Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Zupełnie blisko do Włoszczowy

Nie zgadzam się. Nie zgadzam się z żadną z tez wygłoszonych przez Pucka w felietonie Bliżej mi do Londynu niż do Moskwy .

Przez całe lata w poprzednich wersjach Football Managera, które miały niezmienną reputację lig, nie było szans, ani krótko ani długofalowo, na jakikolwiek rozwój którejkolwiek z drugoplanowych lig. Nawet wygrywając sześć razy z rządu Ligę Mistrzów Wisłą Kraków i zapewniając innym polskim drużynom więcej szans i lepsze rozstawienie w europejskich pucharach, mogliśmy być pewni, że te polegną tam szybko i bezboleśnie. Silnik FM emulując wyniki meczów pomiędzy drużynami prowadzonymi przez AI korzystał bowiem (i korzysta nadal) w dużej mierze z reputacji danego klubu i danej ligi na świecie. To dlatego Katalończycy nie mogą przegrać z Wiedeńczykami, a Bełchatowianie pokonać Amsterdamczyków. Zdarzenia podobne do ostatniego marszu Lecha Poznań w Lidze Europejskiej nie miały prawa się zdarzyć w poprzednich wersjach gry. Nawet przypadkowe zwycięstwo jakiegoś Dawida z jakimś Goliatem było wypadkiem incydentalnym i nie pozwalało outsiderowi na zabrnięcie zbyt daleko w rywalizacji.

Zmienna reputacja lig w FM 2011 całkowicie zmienia ten obraz rzeczy. Nawet jeżeli to sukcesy drużyny prowadzonej przez gracza ciągną resztę ligi, to bezsprzeczny wydaje się fakt, że ciągną! Z drugiej strony przecież to człowiek grający w tę komputerową grę jest jedyną zmienną o nieznanej wcześniej wartości, wprowadzającą do oprogramowania zupełnie nowe dane. Kilka sezonów sukcesów na arenach europejskich jakiegoś polskiego kopciuszka, pozwalają nie tylko na lepsze rozstawienie i szerszą reprezentację innych polskich drużyn w Europie, ale i zwiększają szansę tychże w konfrontacji z silniejszymi rywalami. A każdy kolejny „incydent” wpływa na dalszy wzrost reputacji i klubu i ligi. Idąc tą drogą, jestem w stanie sobie wyobrazić stan, w którym prowadzony z sukcesami na boiskach europejskich przez kilka kolejnych sezonów Litex Łowecz pozwoli na grę w eliminacjach LM także Lewskiemu Sofia, a w Lidze Europejskiej pojawią się Lokomotiw Płowdiw, Minior Pernik, Kaliakra Kawarna i Czernomore Warna. I zamiast zgodnie odpaść w eliminacjach, któraś z drużyn przedostanie się do rozgrywek grupowych, by tam urwać jakieś punkty. I tak sezon po sezonie budowana reputacja ligi bułgarskiej może sprawić, że wyrośnie ona na siódmą siłę na kontynencie. Czy to byłoby możliwe w poprzednich wersjach FM? Nie. Czy staje się możliwe w FM11? Z pewnością.

Czy seria gier menedżerskich może przeżyć kolejną rewolucję po 2D i 3D? Może. Ba, to już się dzieje. Patrząc na rozwój rynku gier komputerowych, nie ulega wątpliwości,że niebawem czeka nas kolejny duży krok naprzód także w Football Managerze. Jaki? To proste. Interaktywność! Pierwszą jaskółkę już widzimy. Opcje umieszczania postów na twitterze i facebooku w grze pojawiły się nieprzypadkowo. Trudno dziś przewidzieć, w którym kierunku pójdą twórcy gry, ale nie ulega wątpliwości, że to internet będzie kolejnym źródłem rewolucji. Być może niebawem będziemy mogli dołączać do karier innych graczy? A może transfery będą nam się w grze pojawiały online? Albo wyobraźcie sobie, że do prowadzonej rozgrywki w FM będzie można ściągać rzeczywiste wyniki z wszystkich lig za wyjątkiem, rzecz jasna, wyników prowadzonej przez Was drużyny. Do tego komentarze prasowe, klipy wideo z ceremonii wręczania pucharów, awatary i sylwetki menedżerów na boisku. Interaktywność. Na to stawiam.

Polacy nie wygrywają w Football Managerze podobnie jak nie wygrywają Litwini, Finowie czy Walijczycy. Powodem są oczywiście dane wejściowe, czyli baza danych tworzona przez researcherów. Ograniczenia w wysokości atrybutów dla poszczególnych lig i nacji w sposób oczywisty kładą się cieniem na wynikach. Podobnie rzecz się ma z reputacją narodowych zespołów. Zmienna reputacja może i powinna odmienić także ten element gry. Nie zmienia to jednak faktu, że indywidualne predyspozycje (czyt. atrybuty) to jedynie składowa końcowego wyniku. Truizm o grze zespołowej na gruncie Football Managera przekłada się na takie elementy jak taktyka, sztab szkoleniowy, trening, finanse czy rozmowy motywacyjne. To dlatego prowadząc kopciuszka potrafimy utrzeć nosa królewnie. Pamiętam jeszcze dobrze z czasów wersji 2009, a więc nie tak dawnych, że z powodzeniem udało mi się poprowadzić rozgrywkę w Lechii Gdańsk, a potem Koronie Kielce opartej na rodzimych graczach. Tęsknota Pucka do wysokich wartości current i potential abilities u Polaków jest tylko żalem do losu. Skargą, że na naszej szerokości geograficznej nie rozwinęła się wysoka kultura piłkarska, podczas gdy gdzie indziej... A przecież niewiarygodną popularność Football Manager zawdzięcza także temu, że zawiedzeni i rozczarowani rodzimymi dokonaniami gracze mają szansę zrekompensować sobie smutek rzeczywistości wirtualnym szczęściem.

W FM-ie od wersji 2011 możliwy jest już narodowy rozwój, nawet jeżeli trudno go nazwać zrównoważonym. Dziwię się zresztą, że pojęcie zrównoważonego rozwoju w ogóle się w tym kontekście pojawia. Nie od dziś wiadomo, że nawet w tak prężnie rozwijających się ligach jak rosyjska czy turecka, jedynie kilka ośrodków nadaje tempo postępowi. Reszta stara się z trudem nadążyć. To dlatego w doniesieniach mediów z tych boisk wciąż pojawiają się te same nazwy tych samych klubów. Tym bardziej w Polsce nie powinniśmy oczekiwać, że nagle wybuduje się setka stadionów, znajdzie się tysiąc sponsorów i milion młodych chłopców na boiskach szkolnych. Samo zaistnienie w naszej Ekstraklasie takich ośrodków jak Bełchatów (60 tys. mieszkańców) czy Wodzisław (50 tys.) powinno nas w kontekście równowagi rozwoju cieszyć. Tym bardziej, że nadal nie potrafią zbudować solidnych piłkarskich fundamentów Bydgoszcz (360 tys.), Lublin (350 tys.) lub Częstochowa (240 tys.), na tle których przedziwnie wyglądają Radzionków (17 tys.), Łęczna (20 tys.), Polkowice (22 tys.), Kluczbork (25 tys.) czy nawet Świnoujście (40 tys.). Celowo pomijam aglomeracje Niecieczy czy Stróży, bo budowania fundamentów trudno tam się dopatrzeć.

Ostatnie zmiany w przepisach kwalifikacji do Ligi Mistrzów, tegoroczny sukces Szachtara Donieck czy zeszłoroczny CSKA Moskwa jasno pokazują trend. Odwoływania się do danych historycznych nie pomogą, bo historia dzieje się teraz. Czy chcemy tego czy nie, żelazna kurtyna powoli opada. Powoli, ale nieustannie. Z roku na rok coraz dalej nam będzie i do Londynu, i do Moskwy, a coraz bliżej do Włoszczowy.

O artykule
Kategoria: Publicystyka
Dodano: 16.05.2011

Liczba wyświetleń: 1221

Średnia ocen: 4.00

O autorze
Nick: Nereo
Napisanych artykułów: 3

Inne artykuły tego autora:
Cudze chwalicie, swego nie znacie
Walka o utrzymanie nie wchodzi w rachubę


Komentarze
JackoBB
Liga Mistrzów, rozgrywki najlepszych klubów. Owszem, ale dlaczego najlepszych z najlepszych lig? Jeśli istnieją takie rozgrywki to po to, żeby było jak najwięcej zespołów spośród różnych krajów. Obecna formuła i tak jest taka, że po awansie do fazy grupowej i tak szanse na przejście dalej są minimalne. Czemu mają służyć koszyki? Do tego Real Madryt w drugim koszyku, do tego dojdzie ktoś z pierwszego. Choćby Barcelona i co taki słabszy klub może zrobić? Powalczyć, tak zrobiło np. Bate. Nic więcej. Ale ambicja ambicją. Nie da się nią braku wielkich indywidualności, czy siły kolektywu przeskoczyć.
18 maja 2011 10:41
kazador
barcelona i real w jednym koszyku brawo znasz sie :D
19 maja 2011 17:51
Sztaficer
A myślałem, że będzie coś o Hetmanie Włoszczowa :D

A on gra w IV lidze Świętokrzyskiej :P
22 maja 2011 20:31


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu