O bramkarzach
W CM 01/02 gram od dawna i dość regularnie. Odwiedzający tę stronę na pewno nie raz czytali moje kariery z różnych klubów (przeważnie angielskich, mam słabość do Premiership…), a jak się domyślacie i tak jest to tylko część moich dokonań.
Swego czasu na Centrum CM opublikowałem tekst pt. „Kiedy bramkarz przeciwnika dostaje skrzydeł….”. Poruszyłem w nim problem, który jest udziałem (tak myślę) większości ceemowych graczy. Otóż uważam, że komputer w sposób perfidny utrudnia nam grę i sprawia, że w niektórych meczach, olbrzymia nawet przewaga nie daje nam wygranej, a bramkarz przeciwnika gra jak z nut. W artykule tym podałem nawet statystyki, w których wykazałem, że do strzelenia bramki komputerowi potrzeba nam większej ilości celnych strzałów niż potrzebuje maszyna, aby wpakować gola nam. Odnoszę również wrażenie, że im lepszym klubem gramy, tym częściej zdarzają się takie mecze, kiedy nawet 20-to krotna przewaga w celnych strzałach nie zapewnia nam wygranej, gdyż rywal z jednej, jedynej akcji strzela bramkę i mecz kończy się np. wynikiem 1:1.
Po tamtym artykule kilku z Was zgodziło się ze mną, ale padały również głosy, że jest to wyimaginowany problem. Po szczegóły odsyłam do artykułu:
http://www.centrumcm.org/czytaj.php?goto=czytaj&TID=2&WID=&ID=338
W każdym razie problem jest poważny, gdyż ta jawna niesprawiedliwość niweczy nasze wysiłki. Można bowiem zrozumieć porażkę, kiedy nasz skład i taktyka są na tyle słabe, że rywal dominuje. Najczęściej jednak wszystko gra, a efektem jest wynik 1:1, nota 6 dla naszego bramkarza, i nota 9 (plus oczywiście MoM) dla golkipera rywali. Dodatkowym powodem naszej irytacji jest fakt, że postawę taką prezentują bramkarze na oko słabi lub przeciętni, którzy w dodatku mają średnią za sezon np. 6.70. W czasie mojej najnowszej kariery w Leeds w jednym sezonie trzykrotnie remisowałem z jedną z drużyn, i za każdym razem gościu miał 9, a drużyna ta spadła w końcu z ligi.
Co więc możemy zrobić?
Jeżeli chodzi o bramkarza rywali, to za wiele zrobić się nie da. Engine gry tak jest skonstruowany i już. Przecież nie ma możliwości nakazania naszym rzeźnikom, żeby wykończyli wkurzającego bramkarza rywali, tak jak to można zrobić (w sposób pośredni, i nie zawsze skuteczny) z błyskotliwymi napastnikami i pomocnikami. Problemem jest raczej odpowiednie zabezpieczenie naszej bramki, tak, aby nie wpadał do niej każdy strzał, jaki rywale oddadzą w czasie meczu. Najbardziej logicznym rozwiązaniem wydaje się zakup odpowiedniego bramkarza, ale przecież nie zawsze możemy ich kupić. Zresztą – naprawdę dobrych jest niewielu. Sam znam takich kilku: Gianluigi Buffon, Dimitris Eleftheropoulos, Dionizis Chiotis, David Dei, Pablo Cavallero oraz Franco Costanzo. Po pierwsze nie zawsze da się ich kupić, bo drugie też miewają swoje humory, po trzecie wreszcie kosztują (Buffon, Cavallero) koszmarne pieniądze. Czy opłaca się je wydawać?
Otóż nie! Tez ta jest dość ryzykowna, ale coraz bardziej się do niej przekonuję. Powtórzę: nie ma sensu wydawać grubej kasy na uznanych golkiperów. Rozwiązanie jest prostsze. Wpadłem na nie jakiś czas temu, ale bałem się go zastosować. Gdy w końcu jednak spróbowałem, efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
Pomysł podsunął mi (zupełnie przypadkiem i w dodatku nieświadomie) mój brat. Na początku tego roku toczyliśmy ze sobą wspaniałe boje w Premiership, w czasie których ja prowadziłem Arsenal, a on MU. Udało nam się rozegrać bodaj 9 sezonów, po czym wyjechałem zagranicę, a po powrocie zainstalowałem najnowszy update i skończyliśmy tę wspaniałą grę (tu dygresja: obecnie mamy równie pyszną zabawę walcząc Juventusem (ja) z Milanem (on)). W każdym razie mój braciak zakupił sobie Cavallero, który w ciągu dwóch pierwszych sezonów grał całkiem, całkiem, natomiast w trzecim zaczął odstawiać straszną chałę. Ponieważ nie miał kasy na nowego golkipera „z nazwiskiem” to wstawił do bramki Paula Rachubkę. Kto go zna, to wie, kto nie zna – niech sprawdzi, że żaden z niego artysta, ot zwykły przeciętniak z dość słabymi parametrami. Co się okazało – chłopaczyna ów wybronił mu tyle meczy, że na dłużej zagościł w składzie.
Minęło sporo czasu, zanim uświadomiłem sobie, że raczej nie był to przypadek, ale wciąż brakowało mi odwagi, żeby się o tym przekonać. Zrozumiałem to dopiero całkiem niedawno, w czasie mojej kariery w Leeds. Na początku kupiłem sobie Dei oraz Eleftheropoulosa, ale choć nie grali źle (choć ten drugi kwasił), to zdarzały im się kompromitacje. W międzyczasie moja szkółka piłkarska dostarczyła mi dwóch młodych bramkarzy Stronga i Younga. Parametry przeciętne. Po którymś z kolei meczu, w którym Dei dostał notę ‘6’ postanowiłem sobie, że tym razem dam szansę młodym. Do bramki wszedł Strong i…… miejsca do końca sezonu nie oddał. Na koniec okazało się, że ziomuś wykręcił mi średnią ponad 7.50! W wielu meczach odstawiał takie numery, jakie mi zawsze odstawiano, tzn. łapał, odbijał (nosem, ręką, nogą, głową ) 12 czy 15 strzałów rywali, czym sprawiał, że mimo beznadziejnej gry mojego teamu nie przegrywaliśmy po 0:8. Po czymś takim wystawiłem Dei i Eleftheropoulosa na listę, a kupiłem sobie jeszcze dwóch „młodych wilków” (jednego za 100 tys. drugiego, zdaje się za 230 tys. Euro) , wobec czego mam teraz w kadrze takich czterech bramkarzy: Strong, Young, Buxton, Williams. Mówią wam coś te nazwiska? Pewnie nie. Tymczasem w kolejnym sezonie Strong skwasił trzy mecze, więc wstawiłem Younga. Ten zagrał przeciętnie w kilku meczach (średnia nota 7), więc postawiłem na Buxtona. Bingo! Średnia ponad 7,60, kilka wręcz genialnych występów. W kolejnym sezonie znów broni Strong, gdyż Buxton zagrał dwa kiepskie mecze. Po ¾ sezonu Strong ma średnią ponad 7,50.
Czy coś jeszcze trzeba dodawać?
Zdaję sobie sprawę, że teza jest kontrowersyjna. Sceptycy mogą powiedzieć, że nie mam prawa formułować takich wniosków po zaledwie jednej grze. Nie wiem, spróbujcie. Mam w tej chwili paczkę nieobliczalnych młodych bramkarzy i obsada tej pozycji nie jest już moim zmartwieniem. Kosztowali mnie łącznie 330 tysięcy Euro, pensje mają jakieś groszowe. Mogę się skupić na rozwiązywaniu innych problemów. No i czasem mam tą dziką satysfakcję, kiedy przeciwnik ma trzykrotną przewagę w strzałach, a wynik brzmi 2:1 dla mnie…..