


Mpenza, Witsel i Lukaku - co łączy tych zawodników? Tak, wszyscy grają w belgijskiej reprezentacji. Ale łączy ich coś jeszcze. Cała trójka ma afrykańskie korzenie. Domyślacie się już, że nasz dzisiejszy bohater musi mieć z nimi związek. Owszem, Ibrahima Conte ofensywny pomocnik z belgijskiego AA Gent pochodzi z Afryki, konkretnie z Gwinei. Nie ma jednak belgijskiego obywatelstwa. Mimo to jest tzw. „talentem”, który może sporo namieszać. Karierę rozpoczynał w ojczyźnie, w klubie Fello Star Labe. W 2009 roku zadebiutował w drużynie seniorów. Wykazał, że potrafi kopać piłkę, czego efektem był transfer do klubu z mordką Indianina w herbie. Długo nie czekał na debiut, po niecałym miesiącu w meczu z KVC Westerlo pokazał się belgijskiej publiczności. Właściwie tyle było o nim słychać do końca sezonu. Nim zagrał znowu i strzelił upragnioną, pierwszą bramkę minęło trochę czasu. Konkretnie 10 miesięcy. Co ciekawe strzelił ją KVC Westerlo. W międzyczasie zadebiutował w reprezentacji. Niedawno grał w Pucharze Narodów Afryki, gdzie między innymi brał udział w „masakrze Botswany”.
Researcherzy obdarzyli Ibrahima ciekawymi umiejętnościami. Dobrze prezentuje się jego strona fizyczna. Dobra równowaga zapewnia stabilność ruchów. Bardzo dobra szybkość łącząca się ze znakomitym przyspieszeniem, potęgowana przez świetny drybling pozwalają mu panować na przedpolu przeciwnika. Jest niesamowicie waleczny. Wraz z fenomenalną błyskotliwością i olśniewająca grą bez piłki sprawi ona, że nie będzie nigdy stał bezczynnie. Czasami zdecyduje się na strzał z dystansu, a posiadając doskonałą technikę większość z tych strzałów będzie celna.
Jeśli szukacie zawodnika, który po jest pierwsze tani, po drugie dobry a po trzecie sprawdzony, wybierzcie naszego Gwinejczyka. Nie pożałujecie tego wyboru, gwarantuje Wam to!