! Nasze torby... - Tominho chwycił recepcjonistę za koszulę i przyciągnął go do siebie - ... dawaj ku**a klucz do magazynu!
- Eee... no magazyn jest pusty... mogą panowie sprawdzić...
- O ja pierdolę... gdzie oni pojechali?
- Na lotnisko... ale samolot już odleciał... pół godziny temu...
- Nie no ku**a... ja tu zaraz komuś zajebię! – włączył się Esperanza.
- Proszę... tylko spokojnie... dam panom namiary na gościa co tu wszystko załatwiał... on jest z tego klubu... mieszka tu – w Brazylii...


[Przenieśmy się zatem do gabinetu ‘gościa co tu wszystko załatwiał’ – dwie godziny później...]

Dostawczy samochód jedzie sobie spokojnie, zbliżając się do przejazdu kolejowego. Rogatki nie są opuszczone, mimo iż z lewej strony nadjeżdża rozpędzony pociąg. Samochód jest coraz bliżej, bliżej, i... dochodzi do zderzenia. Auto zostaje odrzucone i spada na domek... zbudowany z klocków Lego. Tak właśnie, bawiąc się kolejką i klockami, spędzał poranek Dawid Ptak – ‘gościu co tu wszystko załatwiał’. Radosną zabawę przerwała mu niespodziewanie jego sekretarka:

- Przepraszam, panie Ptak...
- ... prezesie Ptak – poprawił swoją sekretarkę prezes, odbudowując zniszczony domek.
- Przepraszam, prezesie Ptak, ale są już ci panowie, którzy dzwonili rano.
- Znakomicie... proszę ich wpuścić... aha i proszę mi podać ten klocek, co leży koło pani buta... – pan Ptak wskazał na niewielki kawałek plastiku, którego sekretarka omal nie zdeptała -pod same drzwi poleciał skubany...


[Tymczasem w poczekalni...]

Klubowe plakaty i proporczyki dumnie zdobiły ściany wytapetowanej na granatowo – bordowo poczekalni. Oglądający je Tominho z łezką w oku wspominał lata swojej młodości, kiedy to mieszkał w Szczecinie i chodził na mecze Portowców, a nawet grał w drużynie rezerw. Esperanza jak zwykle przypalał sobie kolejnego papierosa, szukając w stercie czasopism archiwalnych numerów Playboya. Przerwał jednak poszukiwania, gdy Tominho usiadł obok.

- Pamiętaj Tominho by się nie chwalić, że mieszkałeś w Polsce. Jesteś BRAZYLIJSKIM trenerem szukającym klubu... a oni są klubem szukającym BRAZYLIJSKIEGO trenera.
- Brazylijski to ja jestem w połowie... i to tej mniejszej.
- To że mamusia była Polką to dobrze... znasz język... – mówiąc to Esperanza wyciągnął teczkę, która zawieruszyła się na chwilę wśród czasopism - tu masz papiery...
- Od szefa?
- Tak, szef wszystko załatwił... przecież ma wszędzie wtyki... w związku też...
- I tak mi to się ku**a nie podoba... ja bym to zrobił po swojemu...
- I co ku**a? Pojedziesz do Polski, do tego swojego miasta, i co? Co innego tutaj, na naszym terenie... ale tam? Jak ty to sobie wyobrażasz? We dwie osoby? Szef nam nie pomoże! Towar i tak miał być wysłany do Polski, tyle, że to my go tam mieliśmy wysłać, a nie jacyś piłkarze... jakby szef się dowiedział sam by nas tam wysłał, tyle że w dwóch plastikowych workach... bo toreb sportowych szkoda by było krwią zapaćkać! Po jednym worku na każdego...
- A nie pytał się po co ci te papiery?
- Pytał... powiedziałem mu prawdę... a właściwie to pół prawdy, to znaczy to, że przeszmuglujemy towar jako trenerzy piłkarscy...
Rozmowę gangsterów – trenerów przerwała nagle wychodząca z gabinetu sekretarka.
- Proszę bardzo... pan Ptak czeka w swoim gabinecie...
- No dobra Tominho – wchodzisz...

Ten przekroczył próg, po czym zniknął za zamykającymi się drzwiami. Esperanza usiadł z powrotem, rozejrzał się, po czym dostrzegł stary numer poszukiwanego pisemka.

- Tylko nie daj dupy... – szepnął sobie pod nosem.
Po chwili otwiera rozkładówkę.
- Nie cukiereczku – to nie było do ciebie... ty byś akurat mogła...


[Pół godziny później...]

Esperanza właśnie kończył czytanie, a właściwie oglądanie zdjęć zamieszczonych w Playboyu, kiedy Tominho wychodził z gabinetu, żegnając się po polsku z prezesem Ptakiem. Z żalem rozstał się więc z pisemkiem, by wysłuchać, co do powiedzenia ma jego kolega.

- No i co?
- Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Zła jest taka, że nie potrzebują asystenta, więc nie lecisz...
- A to ćwoki... a ta dobra?
- Ja lecę. Zostałem menedżerem Pogoni Szczecin...

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 01.03.2008

Liczba wyświetleń: 1007

Średnia ocen: 0.00

O autorze
Nick: dr_zewko
Napisanych artykułów: 2

Inne artykuły tego autora:
Trzy torby, dwóch facetów i jeden wielki przekręt cz.2


Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu