Końcem lata czytałem świetny felieton o tym, jak piłkarska żelazna kurtyna dzieli Ligę Mistrzów. Jak drużyny ze Wschodu nie mogą dopchać się do półfinału. I że bardzo trudno choćby doczłapać im do ósemki. W Football Managerze można zmieniać wszystko. Szczególnie jego ostatnia, najnowsza wersja 2011 może pokazywać jaki postęp jest możliwy. Jak można go zauważyć i jak można go zrobić.
Sports Interactive wprowadzeniem zmiennej reputacji ligi chciało dać nam możliwość budowania trochę innego świata. Chyba nikt (chociaż może będzie ktoś taki, ale raczej zgłosi się niewielu) nie powie, że ta nowinka była złym rozwiązaniem. W znaczeniu idealnym. Chodzi o funkcjonowanie. Może spojrzycie teraz na mnie, jak na kogoś z Księżyca, ale mam na myśli to, że w tej chwili, po ostatniej łatce do Football Managera 2011 i jakimś tam czasie, jest moment na pisanie recenzji i ocenianie tego elementu. Zaryzykuję stwierdzenie, że ligę ciągnie i tak nadal jedna drużyna. To zespół prowadzony przez gracza. Czy jakaś część pozostałych drużyn z rozgrywek robi postęp? Czy klubami, które idą do przodu są tylko te mające za właścicieli dobrych wujków (sugar daddy), wielkie stadiony, bądź żywego gracza za sterami? Co interesujące, jasno zauważalna zmiana w Football Managerze jest dobrze zaplanowana na jakieś dziesięć, piętnaście lat. Można rozbudować bazę treningową, szkółkę, postawić akademię piłkarską i nowy stadion. Dorobić się reputacji, składu i pieniędzy. Potem przez dziesiątki lat niewiele się zmienia. Nie ma już nic dalej. Widzicie podobnie?
Przychodzi zbudować klub na wzór angielski. Taki Londyn. Drużynę i infrastrukturę profesjonalistów. Wciąż czuję, że FM nie pozwala na zbyt wiele, ale z drugiej strony jak przewidzieć elementy rozwoju? Tego co może bym chciał zobaczyć nie idąc w skrajności. W jakieś fantastyczne odloty. W moje chciejstwo. Ciekawe jest także to czy seria gier menedżerskich może przeżyć kolejną rewolucję po 2D i 3D? Mam wrażenie, że kiedyś było oczywiste czym może być zrewolucjonizowanie tej gry. Trzeba było tylko to zrobić. Teraz zaś nawet gracze chyba zgadzają się, że nie należy dokonywać jakiegoś szalonego skoku (nie ma nawet pomysłu na niego! może właśnie w tym tkwi sedno sprawy?), tylko krok po kroku rozbudowywać i udoskonalać to co już jest. Czy to Was nie nudzi?
Inteligentnie, zupełnie brytyjskim sposobem, buduje się olimpiada we wschodniej części Londynu na 2012 rok. Tam kiedyś pewnie będzie grał West Ham United albo Tottenham Hotspur (rozstrzygnąć ma to sąd). W FM-ie to się nigdy nie zdarzy. Brakuje otoczki, losowości, życia poza. W grze sam gracz jest nieśmiertelny albo lepiej zabrzmi - wieczny. Jakież było zdziwienie mojego kolegi, gdy mówiłem kiedyś, że rozgrywka w Football Managerze nigdy się nie kończy. Często załatwiają ją błędy zapisu lub komputer, który już nie może przetworzyć ilości danych – po prostu jest to tak uciążliwe i nużące, że już się odechciewa. Nam i chyba… jemu też.
Spotkałem się jakiś czas temu z komentarzem, iż gra nagle staje. Co na ogół dzieje się w Polsce? Ano to, że kluby zapełniają się obcokrajowcami. Taka też jest sytuacja menedżera, który stoi na czele polskiej drużyny. Musi zapełnić swój skład jak największą liczbą obcokrajowców, żeby móc osiągnąć coś na świecie. Polacy nie wygrywają. Drużynom narodowym przychodzi to znacznie dłużej. Co należałoby zrobić, aby Polska poczyniła postęp w piłce nożnej? Wszystkie kluby musiałyby się rozwijać. Budować szkółki i bazy, które będą wypuszczały piłkarzy nadających się do gry o najwyższe laury. Można zbudować świetną drużynę z Argentyńczyków, Brazylijczyków, Hiszpanów, Anglików, Niemców, Francuzów, nawet Portugalczyków czy Holendrów. Drużynę, która już na papierze, bez ingerencji gracza, będzie wyróżniała się wysokim current ability oraz potential ability. Ale nie z Polaków, Czechów, Słowaków, Ukraińców czy Węgrów. Jeden lub dwa kluby ciągnące całą ligę to za mało, by tworzyć możliwość budowania silnych narodowych zespołów. Nawet nie chodzi o reprezentację. Bijąc się o Ligę Mistrzów chciałbym mieć kiedyś możliwość wystawienia drużyny, której pod względem narodowościowym bliżej do dzisiejszego GKS-u Bełchatów, niż do Wisły Kraków. Co ciekawe, w tym odniesieniu, patrząc teraz na tabelę naszej Ekstraklasy ci pierwsi są na jedenastym miejscu, a drudzy liderują. A ja chcę wygrywać.
Niemożliwy w FM-ie jest jakiś narodowy rozwój. Choćby nawet nasz jeden klub miał miliard złotych i chciałby go na to przeznaczyć. Nie istnieje pojęcie zrównoważonego rozwoju. Tak naprawdę nie zmieniło się wiele. Nie przebijamy się przez kurtynę. Dalej chcemy do Londynu, a budujemy sobie Moskwę.
*Autor studiuje na kierunku Polityka Społeczna na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ma 21 lat. Prowadzi swój blog na cmrev.com oraz na twitterze.