1.07.2009
Muszę się koniecznie oswoić z hiszpańską mentalnością. Trochę się pogubiłem, przyznaję, kiedy po dzisiejszej prezentacji spojrzałem badawczo na zgromadzoną „wierchuszkę” klubową, a oni... zaszemrali coś, zebrali papiery i z szerokimi uśmiechami powyłazili z sali konferencyjnej uścisnąwszy mnie uprzednio serdecznie. Oczekiwałem co najmniej dyskusji. Prezes zaś od razu wyciągnął komórkę i zaczął nawijać do niej tempem hiszpańskich kastanietów. Jeszcze nic nie rozumiem. Jeszcze.
Tymczasem więc zgarnąłem Javiera do gabinetu i zasypałem go setką pytań.
- Przyzwyczaisz się – powiedział spokojnie. - Musisz wiedzieć, że tutaj każdy robi swoje. Wszyscy mają swoją rutynę skrupulatnie rozpisaną na dni, tygodnie i miesiące. Twoja strategia jest w porządku. W sumie chyba wszyscy się spodziewali czegoś takiego po Tobie. Tyle że nie możesz oczekiwać zbyt wiele od nich. Ty ogłaszasz zmiany, a oni... przyjmują je do wiadomości. Przyszedł Sebastian to wiadomo, że będą zmiany. Niech się dzieje wola nieba.
- Zgadzają się na to wszystko? - spytałem z niedowierzaniem. - Nie mają żadnych pytań, wątpliwości, zastrzeżeń?
Uśmiechnął się raz jeszcze.
- Może gdybyś chciał majstrować przy budżecie, albo wywalić pół drużyny... A tak?
Resztę dnia spędziliśmy na omawianiu kolejnych elementów przygotowań.
Po pierwsze, zaczynamy szukać wzmocnień personelu technicznego. Potrzebny nam dobry trener dla napastników, nowy scout i ktoś od przygotowania siłowego.
Po drugie, zmieniamy cały cykl przygotowań do sezonu. Nie zaczniemy od obozu kondycyjnego w górach, bo muszę jak najszybciej zobaczyć, ile jest warta ta drużyna na boisku. Zamykamy się w ośrodku treningowym. Cykl sparingów co kilka dni. Kazałem odwołać wszystkie zaplanowane już mecze. Nie potrzebujemy się dowiedzieć ile nam brakuje do Parmy czy Malagi, ani jeździć po Europie. Potrzebujemy jak najwięcej grać, a to się najlepiej sprawdza ze słabymi rywalami. Decyzję zostawiłem Somavilli. Nie wiem nic kompletnie o piłce hiszpańskiej. Nie znam tu nikogo. Nie mam żadnych kontaktów. Muszę polegać na ludziach. I to mi chyba przyjdzie z największą trudnością, bo na każdym kroku przekonuję się, że otaczają mnie rutyniarze i przeciętniacy. Robią codziennie mnóstwo kroków, ale tylko kilka do przodu. Większość czasu kręcą się wokół siebie.
Po trzecie, nie chcę scoutów widzieć w klubie. Mają się natychmiast spakować i ruszać w teren. Przede wszystkim potrzebujemy bocznych obrońców. W klubie jest tylko dwóch zawodników, którzy mogą grać na tych pozycjach, więc jeżeli szybko nie znajdziemy wzmocnień, przyjdzie nam grać trójką środkowych w defensywie, a to nie jest moja ulubiona formacja. Poza tym szukamy zawodników praktycznie na wszystkie pozycje. Byle byli młodzi i z potencjałem. No i najlepiej za darmo. Albo za pół ceny. Z budżetem nieco ponad sto tysięcy euro nie stać nas na wiele.
Po czwarte, niech się wszyscy dobrze wyśpią. Kiedy zawodnicy wrócą z urlopów zaczynamy piętnastogodzinny dzień pracy, więc dobrze mieć jakieś rezerwy.
Po przeczytaniu takiego artykułu, nigdy nie jestem w stanie zobaczyć kogoś, kto by nie dał 6 za coś takiego.