Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Ukraiński futbol cz.2

13. Czerwca 2005r.

Było parę minut po 8, kiedy obudził mnie telefon. Sięgnąłem ręką, przystawiłem słuchawkę do ucha i powiedziałem zaspanym głosem:

- Halo
- O nie śpi pan, bardzo dobrze. - był to głos Kovcevica - Za 15 minut ma wsiąść pan do samochodu, „przyjaciele” za drzwiami już o to zadbają. Taka mała formalność, podpisze pan kontrakt z klubem. Rozumiem, że jest już pan zdecydowany?
- Chyba tak - odparłem, ale nie było większego przekonania w tych słowach.
- Dobrze, dowidzenia. - odłożył słuchawkę.


Coraz bardziej nie podobała mi się ta sytuacja i w mojej głowie pojawiał się cień pomysłu, jednak wielce ryzykownego. Początkowo chciałem iść z tym na policję, ale to raczej nic nie pomoże, patrząc na układy Kovcevica w całym mieście. Najlepszy pomysł, na jaki wpadłem, to ucieczka. Plan był dość prosty, przez jakiś czas pracowałbym w klubie, przeprowadzał treningi, wszystko wyglądałoby jak zwykła trenerska praca, kiedy wszyscy nabraliby do mnie zaufania i może dali mi trochę luzu, po prostu bym uciekł. Moim zdaniem najlepiej było by po rozegraniu pierwszego spotkania w lidze. Ale dokładny termin wyznaczyłbym po dogłębnym zaobserwowaniu sytuacji. Póki co robie wszystko jak mi każą i udaje pokornego. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. – Proszę - krzyknąłem. Do środka wszedł Ivan i wymamrotał. - Mamy jechać, Ty się ubrać - skinąłem głową. Założyłem ciuchy i poszedłem do samochodu.
Po drodze układałem sobie plan ucieczki. Wiedziałem, że sprawa nie będzie prosta, myślałem o podmianie samochodu w międzyczasie, oczywiście wszystko na wszelki wypadek. Miałem jednak wątpliwości i wiedziałem, że teraz najważniejsze jest dla mnie zaufanie Kovcevica, musze nad tym solidnie popracować. Byliśmy na miejscu, czyli w budynku zarządu klubu Czornomoriec Odessa. Początkowo myślałem, że prezesem klubu jest Kovcevic, jednak się myliłem, na drzwiach pokoju, do którego weszliśmy widniał napis ”Leonid Klimov – prezes”. W środku siedziały dwie osoby - Klimov i Kovcevic. Byłem pewien, że to Kovcevica tu rządzi. Rozmowę rozpoczął prezes:

- Dzień dobry Michał.
- Dzień dobry - odparłem
- Nie ma co się dużo rozwodzić nad sprawą, kontrakt jest na rok, dostajesz 2 tysiące funtów tygodniowo. Panujące tu zasady na pewno przedstawił Ci pan Kovcevic. - zaśmiał się pod nosem.
- Tak. Gdzie mam się podpisać? - chciałem to mieć już za sobą.
- Tutaj. - wskazał na dolny prawy róg kartki Klimov. - Podpisałem się.
- Może czegoś się napijesz, żeby oblać ten „sukces”? - zapytał Kovcevic
- Chętnie, poproszę whisky - odparłem, nie miałem ochoty pić z tymi panami, ale musiałem grać zadowolonego. Whisky wypiłem dość szybko, w międzyczasie gawędząc o błahych sprawach. Po 20 minutach pożegnałem się i wyszedłem.


Później otrzymałem telefon od prezesa z rozkładem treningów oraz datę i godzinę mojego pierwszego spotkania z piłkarzami i trenerami klubu, miało nastąpić to dziś o 20.00.
Specjalnie się nie przygotowywałem, nie byłem zestresowany.
Samo spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze, wszyscy byli życzliwi, podobnie jak ja. Musiałem przecież zdobyć zaufanie szefa, tylko nie do końca wiedziałem, którego Kovcevica czy Klimova? W każdym razie byłem bardzo uprzejmy dla obu.

Ten pełen wrażeń dzień już minął, teraz miałem zamiar przez 3-5 tygodni grać dobrego, pokornego trenera, aż w końcu zrealizować mój plan ucieczki. Nie było mi na rękę siedzieć tutaj jak w więzieniu…

14. Czerwca 2005r. – 15. Lipca 2005r.

Minął już ponad miesiąc od mojego przybycia do klubu z Odessy. Pierwsze dni treningów szły mi dość opornie, nie chciałem się jakoś specjalnie przywiązywać do drużyny, ponieważ wiedziałem, że będę musiał ją opuścić. Jednak nie do końca mi się to udało, zawodnicy w tym zespole to świetni faceci, widać, że chcą coś osiągnąć i liczą na mnie i moje umiejętności trenerskie. Ich celem była walka o europejskie puchary. Oczywiście nie wygadałem się, jakie są moje plany odnośnie niedalekiej przyszłości.
Również po kilku tygodniach podlizywania się prezesowi i Kovcevicowi udało mi się pozbyć tych dwóch „przydupasów”, więc wszystko szło po mojej myśli. Aby stworzyć pozory normalnego trenowania rozegrałem cztery sparingi, które pokazały mi możliwości mojej ekipy, robiło mi się ich coraz bardziej szkoda. Ale decyzji nie zmieniłem, chciałem stąd zwiać.

Jako, że Klimov nie żałował pieniędzy na transfery, ściągnąłem kilku perspektywicznych zawodników, którzy pomogą ekipie w walce o dobrą lokatę w lidze. W sumie wydałem ponad 500 tysięcy funtów. Ściągnąłem aż trzech polaków, wiedziałem, że nie są drodzy i znałem ich umiejętności. Uznałem, że przydadzą się drużynie. Poza tym dwóch obrońców - Irima (Rumunia) – posiadał świetne umiejętności, byłem pewien, że stanie się podporą obrony. Drugi to Danaev (Ukraina) – również bardzo solidny.

Cała ekipa spisywała się dobrze w meczach sparingowych, chciałem ograć trochę chłopaków na wyjazdach, stąd same mecze na obcym terenie:

Mikołajew - Czornomoriec 1:3
APEP - Czornomoriec 0:2
Nea Salamina - Czornomoriec 1:4
Omonia - Czornomoriec 1:2

Przez ten miesiąc przyglądałem się drużynie i znalazłem w niej kilku piłkarzy godnych uwagi:

Vitaliy Ruderko (GK) 24 lata - świetny bramkarz, dobre warunki fizyczne, nienaganne umiejętności. Kapitan i podpora drużyny z Odessy.

Sergiy Danylovskyi (DP) 24 lata - idealne warunki fizyczne, co za tym idzie dobra gra głową. Bardzo mocny psychicznie i fizycznie, piłkarz kompletny. Kilka występów w reprezentacji Ukrainy.

Eugeny Lutsenko (OP Ś) 25 lat - świetnie wyszkolony technicznie, dobry drybling. Bardzo znaczący dla drużyny. O jego umiejętnościach świadczą trzy występy w reprezentacji Ukrainy.

Vyacheslav Tereschenko (NŚ) 28 lat - najlepszy piłkarz w ekipie z Odessy. Świetny snajper, mocny fizycznie. Agresywny, zdecydowany, pracowity. Zawodnik światowego formatu, strzela bardzo dużo goli.


Mimo, że zależało mi na drużynie i widziałem w nich spory potencjał, moją głowę zaprzątały przez ostatnie dni zupełnie inne sprawy… Mianowicie dopięcie mojej ucieczki na ostatni guzik. Sytuacja była dla mnie idealna, graliśmy mecz z Wołyniem Łuck na wyjeździe. Łuck jest bardzo blisko polskiej granicy, więc miałem krótką drogę samochodem przed sobą… Prosto do wolności. Wynająłem sobie samochód w Łucku, miał na mnie czekać na wcześniej umówionym parkingu, kluczyki dostałem pocztą, człowiek z tej wypożyczalni obiecał dyskrecje. Wszystko szło po mojej myśli, nie było żadnych oznak, żeby ktoś mnie przejrzał, miałem wolną drogę. Prezes wie, że po meczu będę musiał pojechać do jednaj z gazet, chcieli zrobić ze mną wywiad. Rzecz jasna to kłamstwo, które ma mi umożliwić oddalenie się od drużyny. Chciałem jednocześnie wygrać ten mecz, aby pożegnać klub z szacunkiem i pokazać, że wszystko, co zrobiłem do tej pory na rzecz zespołu, nie przyniesie mu szkody.

16. Czerwca 2005r.

W Łucku byliśmy przed południem. Nasza ekipa została umieszczona w jednym z hoteli obok stadionu. Nie było z nami Kovcevica, przez chwile mnie to nawet zastanowiło, ale w sumie to nawet lepiej. Mecz miał rozpocząć się o 15. Przez te kilka godzin odbyła się rozgrzewka zawodników i odprawa przedmeczowa.
Od chłopaków wymagałem przede wszystkim zaangażowania i walki „do upadłego”. Zestawienie było ofensywne, więc zwracałem uwagę na uważną grę w obronie, jednakże miałem świadomość możliwości straty bramki.
Dochodziła godzina 15, sędzia zaprosił piłkarzy na płytę boiska, ja w eskorcie moich asystentów ruszyłem za nimi. Stadion w Łucku mógł pomieścić dokładnie 10290 osób, spodziewałem się połowy zajętych miejsc. Jednak to, co zobaczyłem było dla mnie szokiem, na trybunach siedziało około 300 kibiców (!) Jak się później dowiedziałem dokładnie 329, a myślałem, że w Polsce gra się przy pustych trybunach. Usiadłem na miejscu dla trenera i czekałem na pierwszy gwizdek sędziego. Mecz rozpoczął się:

1’ – od samego początku moja ekipa ruszyła do przodu, oddali nawet strzał na bramkę, szkoda, że niecelny;
5’ – atak ekipy z Łucka, jednak nic groźnego z tej akcji nie było;
9’ – bardzo długi atak pozycyjny mojej drużyny, piłka wędrowała raz do prawej, raz do lewej strony. W końcu Miterev zagrał mocne dośrodkowanie w pole karne i…Donets strzelił samobójczego gola! - cieszyłem się jak dziecko. Widać było myśl w grze mojej drużyny, robili wszystko tak jak mówiłem.
10’ – Wołyń rozpoczyna grę od środka. Maxymyuk świetnie podaje na prawo do Schumachera, ten popisał się świetnym dryblingiem i cudownie podał do Devica, który bez trudu wpakował piłkę dostatki - 1:1 - błyskawiczna odpowiedź, moja ekipa była wyraźnie rozkojarzona;
28’ – okres nudnej gry w środku pola. Żadnych groźnych akcji, ani jednej, ani drugiej drużyny;
29’ – piękna akcja Lutsenki i Grosickiego, jednak strzał tego pierwszego obronił bramkarz Wołynia - widać jednak było w drużynie zaangażowanie, tego właśnie oczekiwałem;
36’ – kolejna akcja mojej ekipy. Piłkę z pola karnego wybił obrońca Wołynia, odbił ją głową Ostrovskiy wprost pod nogi Grosickiego, ten popędził z piłką w pole karne i bardzo mocnym uderzeniem posłał ją w samo okienko bramki! Piękny gol i wspaniały debiut. - wiedziałem, że ten piłkarz da sobie rade. 2:1 – tak trzymać!
45’ – pierwsza połowa zbliżała się do końca, chyba ostatni atak mojej drużyny. Grosiki lekko podaje do przodu, idealnie do Loshakova, ten centruje. Do piłki dopada Miterev i GOL! 3:1! - byłem dumny z drużyny, świetna gra;
45+1’ – koniec pierwszej połowy;


W szatni pogratulowałem zawodnikom świetnej gry, kazałem im jednak pamiętać, że jest jeszcze jedna połowa i muszą walczyć o wynik do samego końca. W przerwie dokonałem również jednej zmiany – za Loshankova wszedł Adaszek.

46’ – początek drugiej połowy. Do ataku rusza zespół z Wołynia, piłkę po dośrodkowaniu wybija Bilozor i zażegnuje niebezpieczeństwo;
59’ – znów akcja zawodników z Łucka. Bardzo dobre podanie Gaschyna do Schumachera, ten obrócił się z piłką w polu karnym i oddał strzał, na szczęście niecelny - coraz bardziej się denerwowałem, przeciwnicy mieli coraz wyraźniejszą przewagę;
79’ – absolutna dominacja Wołynia na boisku, moja ekipa ograniczała się tylko do obrony. Dwa niecelne strzały i genialna gra w obronie Bilozora, który kilka razy uratował zespół przed utratą bramki;
86’ – rzut wolny dla Wołynia, po faulu Irimia. Piłka poszybowała milimetry obok słupka - teraz to się „wkurzyłem”!
89’ – niecelnie strzela Danylovskyi. Po tym strzale dokonałem zmiany, za zmęczonego Grosickiego wszedł Nadj.
90’ – w ostatniej minucie jeszcze jeden strzał piłkarzy z Wołynia, jednak obroniony przez Rudenko.
90+3’ – koniec meczu


Piłkarzem meczu został Irima, który kilkakrotnie uratował ekipę przed utratą bramki. Świetnie spisał się również Grosicki, który strzelił pięknego gola w debiucie. Zresztą cała ekipa grała rewelacyjnie.

W szatni pierwszy odezwał się prezes, który pogratulował drużynie i mnie. Uznał ten wynik za dobry prognostyk na przyszłość. Po nim przyszła kolej na mnie, nie lubię przemówień, więc pogratulowałem i powiedziałem, że to zwycięstwo to tylko i wyłącznie zasługa piłkarzy. Z resztą przewaga moich chłopaków była ogromna – 12 strzałów (5 celnych), Wołyń zaledwie 6 (1 celny). Posiadanie piłki Czornomoriec 56% - Wołyń 44%.

Jeszcze w szatni na słówko poprosił mnie Klimov.

- Jak tak dalej pójdzie to może pobędziesz tu dłużej. - powiedział i zaśmiał się.
- Może… - również się uśmiechnąłem.
- A tak na serio, to bardzo podobała mi się gra drużyny, ustawiłeś ich w dość nietypowy sposób, miałem trochę wątpliwości, ale nie chciałem się wtrącać i dobrze zrobiłem - uśmiechną się, również odpowiedziałem mu uśmiechem.
- Kiedy masz ten wywiad? - zapytał znienacka.
- Za 30 minut muszę być w redakcji.
- Rozumiem. Powodzenia.
- Dzięki. - odparłem. Prezes poszedł do zawodników, ja usiadłem na ławce w szatni.


Miałem coraz więcej obaw, przede wszystkim, dlaczego nie ma z nami Kovcevica? Może już wszystko wie i tylko czeka, żeby mnie załatwić? Jednak starałem się odsuwać od siebie takie myśli. Spojrzałem na zegarek, jeszcze 26 minut do „wywiadu”, więc ruszyłem piechotą na ten parking. Był niedaleko. Miałem ze sobą tylko paszport i kluczyki do samochodu, żadnego bagażu, a ubrania tylko te, co na sobie, ale było mi to obojętne chciałem się stąd wydostać. Po drodze myślałem o zawodnikach, jeśli się dowiedzą, że zwiałem to się załamią, oni naprawdę mi zaufali. Ale cóż podjąłem już decyzję, nie będę więźniem.

Samochód stał w umówionym miejscu, kluczyki pasowały, wszystko szło idealnie. Wsiadłem i ruszyłem. Kiedy wyjeżdżałem z miasta wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi, zaraz potem jednak było „czysto”. Za dużo filmów – pomyślałem i zaśmiałem się w duchu. Jechałem dalej…


Czy wszystko poszło zgodnie z planem? Już w następnej części…
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 01.03.2008

Liczba wyświetleń: 1032

Średnia ocen: 6.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu