Idzie Football Manager 2012. Słyszycie jego kroki? To znak, że letnie ogórkobranie właśnie się zakończyło i panowie z londyńskiej Old Street będą nas karmić wiadomościami o nadchodzącej premierze. Niedawna zapowiedź odbiła się medialnym echem, wszak - co jasna - garść informacji od SI stanowiła prawdziwy hotnews na stronach związanych z Football Managerem, ale także traktowano o tym w serwisach poświęconych grom w całości, w serwisach gadżetowych, czy nawet w internetowych wydaniach magazynów. Przeglądając te wszystkie media dojdziemy do wniosku, że Miles jest dość oszczędny w szerszym komentowaniu już ujawnionych zmian. Wszystko opiera się na informacjach obecnych we wspomnianej zapowiedzi, a dalsze drążenie tematu kończy się zwykle stwierdzeniem, że o szczegółach dowiemy się z podcastów i blogów. Połowiczne informacje ujawniane w toku, luźnej Twitterowej konwersacji rzucają nieco światła na zapowiedzi, ale też nie zaspokajają głodu informacji przeciętnego eFeManiaka.
Od daty zapowiedzi minęło kilka tygodni i temat zdążył obrosnąć bogatym komentarzem ze strony miłośników serii. Wśród proponowanych zmian największą sensację wzbudziła możliwość dodawania i usuwania lig w trakcie rozrywki, zaś faworytem Milesa jest możliwość blokowania kwot w negocjacjach transferowych. Każdy ma więc już swoją ulubioną zmianę w Football Managerze, ale co z tego, skoro i tak w końcowym rozrachunku mogą to być tylko kolejne cekiny dodane do tandetnej, cekinowej sukni?
Rok temu, gracze również dali się porwać medialnej spirali innowacji nakreślonych przez Sports Interactive. Przypomnijmy, że wśród nowych opcji wymieniano wówczas zmiany w kontraktach (agenci piłkarscy, dodatkowe klauzule kontraktowe), treningach (trening indywidualny nad konkretnym atrybutem) czy systemie interakcji z zarządem i innymi osobami obecnymi w grze (menedżerowie, sztab szkoleniowy etc.). Osławiona zmienna reputacja lig, której w praktyce nie dostrzegamy i kosmetyczne zmiany w trybie 3D. Każdy z nas zdążył już sobie popsuć zęby na Football Managerze 2011. Zapytam więc teraz, która z zaproponowanych wówczas zmian okazała się najbardziej trafna?
Miles wróżył, że zmiany w systemie kontraktowania zawodników - i ogólnie, w systemie transferowym – wymuszą w tej kwestii znaczną kazuistykę, dodatkowo podszytą złożonością. Spore znaczenie przypisywał także agentom piłkarskim. Rozegrałem już kilka pełnych sezonów przy jednym sejwie i muszę stwierdzić, że przez ten czas agent odcisnął swoje piętno na mojej drużynie tylko raz. Chodziło o przedłużenie kontraktu z piłkarzem, którego status w drużynie uległ znacznemu pogorszeniu. Dalej był to dla mnie zawodnik, którego warto było mieć w szerokim składzie, ale pazerność agenta w połączeniu z brakiem cierpliwości podczas negocjacji doprowadziły do ich fiaska. Zawodnik szybko znalazł nowego pracodawcę.
W większości przypadków oddziaływanie agenta jest mniejsze. Z wyjściowej oferty zbijamy jak najwięcej, dochodząc w końcu do konsensusu. A to on nieco opuści z gaży zawodnika, a to zadowoli go wyższa prowizja. Młodemu grajkowi przeznaczonemu do ogrywania się w rezerwach zawsze można wcisnąć do ręki kontrakt z marnym wynagrodzeniem i klauzulą przyzwoitych zarobków po rozegraniu kilku meczów w podstawowej jedenastce. Rezerwa w poziomach wynagrodzenia niemal zawsze może skutkować zbiciem premii dla zawodnika czy agenta. Szybciej pozbędziemy się negocjatora podwyższając nieznacznie podstawowe wynagrodzenie reprezentowanego przez niego piłkarza, redukując drastycznie pozostałe premie. Koniec końców wszyscy przy negocjacyjnym stole wychodzą z bananowym uśmiechem. Zawodnik, bo przedłużył kontrakt i dostał więcej niż to, na co liczył. Agent, który wychodzi z pustymi kieszeniami, ale za to z przeświadczeniem spełnienia misji „należytego dbania o interesy swego klienta”. Menedżer, który może spokojnie spoglądać na fundusz płacowy i wydatki związane z negocjacjami.
Z niecierpliwością oczekiwałem także informacji co do zmian w module treningowym. Zapowiedź treningu konkretnej umiejętności (czyt. atrybutu) od początku wydawała się kusząca i rzeczywiście okazała się bodaj najbardziej przydatną zmianą. Nie obyło się przeto od dwóch faux pas. Po pierwsze pula zagrań została mocno okrojona. Oczywiście nie dziwi fakt, że większość atrybutów psychicznych nie znalazła się na owej liście, ale z drugiej strony pula np. możliwości trenowania dla bramkarzy sprowadza się do jednego, góra dwóch opcji. Tymczasem zawodnicy z pola mają możliwość koncentracji na podaniach, grze głową, odbiorze, czyli niemal nad każdym istotnym elementem ich piłkarskiego rzemiosła. Druga wpadka to zarządzanie treningiem, a w zasadzie intuicyjność interfejsu. Porozsiewane niegdyś po rozlicznych zakładkach opcje zostały zebrane w jeden moduł – i dobrze – chociaż nawigacja pomiędzy ustalonymi programami treningowymi a przypisanymi do nich piłkarzami została spartaczona. Najpierw musimy przewinąć ekran do zakładki „programy”, potem wybrać interesujący nas trening, by ponownie przejść do zakładki „piłkarze”, by zobaczyć którzy z nich objęci są danym reżimem. Wolałem stare rozwiązanie – osobne okno dla reżimów treningowych (i przypisywania do nich trenerów), osobne okno dla trenujących piłkarzy zaopatrzone w listę utworzonych przez nas reżimów. Mniej klikania, więcej czasu na rozgrywkę.
Jeśli miałbym wskazywać plusy „jedenastki”, które przewijały się w zapowiedziach, a które mają istotny wpływ na rozgrywkę, to wskazałbym ekran przygotowań do meczu. SI przyjęło w tym względzie sprawdzoną metodę porządkowania dostępnych informacji, które razem tworzą nowy moduł. W omawianym ekranie znajdziemy bowiem dobrze znane fragmenty raportu scouta, wyciąg z terminarza czy też opcje interakcji. Nowością jest panel przygotowań taktycznych zdradzający poziom zaznajomienia naszych piłkarzy z danym ustawieniem i umożliwiający trening konkretnego fragmentu naszego zamysłu taktycznego. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się działać, tj. w naszej grze widać efekty wzmożonego treningu chociażby stałych fragmentów gry w ofensywie, ale z drugiej strony czy rzeczywiście ma to przekłucie w statystykach? Tutaj potrzebne byłyby szczegółowe testy, na które jak na razie nikt jeszcze się nie porwał. Należy zatem dać wiarę twórcom Football Managera i uznać, że system ten działa poprawnie i spełnia swoją funkcję, a dodatkowo – i to jest zasadniczy plus tego modułu – dobitnie przypomina nam o tym, że do każdego spotkania musimy podchodzić indywidualnie.
W perspektywie długofalowej rozgrywki duże znaczenie należy również przyznać opcji negocjacji z zarządem. O ile we wcześniejszych wersjach FM'a były one dosyć skąpe, to tym razem zostaliśmy wyposażeni w możliwość ubiegania się o inwestycje w infrastrukturę sportową (co ma znaczenie np. dla CA i PA naszych newgenów), zasięg scoutingu czy chociażby afiliację. Brakuje w tym wszystkim szczegółów, chociażby możliwości zwrócenia się do zarządu z prośbą o podwyższenie maksymalnych poziomów płacowych piłkarzom posiadającym określony statut w drużynie. Sztucznie stworzone restrykcje płacowe w obecnym kształcie są jednym wielkim nieporozumieniem ograniczającym nasze poczynania na rynku transferowym. Ciekawym zabiegiem jest możliwość prowadzenia przez zarząd negocjacji kontraktowych ze szczególnie cenionym przez nas zawodnikiem, nie liczcie jednak na sukces w tym względzie. Kilkukrotnie próbowałem tego tricku, aby objeść restrykcje związane z poziomami płac, za każdym razem negocjacje kończyły się kompletnym fiaskiem.
Na koniec zostawiłem sobie coś, czym SI chwaliło się bodaj najchętniej – tryb 3D. Obecny w grze od FM 2009, usprawniony w przypadku „dziesiątki” i dopieszczany po dziś dzień. Animacje i tym podobne szczegóły dalej pozostawiają wiele do życzenia i pozostawiać będą, nawet w nadchodzącym Football Managerze 2012. To naturalne, że decydując się na bardziej szczegółowy tryb, oczekiwania graczy wzrastają. Wszyscy znamy możliwości graficzne współczesnych gier sportowych (FIFA, PES) i wiemy jak wiele Football Managerowi w tym względzie brakuje. I trudno będzie przy tym uniknąć porównań do graficznych wodotrysków od EA Sports, skoro Football Manager koncentruje się na podobnym segmencie elektronicznej rozgrywki. Decydując się na wprowadzenie trójwymiaru, Sports Interactive zapętliło się nieco w spiralę niekończących się modyfikacji i usprawnień samego modułu graficznego. Ale skoro powiedziało się „a” - i to przy pełnej świadomości, że gracze widzą, jakie możliwości niesie ze sobą trójwymiar - będzie trzeba powiedzieć też i „b”. W końcowym rozrachunku będziemy rozmawiać tak w nieskończoność. Tymczasem...
Moje własne doświadczenia związane z tym trybem wyświetlania spotkań są druzgocące w odniesieniu do nakładu sił i środków przeznaczonych na przeprowadzone usprawnienia. Przyznam się, że od czasu, kiedy waga mojego pliku z sejwem liczona jest nie w dziesiątkach megabajtów, a w setkach, to tryb 3D śpi długim zimowym snem. Z ciekawości, zaraz po premierze gry, wysiliłem się by za pomocą trybu 3D podglądać zmagania moich podopiecznych. Zdążyłem dostrzec skok jakościowy grafik i tekstur, zawodnicy jakby bardziej naturalnie poruszali się po zielonej murawie. Ale co z tego, skoro kilka kolejnych sezonów rozegrałem oglądając zmagania walecznych „kropek” i – co gorsza – nie odbierało mi to nic a nic przyjemności z rozgrywki? Co więcej, gra stawała się płynniejsza, a codzienne sesje wydłużały się na jej skutek.
Kiedy ekscytacja związana z premierą zmienia się w codzienne użytkowanie, lukrowe błyskotki bledną, gorzknieją. Opcje, które niegdyś wywoływały lawinę pozytywnych komentarzy, w trakcie rozgrywki stają się zbędną i nudną klikaniną, którą najchętniej obarczylibyśmy naszego wirtualnego asystenta. Dlatego proponuję z dużą rezerwą podchodzić do wszystkich nowości, które przez najbliższy czas będą nam serwowane. Aktywacja i dezaktywacja lig w trakcie rozgrywki brzmi zachęcająco, chociaż już teraz pojawia się wiele znaków zapytania odnośnie rozmiarów, faktycznego kształtu i stabilności bazy danych, a także konsekwencji jakie owe zmiany będą ze sobą niosły. Różne tony w wypowiedziach? Brzmi ciekawie, choć dotyczy to modułu rozgrywki, który jest nudny i ciągnie się w nieskończoność niczym makaron we włoskim bolognese. Inteligentny interfejs? Usprawnianie tego elementu zawsze jest w cenie, więc to może okazać się strzałem w dziesiątkę, podobnie jak i szereg mniejszych lub większych zmian, o których w najbliższym czasie z pewnością usłyszymy. Tymczasem i Wam i sobie proponuję wstrzemięźliwość w wyrażaniu peanów na rzecz części składowych nowego produktu Sports Interactive. Wszak lepiej być mile zaskoczonym aniżeli głęboko rozczarowanym.