


Z reguły do mojej Wisły Płock sprowadzany jest tzw. szrot, który z czasem z czasem się wykrusza. Przez to z dziesięciu kupionych graczy na stałe zostanie może maksymalnie dwóch, trzech. Wydaje się jednak, że w końcu coś się ruszyło i transfery stają się bardziej przemyślane.
Swego rodzaju przełomem było wykupienie z Bogdanki Łęczna Ricardo Cavalcante Mendesa czyli po prostu Ricardinho, swoistej gwiazdy. To znaczy w sumie to byłej gwiazdy, bo od początku gry w Płocku Brazylijczyk nie zachwyca. Jako wielki optymista nadal się łudzę, że koleś najzwyczajniej w świecie się po prostu ogarnie i zacznie w końcu grać na miarę swoich możliwości. Ok, do rzeczy. Ricardinho urodził się 4 września 1989 roku w Santo Andre. Jest wychowankiem tamtejszego klubu sportowego, z którego odszedł najpierw do Mogi Morim, a następnie do wspomnianej Bogdanki. Tam w kilkunastu meczach strzelił parę bramek i zaliczył sporo asyst. Pan Dmoszyński, który wrócił do Płocka właśnie z Łęcznej postanowił wyłożyć sporą sumkę za swojego pupila.
Brazylijczyk najlepiej radzi sobie grając jako lewoskrzydłowy, ale może także śmiało występować w środku pola. Jeżeli będziemy mieli jakiś mały kryzys kadrowy, zawsze możemy go wystawić w ataku. Jak przystało na gracza z Ameryki Południowej, dysponuje dobrą techniką oraz świetnym dryblingiem. Potrafi także celnie podawać, dośrodkowywać i strzelać z dystansu.
Podczas meczów często wyróżnia się błyskotliwością i kreatywnością. Nie ma problemów z podejmowaniem odpowiednich decyzji oraz grą bez piłki. Jest także dość pracowitym i zdeterminowanym zawodnikiem.
Były klubowy kolega Rivaldo jest też szybki, zwinny i wytrzymały.
Ricardinho to moim zdaniem gracz na miarę klubów z ekstraklasy. Ma wszystkie niezbędne atuty, by stać się solidnym skrzydłowym. Na początku gry będzie ciężko Wam go wyciągnąć z Wisły, ale później? Kto wie.