Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Angielskie szkolenie - Leeds cz.3

Siedziałem w radiowozie, miałem tak „ciężką” głowę, że nawet nie mogłem utrzymać jej w pionie! Do tego ta sprawa z policją, nie miałem zielonego pojęcia, co się stało, byłem skołowany, zaskoczony i przede wszystkim się bałem, ale czego do cholery?! Różne myśli krążyły mi po głowie, ciągle zastanawiałem się, co ja narobiłem, kiedy okazało się, że jesteśmy na miejscu – koło komisariatu. Gdy wszedłem do środka w eskorcie dwóch rosłych policjantów, zobaczyłem, że panuje tam spory rumor, to dobrze – pomyślałem, może nikt nie zwróci na mnie uwagi. Zostałem zaprowadzony do pokoju przesłuchań, był ona całkiem obszerny, duże biurko, telewizor i magnetowid, zegar na ścianie, jakieś szafki - pewnie z papierami. Policjanci posadzili mnie na całkiem wygodny, krześle i wyszli. Na jednej ze ścian było wielkiej lustro, pewnie weneckie. Siedziałem tak przez dobre 15 min., miałem różne pesymistyczne myśli. W końcu otworzyły się drzwi, do środka wszedł całkiem miło wyglądający facet, był w cywilu, na oko miał koło czterdziestki. Rozpoczął:

- Dzień dobry, nazywam się inspektor Bob Smith. Jak się pan nazywa? - powiedział to bardzo zrównoważonym, ale stanowczym głosem.
- Michał Grzybowski.
- Gdzie pan mieszka?
- W hotelu, koło siedziby klubu piłkarskiego Leeds Utd., nie pamiętam nazwy ulicy... - odparłem, zgodnie z prawdą.
- Co pan robił wczorajszej nocy?
- Najpierw byłem w pubie na Ellroad Street, a później, no właśnie później, nie wiem, co robiłem... - zrobiłem uczciwą minę.
- Rozumiem, za dużo się wypiło? - powiedział z pogardą.
- Na to wygląda. - byłem autentycznie skruszony. Nastała kilku minutowa cisza, byłem bardzo zaniepokojony.
- Czy ma pan problemy z alkoholem panie Grzybowski? - zapytał niespodziewanie.
- Raczej nie, świętowałem zwycięstwo mojego zespołu...
- A chce pan zobaczyć, z jakiego powodu znalazł się pan na policji? - zapytał.
- Tak, chciałbym wiedzieć... - za cholerę nie wiedziałem, co jest grane.


Inspektor poszedł do magnetowidu, włożył kasetę do środka, wcześniej leżała ona na biurku. Nacisnął „play”. Moim oczom ukazał się nagrany obraz z jednej z kamer, zainstalowanych na ulicach. W pewnym momencie pojawiłem się ja, szedłem bardzo chwiejnie (wyglądałem jakbym gonił węża i miał za ciasne buty), jednym słowem byłem zdrowo napruty! I jeszcze do tego byłem w samych slipkach! W pewnym momencie zatrzymałem się, pomachałem do kamery, później się odwróciłem, zdjąłem gacie i oddałem mocz na stojące obok BMW! W tym momencie policjant wyłączył telewizor. No pięknie – pomyślałem, zaraz zachciało mi się śmiać, ale musiałem być skruszony, a nie roześmiany! Inspektor zaczął mówić:
- Już pan wie, co zrobił?
- Tak, bardzo mi przykro... - chciałem od razu łagodzić sytuację.
-Ja myślę, wie pan czyj to był samochód? Bratanka burmistrza miasta Leeds!
- krzyknął na mnie. Pierwsze słowa, jakie przyszły mi na myśl to: „O kurwa mać!!...”. W tym momencie pomyślałem o konsekwencjach! Pewnie wszystkie brukowce, pokażą moje zdjęcie jak leje na samochód bratanka burmistrza! Cholera... W tym momencie, wpadłem na pewien pomysł. Zadzwonię do prezesa on na pewno coś wymyśli.

- Czy mogę skorzystać z telefonu? - zapytałem bardzo łagodnie.
- Tak, masz prawo do jednego telefonu.
- Dziękuję...


Wyjąłem komórkę, wybrałem numer Bates’a, dzwonię. W słuchawce słyszę:
- Słucham, prezes Bates mówi
- To ja, Grzybowski, potrzebuje pana pomocy, jestem po uszy w gównie. Nie ma czasu na wyjaśnienia, jestem na komisariacie. - powiedziałem.
- Zaraz tam będę! - krzyknął bardzo zdenerwowany.


Wiedziałem, że jest wkurzony, ale on był moją jedyną deską ratunku, był jedyną wpływową osobą, jaką znałem. Siedziałem w milczeniu dobre 15 minut, inspektor w tym czasie wypełniał jakieś dokumenty. W pewnym momencie zadzwonił jego telefon, wziął go do ręki i wyszedł z pomieszczenia. Poinformował mnie, że sprawa jest zamknięta. Mogę iść do domu. Ucieszyłem się. Kiedy wyszedłem z budynku, czekał na mnie prezes. Teraz zacznie się pogadanka, pomyślałem. Prezes od razu zaczął:
- Jestem zmartwiony tym, co się stało. Załatwiłem tą sprawę z komendantem i burmistrzem, ale następnym razem Ty będziesz za to wszystko świecił oczami! Rozumiemy się?! - Skończył prezes.
- Oczywiście, przepraszam. - byłem skruszony.
- Wiesz, co będzie najlepszymi przeprosinami?
- Nie mam pojęcia...
- Masz wygrać kolejny mecz na Naszym stadionie. Takie jest zarządzenie burmistrza. - zaśmiał się, ale widziałem, że na serio żąda ode mnie zwycięstwa.
- Oczywiście, ma to zapewnione... - również się zaśmiałem, ale wiedziałem, że muszę wygrać ten mecz.


Prezes zaprosił mnie do swojej limuzyny, powiedział do mnie, że ma jeszcze jedną bardzo ważna sprawę. Wszedłem do środka.
- Mam teraz sprawę związaną z zespołem. Mamy ostatnio problemy z pomocnikami, ciągłe kontuzje, czy wiesz, o czym mówię?
- Jasne, też mi to chodzi po głowie.
- No właśnie. W kasie klubowej, jest jeszcze 200 tys. £, więc pomyślałem o jakimś wzmocnieniu... Może jakiś polski piłkarz, masz kogoś na oku?
- Hmmm... Myślę, że mam kandydata, jest młody i perspektywiczny, będzie nas kosztował około 100 tys. £. Nazywa się Danny Szetela, ma polskie korzenie, gra i mieszka w USA.
- Brzmi ciekawie, jeszcze dziś rezerwuje Ci bilet ba samolot do Stanów. Treningi będzie prowadził Twój asystent.- Skinąłem głową...



... Był 7 Sierpnia, godzina 22:10. Wylądowałem na lotnisku w mieście Columbus, gdzie znajdował się klub Szeteli. Był już wieczór, a ja bardzo zmęczony, poszedłem, więc do hotelu, w którym pokój zarezerwował mi prezes. Hotel miał 4 gwiazdki! Był bardzo elegancki. Mój pokój był świetnie urządzony: bardzo wygodne łóżko, barek z alkoholem. Odświeżyłem się, zjadłem zamówioną kolację, strzeliłem kilka drinków i poszedłem spać, rano miałem iść na trening, by poobserwować Danny’ego.

Było przed południem, trening zespołu rozpoczął się. Przyglądałem się zawodnikowi, on nie wiedział, że jestem tu w jego sprawie, więc zachowywał się naturalnie, baz popisywania się przed przyszłym pracodawcą. Przyglądałem się, i sprawa, był już jasna! Chłopak po prostu mnie oczarował, chciałem go mieć w swoim zespole! Kiedy po treningu powiedziano mu, że ma gościa, był trochę zdziwiony, nikogo się nie spodziewał. Czekałem na niego w klubowej kawiarni. Kiedy podszedł do mnie, wstałem i rzuciłem po polsku:
- Cześć - był troszkę zmieszany, ale odparł, łamaną polszczyzną.
- Dzień dobry...
- Nazywam się Michał Grzybowski. - Przeszedłem na angielski - Jestem managerem angielskiego klubu piłkarskiego Leeds Utd., przyjechałem tutaj w Twojej sprawie. Bez owijania w bawełnę – chcę, abyś grał w moim zespole. - był bardzo zaskoczony, ale widziałem, że ma ochotę się zgodzić... Nie pomyliłem się.
- Jestem zainteresowany! - odparł, bardzo szczęśliwy.


Troszkę jeszcze pogawędziliśmy o sprawach kontraktu, czy o jego możliwościach występowania w podstawowym składnie Leeds. Chłopak bardzo przypadł mi do gustu, nie dość, że świetnie grał, to jeszcze do tego był bardzo inteligentny i wygadany. Dogadałem się w sprawie odstępnego, po negocjacjach z prezesem pozyskałem tego młodego zawodnika za 110 tys. £. Uważałem, że to świetna cena, jak za takiego piłkarza. Dogadałem się również z Dannym w sprawie zarobków, nie był specjalnie wymagający. Miał przylecieć do Leeds za kilka dni, musiał jeszcze załatwić kilka swoich spraw, tu w Stanach. Zrobiłem, co do mnie należało, musiałem wracać do Anglii, już niedługo mecz mojego zespołu, a chciałem być koniecznie obecny. Widziałem, że każdy mecz przybliża mnie do podpisania stałego kontraktu. Debiut był wymarzony, jak pójdzie dalej? Mam nadzieję, że równie dobrze.

Jeszcze tego samego dnia wsiadłem do samolotu i poleciałem do Anglii. Nadszedł czas na kolejne mecze ligowe.

2. kolejka - Coca-Cola Championship (09.08.2005)
Mecz: Preston – Leeds
Wynik: 3:2

Bramki: Hart (7’), McKenna (45’), Dichio (59’) – Healy (21’), Moore (83’)
MoM: Hart (Preston)
Widzów: 18 tys.


3. kolejka - Coca-Cola Championship (13.08.2005)
Mecz: Leeds – Derby
Wynik: 3:1

Bramki: Wright (19’), Szetela (21’), Moore (71’) – Smith (12’)
MoM: Szetela (Leeds)
Widzów: 30 tys.

Obiecałem burmistrzowi, że wygram ten mecz i słowa dotrzymałem. Piękne, przekonywujące zwycięstwo. Świetna gra Szeteli (gol i asysta), to się nazywa debiut, mówiąc nieskromnie miałem „nosa”.


4. kolejka - Coca-Cola Championship (20.08.2005)
Mecz: Burnley – Leeds
Wynik: 1:0

Bramki: Noel-Williams (52’)
MoM: Derry (Leeds)
Widzów: 14 tys.

Carling Cup – 1. runda. (23.08.2005)
Mecz: Leeds – Oldham
Wynik: 1:1 (k. 3:0)

Bramki: Einarsson (5’) – Porter (90’)
MoM: Derry (Leeds)
Widzów: 18 tys.


5. kolejka - Coca-Cola Championship (27.08.2005)
Mecz: Leeds – Southampton
Wynik: 3:0

Bramki: Moore (17’), Einarsson (30’ i 90’)
MoM: Gregan (Leeds)
Widzów: 28 tys.


6. kolejka - Coca-Cola Championship (29.08.2005)
Mecz: Hull – Leeds
Wynik: 3:1

Bramki: Andrews (26’-k), Fagan (57’ i 69’) – Healy (1’)
MoM: Fagan (Hull)
Widzów: 25 tys.

Nie ma, co się oszukiwać, mam poważny problem z meczami na wyjazdach! O ile mecze u siebie wygrywam bardzo pewnie i w dobrym stylu, o tyle wyjazdowe idą mi fatalnie. Ale tak nie mogło być, musiałem jakoś lepiej motywować zawodników na wyjazdach, może pomyśleć nad zmianą taktyki. Zwycięstwo na obcym terenie było teraz priorytetem, a była świetna do tego okazja, za kilka dni miałem się zmierzyć z dość słabym Sheffield Wed.. Muszę wygrać! Ale Hull, też było słabe, a przegrałem w fatalnym stylu. Teraz muszę odnieść zwycięstwo...


7. kolejka - Coca-Cola Championship (10.09.2005)
Mecz: Sheff Wed – Leeds
Wynik: 0:1

Bramki: Wright (45’)
MoM: Crainey (Leeds)
Widzów: 33 tys.

Udało się wygrać! Co prawda w najmniejszych możliwych rozmiarach, ale to bardzo ważne trzy punkty. Gra mojej drużyny, poukładała się, kilku ważnych zawodników wyleczyło kontuzje, jestem pełen optymizmu przed kolejnymi meczami. W końcu od tego zależy moja przyszłość!


8. kolejka - Coca-Cola Championship (13.09.2005)
Mecz: Leeds – Ipswich
Wynik: 2:0

Bramki: Blake (85’), Einarsson (90’)
MoM: Einarsson (Leeds)
Widzów: 26 tys.


9. kolejka - Coca-Cola Championship (17.09.2005)
Mecz: Leeds – Crewe
Wynik: 1:1

Bramki: Healy (71’) – Bell (90’)
MoM: Lunt (Crewe)
Widzów: 23 tys.


Carling Cup – 2. runda. (20.09.2005)
Mecz: Leeds – Portsmouth
Wynik: 0:1

Bramki: Mbesuma (2’)
MoM: Mbesuma (Portsmouth)
Widzów: 18 tys.

Odpadłem z pucharu, szkoda, ale widzę też pozytywne aspekty. Przede wszystkim moi zawodnicy nie będą grali tak często meczy, a w sumie nie ma większych korzyści z tego trofeum. Postaram się powalczyć w FA Cup. Tymczasem wracam do ligi...


10. kolejka - Coca-Cola Championship (17.09.2005)
Mecz: Luton – Leeds
Wynik: 1:2

Bramki: Howard (87’) – Blake (44’), Hulse (83’)
MoM: Gregan (Leeds)
Widzów: 8 tys.

Po dziesięciu kolejkach byłem bardzo zadowolony. Dość dobra gra, udało się przełamać mojej drużynie w meczach wyjazdowych. Powrót większości zawodników do pełni zdrowia. Świetne miejsce w tabeli Coca-Cola Championship:

Podczas jednego z treningów zadzwonił do mnie telefon, był to prezes Bates. Poinformował mnie, że chce się ze mną spotkać dziś wieczorem, nie powiedział, co się dzieje, ale dla mnie nie było żadnych wątpliwości. Podjął już decyzję w sprawie mojego kontraktu! Właściwie nie widziałem, czego się spodziewać, co prawda w lidze dobrze mi szło, ale to małe niepowodzenie w pucharze... Różne myśli krążyły mi po głowie. Ale jednak byłem optymistą...

Stałem już w drzwiach gabinetu prezesa, właśnie machnął ręką żebym wszedł...


W kolejnej części:
- prezes zadecyduje,
- niespodzianka...
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 01.03.2008

Liczba wyświetleń: 1556

Średnia ocen: 5.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu