Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Go West Young Man #2

Miłe złego początki… Te proste słowa najlepiej wyrażają pierwsze dwa tygodnie nowego sezonu w wykonaniu mojego Esmoriz. Nadzwyczaj intensywne tygodnie – bo rzadko się zdarza, żeby na szczeblu trzeciej ligi w ciągu czternastu dni rozgrywano aż cztery rundy spotkań. W sumie z Viseu i Bairro wywieźliśmy po punkcie, a w kolejnych spotkaniach na własnym terenie z Tourizense i Mafrą powiększyliśmy swój dorobek o kolejnych sześć oczek i mój plan, zakładający pozycję w pierwszej piątce na początku sezonu, został wykonany.

Jednak w niższych ligach bywa tak, że dobra passa mija szybko, a porażki zapamiętuje się na dłużej (no chyba, że ma się do czynienia z drużyną Jagiełła Pilchów w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu w stalowowolskiej B-klasie). Dlatego znaczną część tego tekstu zajmie rozpamiętywanie niepowodzeń. A będzie o czym pisać!

Wszelakie diabelstwa zamknięte gdzieś głęboko wychynęły na powierzchnię esmoriskiej ziemi czternastego października, dokładnie w dniu meczu z Uniao Serra. Łatwo się domyślić jaki był tego efekt – pierwsza porażka w sezonie. Porażka w pucharze kraju z dużo silniejszym drugoligowcem z Estoril była wkalkulowana w koszta, ale nie przypuszczałem, że z drużyną z miasta słynącego głównie z toru wyścigów samochodowych zagramy w tak kiepskim stylu. 0-2 było najniższym wymiarem kary, jak wszyscy słusznie przyznali po meczu.

Dzielny Andre Oliveira swoimi bombami z rzutów wolnych przegonił „złe moce” ze stadionu Barrincha, dając nam trzy punkty w spotkaniu z Sertanense w szóstej kolejce. Te jednak zwołały swoich kumpli i wkrótce powróciły na dobre opanowując serca moich zawodników. Nagle napastnicy przestali strzelać. Nagle skrzydłowi oduczyli się biegania. Nagle pomocnicy przestali kontrolować grę, a obrońcy zaczęli uciekać od rywali. Najchętniej cały okres od dwudziestego piątego października do trzynastego grudnia wymazałbym z pamięci na zawsze. Wstyd powiedzieć – na dwadzieścia jeden punktów możliwych do zdobycia w tamtym czasie moja drużyna zdobyła ledwie trzy… i to wszystkie dzięki remisom. Na przełamanie czarnej serii liczyłem w meczu czternastej kolejki z „czerwoną latarnią” grupy Centralnej portugalskiej drugiej ligi – Monsanto. Drużyna ta zdobyła dotąd ledwie sześć punktów w ligowych rozgrywkach okupując od ponad dwóch miesięcy strefę spadkową. Boiskowa rzeczywistość ostro zweryfikowała moje plany – ani doświadczeni Miguel Angelo z Ederem, ani młodsi Luis Rafael, Viegas czy Fabio – żaden z nich nie umiał poradzić sobie z obroną przeciwnika składającą się z wolnych jak żółwie „piłkarzy” z pokaźnymi brzuszkami. Demotywujące przeżycie. Na szczęście analogicznie wyglądała sytuacja z napastnikami rywali dlatego mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Po czternastu seriach spotkań ligowych nie mogłem już dłużej zapewniać wszystkich, że sytuacja klubu jest w pełni przeze mnie kontrolowana. Co prawda jeszcze w strefie spadkowej się nie znaleźliśmy, ale dwunasta pozycja w lidze, z przewagą ledwie jednego punktu nad pierwszym wirtualnym spadkowiczem, Tourizense, nie gwarantuje bezpiecznego utrzymania. Tak, właśnie pozostanie w lidze wszelkimi możliwymi sposobami stało się moim głównym celem na resztę sezonu. Sęk w tym że nie miałem żadnego gotowego planu, który mógłby pozwolić mi osiągnąć ten cel. Ale…

