Tomasz Kafarski jest polskim trenerem i byłym piłkarzem. Ma 36 lat.
Od kwietnia 2009 roku jest trenerem pierwszego zespołu Lechii Gdańsk.
Związany z Lechią od dawna. Najpierw jako piłkarz (w latach 1987-1993), a potem jako drugi trener (w latach 2006-2009).
Na ławkę trenerską trafił w wieku 26 lat prowadząc przez pięć lat trzecioligową drużynę Kaszubii Kościerzyna, w której wcześniej także występował jako piłkarz.
Jak dotąd poprowadził drużynę Lechii w 77 oficjalnych spotkaniach z dorobkiem 36,36% zwycięstw, 28,57% remisów oraz 35,06% porażek (dane na dzień 22.05.2011 za transfermarkt.de)
WYWIAD
Został Pan trenerem w wieku 26 lat. Czy z dzisiejszej perspektywy wie Pan już czego najbardziej mu brakowało kiedy obejmował Pan Kaszubię Kościerzyna?
Najbardziej brakowało mi doświadczenia. Wiedzy. Ale to przychodzi z czasem, dopiero podczas pracy z drużyną.
Czy dziesięć lat spędzonych na ławce trenerskiej zweryfikowało Pana wyobrażenia o tej pracy? Za co tak naprawdę odpowiada manager w dzisiejszym klubie?
Różnice pomiędzy tym w jaki sposób prowadzi się trzecioligowy klub a drużynę z ekstraklasy są olbrzymie. Poza tym w Kaszubii byłem tylko trenerem, a w Lechii jestem trenerem i dyrektorem sportowym. To zupełnie inne role i obowiązki. W Lechii odpowiadam nie tylko za przygotowanie i grę całej drużyny, ale także za jej kształt. Poza tym inaczej prowadzi się trzecioligowy zespół młodych chłopców, którzy grają dla przyjemności, a inaczej zawodowców w pierwszej lidze.
Słyszymy wciąż z ust naszych piłkarskich działaczy o polskiej myśli szkoleniowej. Czy Pan wie co to takiego?
Owszem, słyszy się czasami takie sformułowanie, ale z reguły w negatywnym kontekście. Trudno mi się do tego odnieść. Ja osobiście uważam, że wiele racji jest w powiedzeniu: cudze chwalicie, swego nie znacie. Prawda jest taka, że my w Polsce także potrafimy dobrze przygotować zawodników i drużynę do sezonu. A wszyscy tylko patrzą zagranicę i starają się porównywać ile nam brakuje. Praca trenera nie różni się tak bardzo u nas i tam. Tym bardziej, że także w Polsce mamy bardzo utalentowanych i dobrych trenerów.
Transfery, trening, selekcja i taktyka - to zdają się być niezbędne elementy budowania sukcesu w piłce nożnej. Czy coś odgrywa ważniejszą rolę? Czy można te składowe jakoś uszeregować, powiedzmy od najważniejszego do najmniej?
Na wszystko jest odpowiedni czas. Na początku, podczas budowy zespołu, ważna jest selekcja i transfery. Ocena i dobór zawodników. Potem pracuje się nad własnymi pomysłami i nad elementami taktycznymi. Wtedy przychodzi czas na trening i szkolenie. Uważam, że każdy z tych czynników jest równie ważny i żaden nie może być pominięty. A jeżeli któryś zostanie zrobiony źle, to potem w trakcie sezonu będą tego efekty.
Jak duże są różnice w przygotowaniu zespołu do meczu ze słabym rywalem na własnym boisku, a powiedzmy z dużo silniejszym na wyjeździe? Inaczej trenujecie? Inaczej się motywujecie?
Oczywiście każdy rywal wymaga innego podejścia, ale niezależnie od przeciwnika trenujemy i przygotowujemy się tak samo. Różnice dotyczą tylko przygotowania taktycznego i motywacji. Czasami jest tak, że trzeba mocno zawodników zmotywować, a czasami piłkarze sami się wzajemnie mobilizują przed meczem i moją rolą jest tylko utrzymanie tej koncentracji.
W środowisku ma Pan opinię małomównego twardziela. Ile w tym prawdy, a ile kreacji mediów?
Ja nie próbuję nic kreować. Jestem jaki jestem. Po prostu. Jeżeli takie są opinie o mnie, to ja nie będę się do tego ustosunkowywał. Mam nadzieję, że po tej rozmowie będzie Pan miał swoje zdanie na ten temat.
Nie sposób odmówić Panu charyzmy i twardej ręki. Z tego zresztą słyną inni wielcy trenerzy. To niezbędne w pracy managera? Bez tego nie uda się odnieść sukcesów na ławce trenerskiej?
Wydaje mi się, że najważniejsza w pracy menedżera jest elastyczność. Ja jestem człowiekiem elastycznym. Potrafię być twardy, ale kiedy trzeba potrafię być ustępliwy. Na pewno dużo zależy także od tego czy piłkarze i trenerzy się wzajemnie szanują i realizują to, co wspólnie sobie planujemy. Wszystkim jest miło i przyjemnie jeżeli sprawy idą w dobrym kierunku i wspólne założenia są realizowane. A jak jeszcze taka współpraca kończy się efektem w postaci zwycięstw, to już jest świetnie. Ale kiedy praca jest wykonywana nie tak jak należy, to trzeba być człowiekiem twardym. Nie może być tak, że ktoś nie wykonuje swoich zadań należycie.
Jak bardzo komputery pomagają w Pana pracy? Czy rzeczywiście ilość danych i analiz dotyczących poszczególnych piłkarzy oraz gry całego zespołu jest tak dużo? Po każdym meczu analizuje Pan szczegółowo wszystkie dane?
Informacji jest dużo, więc komputery pomagają, ale szczegółowo analizujemy tylko te dane, które są dla nas w danym momencie bardzo ważne. A najważniejszy w tym wszystkim jest zdrowy rozsądek. Nie zawsze liczby są tymi danymi, które doprowadzają nas do wniosku co szwankuje w naszej grze, albo co jest w niej najlepszego. Myślę, że zdrowy rozsądek i naoczna ocena też są ważne. W profesjonalnym futbolu oglądanie meczów i analiza rywala są oczywiście niezbędne przed wyjściem na boisko. Poza tym jeżeli chcemy się rozwijać jako trenerzy, to musimy z tego źródła korzystać i czerpać dużo pozytywów.
Czy zetknął się Pan kiedykolwiek z grą komputerową Football Manager?
Oczywiście. Mam dwójkę dzieci, które bardzo często w tę grę grają.
Pewnie podpytują zawodowca o tajniki menedżerskiej kuchni? Pełni Pan rolę asystenta? Podpowiada?
No jakoś właśnie nie. Doskonale sami sobie radzą. Co roku starają się odnajdować w nowej wersji gry, choć pewnie mając tatę menedżera jest im trochę łatwiej. Widać zresztą, że bardzo lubią w tę grę grać.
Ludzie odpowiedzialni za tworzenie bazy danych tej gry za Pana najsilniejsze atuty uznali determinację, umiejętność adaptacji oraz pracy z młodzieżą. Trafnie?
Jestem w stanie się pod tym podpisać, z tym, że jako trener nie miałem praktycznie do czynienia z młodzieżą. Może wzięło się to z tego, że teraz rzeczywiście odmładzamy zespół. Ponadto oczywiście koordynuję pracę drużyny Młodej Ekstraklasy i drugiego zespołu, w którym grają młodzi piłkarze. Dlatego często się nimi interesuję, oglądam treningi.
A co Pan uważa za swój największy atut?
Nie nie. (uśmiech) Nie będę sam szukał odpowiedzi na takie pytanie. Niech życie i przyszłość same pokażą jakie będą moje mocne strony i jak daleko one zaprowadzą prowadzone przez mnie drużyny.
Ilu ludzi poza Panem pracuje w sztabie szkoleniowym Lechii? Czy rola asystenta jest rzeczywiście tak ważna, że wielu managerów ciągnie ich za sobą przy zmianie klubu?
Poza mną w klubie pracuje jeszcze sześciu trenerów. Rola asystenta jest bardzo ważna. Bez zespołu fachowców nie można obecnie wiele osiągnąć w profesjonalnej piłce. Wiedza i wsparcie trenerów dla każdego menedżera są kluczowe. To są ludzie odpowiedzialni za konkretne elementy przygotowania drużyny i poszczególnych zawodników. Bez ich pracy, w pojedynkę, menedżer niewiele by zdziałał. Ale trzeba też pamiętać, że prócz ich wiedzy i fachowości liczy się także wspólny język i to jak się dogadują, jak potrafią współpracować. My także tworzymy zespół i nie wolno o tym zapominać.
Ekstraklasa w tym roku jest bardzo wyrównana. Przed Lechią olbrzymia szansa na zajęcie miejsca na podium. Czy to zapowiedź rosnącej siły wszystkich klubów, czy raczej słabszy sezon faworytów?
Jest tak czasami, że niektóre zespoły są przed sezonem przebudowywane i nie zawsze już od początku to „odpala”. Ja mogę wypowiadać się tylko na temat swojego zespołu, który jest sukcesywnie wzmacniany, a nasza pozycja w Ekstraklasie stale rośnie. Mam nadzieję, że będzie ona z roku na rok coraz wyższa, aż w końcu doczekamy się drużyny, która będzie w stanie walczyć o tytuł mistrza.
Rozmawiał Nereo.
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości klubu Lechia Gdańsk -> lechia.pl