Otworzyłem oczy. Natychmiast oślepił mnie dziwny jaskrawy blask bijący ze wszystkich stron. Pomieszczenie, w którym się znajdowałem było bardzo dziwne, jakby unosiło się gdzieś w powietrzu. Właściwie nie miałem pewności czy to w ogóle pomieszczenie, ponieważ nigdzie nie było widać ścian. Nie było też żadnych mebli, a jedynie srebrne, emanujące mocnym światłem kryształy. Po chwili pojawił się gospodarz tego oryginalnego miejsca. Był to podstarzały mężczyzna w okularach „połówkach”, z długą brodą, ubrany w białą szatę z gronostajowym płaszczem na ramionach.
„Jezu Chryste, umarłem!” – powiedziałem do siebie. „Nie… Zaraz. Bóg nie nosi okularów…”
- Kim jesteś? – zapytałem niepewnie.
- Jestem Guru. Choć każdy nazywa mnie jak chce.
- Czyli?
- Dla niektórych jestem Mistrzem Taktyki, dla innych Największym Motywatorem, jeszcze dla innych Głosem Sumienia. Są tacy, którzy nazywają mnie Pieprzonym Mądralą, ale jakoś nie czuję do nich sympatii. Wolę jednak, żebyś mówił do mnie Guru Trenerki. Tak sam siebie nazwałem.
- Ale dlaczego ciebie widzę?
- Nie widzisz mnie. Jestem tylko zjawą ukazującą się w twoim uśpionym aktualnie umyśle. - wyjaśnił spokojnie Guru.
- Chyba faktycznie uśpionym, bo niezbyt rozumiem. Możesz wyjaśnić dokładniej?
- Sytuacja wydaje mi się prosta. Jesteś trenerem i masz kłopoty, tak?
- Tak…
- A więc gorączkowo zastanawiasz się jak się ich pozbyć?
- No fakt.
- Tak gorączkowo, że nie przestajesz o nich myśleć nawet we śnie.
- Przecież…
- A ja pojawiam się w snach każdego trenera lub menedżera potrzebującego pomocy. Jestem takim „panem dobra rada” sam z kłopotów cię nie wyciągnę, ale skorzystasz z porady najlepszego fachowca. –
- Jak mam ci wierzyć? Nigdy nie słyszałem o żadnym „Guru”. Nie pamiętam, żeby jakikolwiek znany mi trener wspomniał o tobie w wywiadzie, czy czymś tam…
- Człowieku, a czy menedżer, popularny choćby tylko w swojej okolicy, przyznałby się że korzysta z podpowiedzi sennych zjaw? Nie sądzę, żeby potem traktowano go na równi ze zdrowymi umysłowo ludźmi. – odparł Guru.
„Cholera, tego człowieka chyba nie da się zagiąć” – pomyślałem.
- Jaki klub prowadzisz? – zapytał wyrywając mnie z zamyślenia.
- Sport Clube Esmoriz, portugalska druga liga centralna.
- O, był tu całkiem niedawno taki jeden, co pytał się jak z tym Esmoriz wygrać. Ale chyba mnie nie posłuchał, bo skończyło się remisem
„Monsanto” – ta nazwa błyskawicznie przemknęła mi przez myśl.
- Nie miej pretensji, muszę pomagać każdemu. Taki urok tej roboty - Guru wyjął z kieszeni mały notes i ołówek.
Spojrzał na mnie znad oprawek okularów i znów zapytał:
- Jaka jest skala tragedii?
- No… od dwóch miesięcy nie potrafię wygrać. W ostatnich dziesięciu kolejkach zdobyłem tylko siedem punktów. Miałem z moją drużyną bić się o awans, a tymczasem grozi nam spadek… Ogólnie to jakbym stracił kontrolę nad zawodnikami.
- No… nieciekawie, ale też nie najgorzej… - stwierdził Guru skrobiąc coś w notatniku. - …ale da się temu zaradzić. Tylko musisz mi opowiedzieć teraz o swoich zawodnikach, taktyce, meczach… to zajmie chwilę. Ambrozji?

Wyznałem mu więc wszystkie szczegóły i założenia taktyczne, wszystkie indywidualne polecenia dla piłkarzy, przedstawiłem cały tygodniowy plan treningowy i pokrótce opowiedziałem o naszych dotychczasowych poczynaniach w lidze. Guru tylko słuchał, nie przerywając opowieści ani na moment. Zapiski poczynione podczas rozmowy ze mną zajęły mu ładnych kilkanaście kartek w notatniku. Przeczytał je dokładnie, potem zamknął notes i wyrzucił go za siebie. Usiadł na ziemi po turecku, zamknął oczy i zaczął medytować.
Siedział w milczeniu tak długo, że zacząłem mieć wątpliwości co do tego co w ogóle robię. Już oddaliłem się od niego o kilka kroków w skupieniu powtarzając do siebie „obudź się, obudź się”
- Wiem - przemówił Guru. - Wiem co ci dolega.
- Tak? - cały plan przymusowego przebudzenia się spalił na panewce.
- Problemem twojej drużyny są napastnicy. Wymień ich, bo są źli.
Fakt. Trójka snajperów Viegas, Pinto i Angelo zdobyła łącznie tylko cztery z dwunastu bramek w lidze.
- Ustaw też zespół inaczej. Wykorzystaj środkowych. Mają potencjał… A w ogóle to popraw taktykę, bo może być lepsza - nagle Guru wstał, podszedł do mnie i położył dłoń na moim prawym barku.
- Sorry, że cię teraz obrażę, ale co za kretyn wymyśla takie cuda dla obrońców. To trzecia liga, a nie reprezentacja Brazylii.
- Dobrze. Skoro tak mówisz, to dam szansę Rafaelowi i Leo Oliveirze.
- I jeszcze na koniec… - Guru odwrócił się i poszedł w kierunku porzuconego notatnika. - Wiem, że chcesz dobrze, ale daj sobie spokój z ogrywaniem tych nastolatków w obronie. Oni nigdy nie będą dobrzy. To są moje rady dla ciebie.
- Postaram się zrobić tak jak mi radzisz, ale…
- Jakie „ale”?
- Jak mam opracować nową taktykę? Nie ma pewności czy będzie dobra?
- Chłopie. Na tym właśnie polega urok twojej roboty. Nie zrobisz tego od razu, ale będziesz pracował nad nią tak długo, aż stanie się doskonała. Z moim natchnieniem uda ci się to. Gwarantuję.

Zapanowała cisza. Po chwili Guru znów podszedł do mnie i podał rękę na pożegnanie.
- Powodzenia… eee… - nagle zawiesił głos.
- Krzysztof Ryba - szybciutko zorientowałem się, że zapomniałem się przedstawić.
- A więc powodzenia Krzysztofie Rybo.
- Dziękuję bardzo - odwróciłem się w stronę skąd wcześniej przyszedłem.
Wtedy przypomniało mi się, że nie wyjaśniłem z tajemniczym doradcą jednej sprawy.
- Ej, Guru! – zawołałem do odchodzącej postaci.
- Tak?
- Skoro jesteś tylko zjawą… to dlaczego nosisz okulary i skąd masz notes?
- Hmmm… to prawdopodobnie twoje wyobrażenie. Każdy widzi mnie takiego jakim chce mnie widzieć. Ty najwyraźniej potrzebowałeś porady u kogoś z ogromną wiedzą, dlatego mam taką mądrą twarz, noszę okulary i gronostaja - wiadomo, symbolika. Ale dla innych wyglądam inaczej, na przykład Jose Mourinho widuje mnie w stroju kąpielowym Borata...

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2010
Dodano: 05.05.2011

Liczba wyświetleń: 1179

Średnia ocen: 5.00

Pozostałe części cyklu:
Go West Young Man
Go West Young Man #3

O autorze
Nick: Kiryon
Napisanych artykułów: 3

Inne artykuły tego autora:
Go West Young Man #3
Go West Young Man


Komentarze
Piotr Sebastian
Wygląda na to, że mi jednak w Jaén lepiej się wiedzie. Mniej zjaw... :D
5 maja 2011 9:57
yasori
To Twój prawdziwy sen?xD
5 maja 2011 20:55


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu